10 lipca na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” ukazała się „mapa dyskryminacji” pokazująca główne szlaki wojny ideologicznej, jaka tego spokojnego na pozór lata przetacza się przez Polskę, a główne decyzje zapadają w samorządach. Jedne opowiadają się za przyjęciem szerokiego pakietu uprawnień, ułatwień dla osób homoseksualnych (są cztery takie województwa), jakby homoseksualizm, wbrew temu, co głoszą jego zwolennicy, był rzeczywiście jakąś ułomnością, którą trzeba wspierać na podobieństwo osób niepełnosprawnych. Inne, a tych lawinowo przybywa, deklarują wolność od tego typu rozwiązań, w tym takich, które miałyby charakter niekorzystnej dla dzieci seksualizacji, to znaczy przedwczesnego, niezgodnego z wiekiem rozbudzania zainteresowań sprawami seksu. Oczywiście „Wyborcza” nie ma złudzeń, zwolennicy pierwszej opcji to ludzie dobrzy, humaniści, demokraci, liberałowie, nowocześni, tolerancyjni. Zwolennicy drugiego rozwiązania to ludzie źli, potworni katofaszyści, antydemokraci, antyhumaniści, ludzie pozbawieni zmysłu tolerancji, zapiekli dyskryminatorzy. Tak więc podzielono nam Polskę według kryterium seksualnego, czego nigdy dotąd w dziejach nie było.
N ie było, ponieważ seksualność przynależy do sfery prywatnej człowieka i tak powinno pozostać. W zasadzie to preferencje seksualne, prawidłowe lub zaburzone, nie mają wpływu na wykonywaną przez człowieka pracę, nie stanowią kryterium przy naborze do pracy. Również przy naborze do szkół, czy na uczelnie wyższe, ani przy jakiejkolwiek innej okazji nikt nie pyta o nasze seksualne upodobania. One są, bo są naturalną częścią naszego życia, ale, i zawsze tak było, są jego częścią intymną, sekretną, skrytą. Nikt się z tym nie obnosi, tego nie ujawnia, nie musimy też obnosić się z nimi publicznie. I tak było przez wieki, i było dobrze. Żyli ludzie, rodziły się dzieci, nawet mimo braku edukacji seksualnej. Były też odchylenia od normy, raczej przez społeczeństwa traktowane nieufnie, a nawet karane (nie same preferencje, tylko gorszące akty). Zaznali tego choćby znani nam twórcy, jak George Byron czy Oskar Wilde. Dziś nie ma tego problemu, ludzie dopuszczający się tego typu aktów nie podlegają karze. Akty homoseksualne są w Polsce legalne od ponad 80 lat. Więc na czym miałaby polegać ta okrutna dyskryminacja, o której zatroskana „Gazeta” pisze tak dużo i tak często?
G łównie na tym, że ludzie dotknięci preferencjami homoseksualnymi usiłują w sposób natrętny i agresywny wyprowadzić swój problem z zacisza prywatności i uczynić go zjawiskiem publicznym, społecznym, podnieść do rangi usankcjonowanej społecznie instytucji, równej instytucji małżeństwa. Dlaczego niektóre społeczeństwa bronią się przed tego typu rozwiązaniami? Dlatego, że prowadzą one do radykalnej, nieodwracalnej zmiany fundamentalnego wzorca relacji społecznych, jakie stworzyły naszą cywilizację. Przyjęcie proponowanych rozwiązań to rewolucja społeczna o skutkach wprost nieprzewidywalnych. Część ludzi, także wykształconych, cynicznie lekceważy ten fakt, inna część, przewidując negatywność skutków, usiłuje swoją niezgodę zamanifestować, co tak gorszy humanistów z „Gazety” i okolic, jakby tolerancja miała działać tylko w jedną stronę. Sprawy są bardzo poważne, czeka nas długa i wyczerpująca wojna. Chyba że władzę przejmą nowocześni bezmyślni doktrynerzy i zaprowadzą nowe porządki siłą, za zgodą spolegliwej lewicowej inteligencji, ale wtedy zniszczą demokrację, którą tak bardzo kochają.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze