No i wszystko jasne. Portugalia (zamiast nas) i Francja w finale EURO 2016. Państwo już znają wynik. A mimo to mówi się, że nasza duma narodowa – reprezentacja w piłce nożnej – odniosła oszałamiający sukces na Mistrzostwach Europy we Francji. Dwa finezyjne zwycięstwa z europejskimi super-potęgami oraz olśniewający bezbramkowy remis z Niemcami w fazie grupowej i dwa jakże cenne remisy w fazie pucharowej. To jest po prostu coś niebywałego! Nie miałbym nawet nic przeciwko temu, żeby każdego z zawodników i cały sztab szkoleniowy natychmiast wpisać dożywotnio na listę „500+” i to od razu na wszystkie dzieci, jak to było obiecane przed wyborami, żeby choć tu słowo zostało dotrzymane. A trenerowi Nawałce to zaraz trzeba podnieść tę jego lichą pensyjkę (80 tysięcy) choć ze trzy albo i cztery razy, bo kasy ci teraz u nas dostatek. Niech rozkwita ta nasza kapitalistyczna arystokracja rozrywkowa.
Bo i jej zasługi są wielkie. W kapitalizmie po fajrancie musi być przyzwoita rozrywka. Ludziom coś się od życia należy. Przeżyła się religia, to niech ją zastąpi piłka. Ile słodyczy, ile mistycznych uniesień może się zdarzyć w czasie takiego meczu. Nawet cuda się zdarzają częściej niż w religii. Za te oszałamiające zasługi Polski Związek Piłki Nożnej (czy by nim nie zastąpić Episkopatu?) w trzy tygodnie zainkasował 14 milionów euro do podziału między piłkarzy i działaczy (i chyba Skarb Państwa w ramach uszczelniania systemu podatkowego?!). Bardzo mi się to podoba. Napracowali się chłopcy, to i zarobili. Nic za darmo, żadnych honorów, żadnego bohaterstwa, odznaczeń, tylko kasa. Co innego kibice, ostatni bohaterowie sportu. Wytrwali wiernie przy swojej drużynie za darmo, honorowo, a ile ich to jeszcze kosztowało, te wszystkie chorągiewki, trąbki, stroje, napoje, zakąski, prąd, abonament, itp.
Ale nie żal tego wszystkiego, bo nic tak ludzi nie zmienia na lepsze jak piłka. Zapominają o Bożym świecie. Nawet Unia Europejska pilnująca na każdym kroku demokratycznej „praworządności” całkowicie odpuściła ją w sportowym biznesie rozrywkowym, na który patrzą wszyscy, a w którym na każdym kroku łamie się różne przepisy i raczej winowajcom uchodzi to na sucho. No bo i popatrzmy, cała ta piłka nożna stoi ponoć na bardzo konserwatywnych zasadach, których za żadne skarby nie wolno zmieniać, ale łamać to i czemu nie. Przyjrzyjmy się takim rzutom karnym. Jest napisane, że zawodnik bierze rozbieg oraz płynnym ruchem dobiega do piłki i zanim jej nie dotknie, bramkarz nie może zrobić w jego kierunku nawet najmniejszego kroczku, to znaczy musi przebywać cały czas na linii bramkowej. Ale, jak Państwo widzieli, bramkarze całe to prawo mają w dalekim poważaniu i zdarza się im często zrobić nawet kilka kroków w kierunku zawodnika strzelającego, co bardzo ułatwia obronę rzutu karnego. Przepisy złamane, sędziowie udają, że nie widzą, wynik wypaczony, praworządność pogwałcona, a ta cała Unia Europejska śpi, w ogóle tego bezprawia nie zauważa. Nie powstał też żaden oddolny Komitet Obrony Prawidłowego Wykonywania Rzutów Karnych, co znaczy, że tak naprawdę to ludzie mają w d… rzuty karne. To jeden tylko taki zgrzyt w tym oszałamiającym morzu radości, którego źródłem jest piłka nożna.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze