Rzucam błystkę ponownie w to samo miejsce, sprowadzając ją tym samym torem co poprzednio. Prowadzę ją wolno, z wyczuciem. Czuję, jak z każdym obrotem korbki kołowrotka narasta we mnie napięcie i wzmagają się emocje! I kiedy błystka mija już miejsce, w którym uprzednio coś wytrąciło ją z ruchu, kiedy zaczynam tracić nadzieję na branie – uderzenie! Miękkie, łagodne, ale stanowcze. Więc jednak się nie myliłem. Targam do góry wędziskiem i zaraz odczuwam rozkoszną i jednocześnie niepokojącą siłę ryby gwałtownie szarpiącej szczytówką wędki. W jednej chwili krew uderza mi gorącą falą do głowy. Serce wali niczym młot pneumatyczny. Czuję, że ryba jest duża! A kiedy po chwili kilka razy mocano przygina wędzisko i z łatwością wybiera z kołowrotka żyłkę – pomimo dość mocno dociśniętego hamulca – podejmując gwałtowną, szybką ucieczkę z nurtem rzeki, lekko miękną mi nogi. Jestem przerażony, gdyż uprzytamniam sobie, że mam ją na żyłce o grubości raptem 0,28 mm! Ryba odskoczyła piętnaście, a może i więcej metrów. Wiedziałem, że muszę ją zatrzymać, gdyż w przeciwnym razie stracę ją już w pierwszych porywach walki.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze