Kiedy ten tekst trafi do rąk Szanownego Czytelnika, będzie już po meczu „o wszystko”, a przed spotkaniem… I tu mamy dwa scenariusze. Albo tradycyjnie „o honor”, albo ponownie „o wszystko”. Nie będę się bawił w proroka, przypomnę tylko nieśmiało, że przed tygodniem tonowałem nastroje. I powtórzę: nie jesteśmy futbolową potęgą i nigdy, poza dziesięcioleciem 1972 – 1982 (dla młodszych Czytelników od złotego medalu Igrzysk w Monachium do brązu na Mundialu w Hiszpanii), nie byliśmy. Nie będziemy w niedzielę faworytem, choć przeciwnik też wystartował kiepsko.
Ale taki już urok tego turnieju. W pierwszej rundzie nie wygrał żaden z pretendentów do złota. Za mojej pamięci takiej sytuacji jeszcze nie było, a oglądam piłkarskie mistrzostwa świata od 1974 roku. Jak tak dalej pójdzie, to po raz pierwszy będziemy mieli mistrza świata z przypadku. Upadnie ostatni bastion tradycji w sporcie. Osiem drużyn wygrywało Mundial do tej pory i były to same futbolowe potęgi. Kraje, które mają silne ligi, sukcesy w europejskich pucharach z Ligą Mistrzów na czele, gwiazdy światowego formatu w ilościach hurtowych, wybitnych trenerów pracujących w topowych klubach… Słowem, do tej wyliczanki pasują jeszcze tylko dwa kraje, które tytułu mistrza świata w kolekcji nie mają: Holandia i (w mniejszym stopniu) Portugalia. Holendrów w Rosji nie ma, zatem jedynie doszlusowanie do wyżej wymienionej ósemki Portugalczyków byłoby dla mnie do zaakceptowania...
A wracając do naszych… Nie wiem, co się wydarzy w niedzielę, ale niezależnie od tego na czwartek kibice w naszym pięknym kraju mogą oczekiwać z pełnym optymizmem. Niezależnie od niedzielnego wyniku, powtarzam! Jeśli wygramy, będzie to dzień pełen emocji, bo znów będziemy walczyć „o wszystko”, czyli w tym wypadku o wyjście z grupy. W przypadku porażki w niedzielę, czwartkowy mecz mamy wygrany jak w banku. W meczach „o honor” reprezentacja nasza jest bowiem nie do pokonania! Sto procent zwycięstw. I w dwa tysiące drugim i w dwa tysiące szóstym nie daliśmy przeciwnikom żadnych szans! Wypada już dziś współczuć Japończykom. Dla nich bowiem nie ma dobrego scenariusza na czwartkową konfrontację z biało – czerwonymi. Trafią na przeciwnika wyjątkowo zmotywowanego. Zwłaszcza gdyby, czego my, kibice raczej byśmy nie chcieli, doszło do meczu o „honor”. Bo dla nas, Polaków, pozwolę sobie tu, choć ktoś może uznać, że to niestosowne w odniesieniu do „najważniejszej z nieważnych dziedzin życia”, przytoczyć pamiętny cytat z przemówienia przedwojennego ministra spraw zagranicznych, „jest jedna tylko rzecz…, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze