Reklama

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

31/10/2018 13:54

Są już wyniki wyborów, zatem czas na pierwsze, na gorąco nasuwające się refleksje. Pogłębiona analiza wymaga dystansu – czasowego i emocjonalnego. Jeśli spojrzymy na to, co się wydarzyło w skali kraju, to widać wyraźną tendencję do eliminowania z poważnej gry mniejszych ugrupowań, które powoli in gremio redukują się do roli planktonu politycznego. To są wybory samorządowe, tu trudno o jednoznaczny werdykt, kto wygrał, a kto poniósł porażkę, niemniej jednak wyniki do sejmików jednoznacznie potwierdzają powyższą tezę. Na scenie pozostali dwaj poważni gracze. A ten trzeci, tradycyjnie mocny w te klocki został zredukowany do roli języczka u wagi, a może nawet, choć to na razie ryzykowne stwierdzenie, przystawki. Na razie… Liczby są nieubłagane. A są to wszędzie liczby jednocyfrowe. Razem siedemdziesiąt mandatów wobec stu pięćdziesięciu siedmiu przed czterema laty... Resztówka po byłej przewodniej sile narodu ugrała jedenaście, a inicjatywy pozapartyjne przekształciły się w pozamandatowe (dziewięciu radnych Bezpartyjnych Samorządowców litościwie pominę). Nie drgnęło w dużych miastach, ale tu dominacja jednego gracza była zawsze wyraźna. O przyczynach może innym razem…
W naszym pięknym mieście status quo utrzymane, ale zgodnie z wyżej opisaną tendencją krąg dzielących tort w ratuszu zawęził się do trzech graczy. I kawałki podobne jak cztery lata temu. Mandatami po wyeliminowanych z gry pogrobowcach „partii” podzielili się solidarnie dwaj najwięksi gracze. Nie pojawił się na scenie żaden komitet niepartyjny, przed czterema laty było ich cztery. I wygląda na to, że potencjalni chętni do takich działań mieli rację, rezygnując z tłoczenia przysłowiowej pary w gwizdek. Przy obecnym systemie liczenia głosów (metoda D’Hond’a) do zdobycia mandatu potrzeba takiej liczby głosów, że pięcioprocentowy próg to czysta fikcja. W naszym pięknym mieście był kandydat startujący z takiego komitetu, któremu osiemset trzydzieści siedem głosów nie wystarczyło. Tymczasem radnym został startujący w barwach jednego z wielkich zdobywca czterystu czterdziestu głosów. Oczywiście można tu snuć rozważania co do sensowności takiego systemu, ale po co? Gra się według tych reguł, które obowiązują, a nie według takich, które skłonni bylibyśmy uznać za sprawiedliwe. Albo nie gra się wcale! A poza tym wszystkim można by dyskutować, czy na pewno taki obrót sprawy jest dla mieszkańców niekorzystny. Może lepiej, by miastem rządzili zawodowcy, czyli sprawdzeni w bojach i poddani presji odpowiedzialności przed partią działacze niż, z całym szacunkiem dla dobrych chęci, polityczni amatorzy, którzy skrzyknęli się na okoliczność wyborów?

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości