Za nami seria debat przedwyborczych z udziałem kandydatów do fotela prezydenta miasta. Śledzę je niejako z obowiązku i trudno powiedzieć, bym został czymś mocno zaskoczony. Może tylko tym, że jak na aktualny klimat ogólnopolskiej debaty publicznej, nasze przebiegają w spokojnej atmosferze, z zachowaniem wszystkich reguł cywilizowanej rozmowy. To zasługa kandydatów, ale i organizatorów, którzy przyjęli formułę wykluczającą w zasadzie ostrzejszą wymianę zdań między uczestnikami. Nieliczne incydenty na widowni możemy śmiało pominąć… Przekaz też jest standardowy. Gdyby zsumować wartość wszystkich pomysłów, jakie się w tym czasie pojawiły w eterze, to nie wiem, czy budżetu Stanów Zjednoczonych by wystarczyło? Ale i to się mieści w ramach reguł gry. Obietnice wyborcze, jak sama nazwa wskazuje, nie są po to, by je spełniać, ale by wygrać wybory. I chwała Bogu!
Zatem nuda… I szkoda, że nikt z grona kandydatów nie spróbował odejść od schematu i oprzeć kampanii na hasłach niestandardowych, choć dość banalnych. Zamiast rozdawać pieniądze na lewo i prawo (nie mylić z lewicą i prawicą), spróbować je zarabiać i oszczędzać. Oczekiwałbym zatem poważnej odpowiedzi na dwa pytania. Na jakie cele można wydawać mniej pieniędzy gminnych (oczywiście bez pogorszenia jakości usług publicznych), a na co może nie wydawać w ogóle? Czyli garść konstruktywnych pomysłów na oszczędności w gminnych wydatkach. I jak zwiększyć wpływy do miejskiej kasy, rzecz jasna bez pospolitego „dojenia” obywateli przez podwyżki podatków lokalnych? I nie licząc nieśmiertelnych „środków zewnętrznych” z unijnymi na czele? Ustawa o dochodach jednostek samorządu terytorialnego przewiduje w artykule 4.1 dwadzieścia pięć źródeł tych dochodów. Oczywiście muszę dodać, by uniknąć posądzenia o demagogię, że większość z nich nie rokuje znaczących sukcesów w nabijaniu miejskiej kabzy, ale nad kilkoma można by się było pochylić… Nie wiem jak dla Szanownych Czytelników, ale dla mnie taki program wyborczy byłby bardziej pociągający od płynących szeroką rzeką obietnic, czego my tu nie zafundujemy podatnikowi za jego pieniądze!
I na koniec jeden szczególny przypadek. Ciągle powraca na forum publiczne pytanie, jak zamienić główny deptak w mieście w czwartą galerię? Nijak! Taki już urok deptaka, że galerią handlową być nie chce i jego siła przyciągania musi mieć inna naturę. Po co ludzie ciągną na Krakowskie Przedmieście w Warszawie, Długi Targ w Gdańsku, Rynek w Krakowie, starówkę w Toruniu, czy „Monciak” w Sopocie? Żeby się „obkupić” na zimę? Nie wydaje mi się…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze