Reklama

Watahy psów atakują sarny

22/02/2012 08:45
Przez krótki czas myśliwi mieli prawo odstrzeliwania biegających po lasach bezpańskich psów. Od razu podniósł się krzyk obrońców praw czworonogów, pozwolenie cofnięto i dziś widać efekty tej decyzji. Mieszkańcy wiejskich terenów informują leśników, że w ich okolicy znajdują się rozszarpane przez psy dzikie zwierzęta. Jeśli uda im się przegonić wygłodniałe watahy, to zwierzę nie zostaje zjedzone, w innych przypadkach pozostają tylko ślady krwi na śniegu.
Ten artykuł będzie nie tylko dramatyczny, także drastyczny, opowiadający o niemocy ludzi. Kilka dni temu mieszkańcy wsi Kostrogaj w gminie Radzanowo poinformowali myśliwych, że psy rozszarpały sarnę. – Takie sygnały otrzymujemy bardzo często, bo w tej okolicy wyjątkowo dużo psów biega bez opieki – tłumaczy Jacek Gackowski, p.o. prezesa Koła Łowieckiego Trop – Płock. – Gdy pojechaliśmy na miejsce zdarzenia, to sarna była już rozszarpana. W oddali nasze działania obserwowało pięć wielkich psów, podobnych do owczarków niemieckich, wysokich na około 70 cm.
Jak nam opowiadał J. Gackowski, psy polują na dzikie zwierzęta w podobny sposób. Nie biegają razem, ale w odległości około 100 m od siebie. Kiedy w teren przez nie „patrolowany” wbiega rudel, w którym jest kilkanaście zwierząt, psy atakują najsłabszą sztukę. Współdziałają ze sobą, odciągają sarnę od reszty stada i ta oczywiście nie ma żadnych szans.
Psy wykazują oznaki zdziczenia, poczuły zew natury i zachowują się teraz groźniej niż wilki. W okolicach Kostrogaju są duże połacie ziemi niezamieszkałe, odległości od gospodarstw są spore, psy mają więc ogromne pole do działania. Jeszcze w zeszłym roku po liczeniu zwierząt było w rudlu około 50 saren, teraz jest ich kilkanaście, a będzie jeszcze mniej.
Nie ma szans na to, by w jakiś sposób zwierzęta spacyfikować, bo one mają właściciela. Okoliczni mieszkańcy doskonale wiedzą, do kogo one należą, ale nie chcą donosić na sąsiada. Mają nadzieję, że sam zdecyduje o opiece nad swoimi czworonogami, że będzie je przyzwoicie karmił, dzięki czemu nie będą musiały wychodzić na polowania. Psy są niebezpieczne nie tylko dla saren, także dla ludzi, a zwłaszcza dzieci. Zdarzały się takie przypadki, że idące rano do szkoły dzieciaki były odprowadzane przez kilka zwierząt. Szły krok w krok z przerażonymi maluchami, aż któreś z nich nie rzuciło im kanapki. Bywało, że wtedy rezygnowały.
Ten problem dotyczy nie tylko Kostrogaju, ale także psów pochodzących z Radzanowa-Dębnik. Mieszkańcy tego terenu zwracali się do myśliwych o pomoc, bo psy potrafiły podchodzić do stad krów i obgryzać im wymiona. Takie zwierzę nadawało się tylko do uśpienia, co oczywiście było wielką stratą finansową dla rolników.
Ten problem do dziś nie został rozwiązany, mimo częstych patroli myśliwych. Na razie jeszcze psy boją się człowieka z bronią, ale kto wie, jak będą się zachowywać, kiedy zwierząt na tych terenach już nie będzie. Wiele sztuk zostało zagryzionych, opisany w tym roku przypadek był pierwszy, ale na pewno nie ostatni.
Psy wałęsające się po polach, głodne i zaniedbane, szukają pożywienia. Trawą ani sianem się nie najedzą, dlatego polują i zagryzają najsłabsze osobniki. Wielka szkoda, że ich właściciele ograniczają się jedynie do posiadania psa, o opiece i nakarmieniu zapominając. O odstrzeliwaniu, nawet tych agresywnych sztuk, nie ma mowy.    (Jol.)
fot. Archiwum Koło Łowieckie TROP Płock
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości