W Ameryce zmiana władzy, która siłą rzeczy może oznaczać nowe podejście do roli Stanów Zjednoczonych w świecie. Rosja wyprowadza swój arsenał nuklearny z podziemia i przemieszcza w kierunku zachodniej granicy… Co tu ukrywać, robi się niebezpiecznie! Być może to stan przejściowy, jakich wiele w przeszłości mieliśmy okazję oglądać. Być może! Ale strzeżonego… i tak dalej. Jak wygląda w tych niespokojnych czasach nasze bezpieczeństwo? Co możemy zrobić w „tym temacie”, a co od nas zależy w niewielkim stopniu?
Nasza armia… Cóż, w wyniku „profesjonalizacji” stopniała z 250 tysięcy żołnierzy w roku 1989 do 100 tysięcy obecnie (nie licząc 20 tysięcy w ramach Narodowych Sił Rezerwowych). Przy czym termin „żołnierze” należy właśnie tak pisać. W cudzysłowie… W tym gronie większość bowiem (niektórzy znawcy tematu twierdzą, że nawet 80 procent) to urzędnicy w mundurach. Wojacy zza biurka! „Prawdziwych żołnierzy kochających pole walki mamy co najwyżej 20 procent”. Tak twierdzi były dowódca GROM-u. Jeśli dodamy tu, że armia grecka na przykład liczy 180 tysięcy wojaków, to jasne jest, że bezpieczeństwo naszego pięknego kraju wykuwa się nie na poligonach, ale w gabinetach polityków! Z kim się sprzymierzyć? Na kogo można liczyć w razie realnego zagrożenia?
Od 1999 roku nasze gwarancje bezpieczeństwa ulokowane są w NATO. Na ile mocne to gwarancje? Cóż, Sojusz z pewnością dysponuje siłą wystarczającą do skutecznego odparcia każdej agresji. Pytanie, czy zechce jej w godzinie próby użyć? Realną siłę Paktu tworzą trzy armie: amerykańska, turecka i brytyjska. Toteż od razu trzeba między bajki włożyć pomysły „wspólnej armii UE” (powyżej wymienione kraje do Unii nie należą). Włos na głowie się jeży, gdy się pomyśli, że przed poważnym agresorem mieliby nas bronić żołnierze niemieccy, francuscy czy holenderscy. Zwłaszcza ci ostatni. Swoją determinację i odwagę pokazali już w Bośni… No, tak! Ale sytuacja w tych kluczowych dla możliwości sojuszu krajach się ostatnio trochę zmieniła. Czy można liczyć, że w razie czego zechcą nadal wypełnić zobowiązania wynikające z artykułu piątego Traktatu Waszyngtońskiego?
A jeśli nie ma pewności, to musi być alternatywna koncepcja bezpieczeństwa. Jedyny nasuwający się pomysł, to współdziałanie państw leżących w obszarze tak zwanego Międzymorza. Jak daleko idące? NATO – bis (termin wprawdzie skompromitowany, ale lepszy nie przychodzi mi do głowy), czy współpraca w ramach Sojuszu? Nie wiem, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze