Reklama

Więzienie za szarpaka

23/01/2014 03:00
Tzw. zacinka lub inaczej metoda na szarpaka to bestialski sposób kłusowania. Taki „połów” jest traktowany jako przestępstwo i grozi za to kara nawet do dwóch lat więzienia.
Wojciech Tyburski, szef płockiego posterunku Państwowej Straży Rybackiej, mówi, że w Płocku i okolicach ten sposób kłusowania jest prawdziwą plagą. – Rozmawiam z kolegami z innych posterunków i oni na swoim terenie nie mają aż tak dużych problemów, związanych z tzw. zacinką – mówi Wojciech Tyburski. I dodaje, że zaledwie w ciągu dwóch pierwszych tygodni tego roku strażnicy złapali już cztery osoby kłusujące w ten sposób.
Wpadka na „szarpaku” to poważne konsekwencje. Ten sposób kłusowania jest przestępstwem. Delikwent trafia w ręce policji i przed oblicze sądu. Kara to co najmniej grzywna, ale górna granica to nawet dwa lata więzienia. – Nie rozumiem osób, które taką metodą chcą zdobyć ryby. Wśród ostatnio zatrzymanych wartość znalezionych przy nich ryb wahała się od 3,2 zł do 7 zł. Minimalna kara, jaką poniosą, to zapewne kilkaset złotych grzywny – mówi szef płockich strażników.
Wojciech Tyburski tłumaczy, że tzw. zacinka to bestialska metoda kłusowania. Polega na tym, że kłusownik w miejscu, gdzie ryby zbierają się na zimę, wrzuca do wody kotwicę obciążoną ołowiem. Gdy ta osiągnie odpowiednią głębokość, gwałtownie wyszarpuje ją z wody. Szef płockich strażników mówi, że na 10 takich rzutów, wyciąga się dwie–trzy ryby, ale kilkanaście zostaje dotkliwie pokaleczonych. Takie ranne ryby chorują, roznoszą chorobę i w końcu zdychają.
W Płocku strażnicy PSR-u kłusujących na szarpaka najczęściej łapią w stoczni rzecznej, porcie RZGW, przy śluzie wejścia do portu. – Bardzo często patrolujemy te miejsca. Ale nawet jeśli nas nie widać, to nie znaczy, że nie obserwujemy tych miejsc – mówi Wojciech Tyburski. I przestrzega potencjalnych miłośników łatwego zdobycia ryb, że to nieopłacalny proceder, bo i tak zostaną złapani. Dodaje, że słowa podziękowania należą się wędkarzom, którzy informują o kłusownikach.
Płoccy strażnicy mają ostatnio nowy problem. Wiąże się on ze zmianami organizacyjnymi i likwidacją płocko-włocławskiego okręgu wędkarskiego. Ta zmiana spowodowała, że płoccy wędkarze przeszli pod kuratelę okręgu mazowieckiego. Ale reorganizacja spowodowała także, że teraz ci, którzy chcą wędkować na Wiśle od Kępy Polskiej do tamy we Włocławku, na Skrwie Lewej i Prawej, Jeziorach Lucieńskim i w Soczewce, muszą mieć zezwolenie od Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. A to dlatego, że do momentu rozstrzygnięcia przetargu na dzierżawienie tych akwenów, wróciły one pod opiekę RZGW.
Wojciech Tyburski mówi, że wielu wędkarzy nie wie o zmianach i w konsekwencji łowią bez zezwoleń. A to może skończyć się mandatami. Na zezwolenia z mazowieckiego okręgu można wędkować na Jeziorach Zdworskim, Ciechomickim, Górskim, Przytomnym, w Białogrzegach i na Wiśle od Kępy Polskiej w górę rzeki.    (gsz)
fot. Ze zbiorów PSR-u w Płocku
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości