Reklama

Widziane z kanapy

10/09/2019 15:16

Nie pamiętam (cóż, czas robi swoje) kiedy ostatnio nasi sportowcy zafundowali swoim fanom taką dawkę emocji, jak ostatnio koszykarze i siatkarki. Po części wynika to z natury tych dyscyplin. Jeśli w ciągu czterech sekund można, jak mawiał futbolowy trener tysiąclecia, mecz przegrać, wygrać lub zremisować, czyli doprowadzić do dogrywki… Wprawdzie ten sam trener jest autorem innego powiedzenia – dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, ale nie oszukujmy się, dwóch goli w futboliści w takim czasie strzelić nie są w stanie. Na dodatek o zakończeniu meczu w koszykówce decyduje zegar, nie sędzia… Dyskretny urok siatkówki polega na tym, że zwycięzcą jest zespół, który wygra ostatnią piłkę. Wcześniej – patrz sentencja numer jeden. Można przegrywać zero do dwóch w setach i zero do dwudziestu czterech w secie trzecim i wygrać mecz. Teoretycznie, rzecz jasna… Ale i w praktyce zdarzają się niezłe horrory. U pań zwłaszcza. Kobieta zmienną jest! Kto oglądał ostatni (piszę to przed półfinałem) mecz naszych pań, ten nigdy już nie zwątpi w głęboką słuszność tej ludowej mądrości. Co set, to jakby zespoły zamieniły się koszulkami. Po zdecydowanym zwycięstwie równie wysoka porażka. Dobrze, że w „tajbreku” to nasze los (bo trudno to inaczej wytłumaczyć) wskazał jako triumfatorki. A i tak najedliśmy się strachu obserwując, jak wcześniej wypracowana wysoka przewaga topnieje w oczach…
C óż, zespół klasowy w tej dyscyplinie tym się różni od dobrego, że takie „tajbreki” oraz sety „na przewagi” wygrywa. A ten drugi zazwyczaj przegrywa „po heroicznej walce”. Najwybitniejszy w naszej historii trener siatkówki, który jako jedyny wygrał mistrzostwo świata i złoto olimpijskie mawiał, że o klasie gracza świadczy nie to, co potrafi pokazać na początku pierwszego seta, ale to, co jest w stanie zrobić w końcówce piątego! Na granicy wyczerpania, w ekstremalnym stresie… Nasi siatkarze to „coś” mają, panie jak widać też się uczą!
Ina koniec (kolejność nieprzypadkowa) wypada wspomnieć o futbolistach. Reprezentacja wraca do gry. I… Cóż, niezależnie od tego, co nam panowie zafundują w najbliższym czasie, emocji takich jak wyżej nie będzie. Nie ta stawka, nie ten poziom! Najbardziej zagorzały kibic nie jest w stanie uwierzyć, że w tym wypadku eliminacje to nie cel sam w sobie. A to za mało, by się popisami naszych emocjonować. Zwłaszcza dla kibiców w moim wieku, którym dane było żyć w czasach, kiedy polscy piłkarze nie jeździli na mistrzostwa świata po to, żeby grać „o honor”, ale walczyć o medale. I co najważniejsze, te medale zdobywali…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości