Rozwój nowych mediów daje człowiekowi nieograniczone możliwości. Każdy może być dziennikarzem, publicystą, recenzentem filmowym czy teatralnym, komentatorem sportowym… O, właśnie! Sportowym. Mamy wszak Święto Sportu! Zatem emocje w narodzie rosną! I wylewają się na ekrany laptopów, tabletów, smartfonów… Piszę te słowa przed drugą poważną szansą medalową, czyli konkursem na dużej skoczni. Na tak zwanej normalnej nie wyszło, zatem na ekranach dominuje „hejt”. Tak to już jest. Naszych skoczków na ogół wielbimy, kibice jeżdżą za nimi w najodleglejsze zakątki globu… Dzięki temu przedstawiciele innych dyscyplin zimowych mają jak u Pana Boga za piecem. Nikt się specjalnie nie interesuje ich „popisami” (przynajmniej od kiedy przestała wygrywać Justyna Kowalczyk) i tylko w serwisach sportowych z uporem godnym lepszej sprawy serwuje się informacje o trzydziestym siódmym miejscu biatlonistki czy pięćdziesiątym drugim zjazdowca (jak dobrze pójdzie).
I nagle szok! Nie ma medalu na skoczni i kurtyna opadła! Kibice odkryli, że do Korei pojechało ponad sześćdziesiąt osób, a nie pięciu skoczków. I polał się hejt! Po co? Za czyje pieniądze? A wystarczyło, by „nasz” sędzia dał liderowi polskich skoczków w drugiej serii „dziewiętnastkę” zamiast osiemnaście i pół punktu za styl i byłby brązowy medal i święty spokój… Cóż, w sporcie granica między sukcesem a porażką bywa bardzo wąska. Sportowiec musi mieć naprawdę grubą skórę! Pisałem tydzień temu „Właściwie wszystkie nadzieje wiążą się z jedną konkurencją. Mocno loteryjną. Każdy medal wywalczony poza skocznią będzie dużą, przyjemną niespodzianką”. A my ciągle żyjemy wspomnieniami sprzed czterech lat. Tymczasem takie sytuacje, że na dwie szanse medalowe wykorzystuje się sześć, to absolutny ewenement. Według teoretyków sportu jest dokładnie odwrotnie! W sezonie olimpijskim poza piątką skoczków na podium Pucharu Świata z naszych orłów stał tylko jeden – panczenista Artur Waś. To na ile medali mamy prawo liczyć? Oczywiście bywają niespodzianki, ale są wkalkulowane w ów stosunek trzy do jednego…
Na więcej trzeba zapracować. „Małyszomania” przyniosła owoce, bo znalazły się pieniądze, zbudowano parę skoczni, wdrożono programy szkolenia zawodników, od najmłodszych poczynając. A i tak na razie nie objawił się następca obecnego wielkiego mistrza… Po epoce Justyny Kowalczyk nie zostało nic, po sukcesach panczenistów świeżo otwarty kryty tor w Tomaszowie Mazowieckim. Jedyny w kraju! O innych dyscyplinach zimowych nie ma co pisać, dobitnie przemawiają wyniki…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze