Na warsztaty capoeira regional organizowane przez płocki klub UKS Grupo Magia zjechali się uczestnicy z całej Polski. W sumie ponad pół tysiąca osób trenowało zarazem taniec i walkę na sali Gimnazjum nr 8. Ci najbardziej odważni wzięli udział w konkursie akrobatycznym. Takie wyskoki, wygięcia kręgosłupa i poziome „śruby” w powietrzu groziłyby amatorom poważnymi kontuzjami. Tutaj jednak, nawet gdy jakaś kombinacja nie wyszła odważnym capoeritas, to nie dali tego po sobie poznać. W prywatnych rozmowach przyznawali jednak, że bez maści rozgrzewających, stabilizatorów na stawy nie ma dobrego treningu.
Capoeritas po raz trzeci przyjechali do Płocka z całej Polski m. in. z Torunia, Łodzi, Warszawy, Białegostoku. Były to jedne z większych warsztatów w kraju. Na co dzień nie ma turniejów, czy zawodów wyłaniających najlepszych zawodników. Być może dlatego, że capoeira choć jest sztuką walki, tak naprawdę uważana jest za grę. – Jest dziś najbardziej pacyfistyczną ze sztuk walki. W roda (kręgu) jest muzyka i śpiew. Ludzie nie stają do pojedynku tylko do gry. Są to przyjaciele, którzy wychodząc z kręgu, nadal pozostają przyjaciółmi – tłumaczą zasady uczestnicy zajęć.
Capoeira – specyficzna sztuka walki trafiła do Polski z Brazylii. Żeby zrozumieć jej istotę, przypomnijmy sobie czasy afrykańskich niewolników, którzy nie mieli prawa posiadania broni. Stworzyli własny system obrony, w który wpletli dodatkowo rytm i taniec odzwierciedlające tęsknotę za wolnością. Stał się on walką, grą i rytuałem. W latach dwudziestych XX wieku Mestre Bimba pokazał, że jest ona częścią kultury brazylijskiej. Stworzył własny system 8 sekwencji kopnięć, uników, rzutów i postaw, dzięki czemu capoeira stała się nie tylko walką, w której chodzi jedynie o samoobronę, ale też kształtowała charakter i pozwalała na czerpanie radości z życia. Dzieci zaczęły się jej uczyć na wf-ie. Capoeira podbiła też inne kraje.
W Płocku Mestre Bimba także się pojawił, ale na wielkim plakacie. Ci, którzy znali już podstawy tej sztuki, stawali w wielkim kręgu, śpiewali i klaskali w rytm dźwięku berimbau, instrumentu przypominającego kij z naciągniętą struną. W środku okręgu dwie osoby prezentowały taneczne uniki, techniki kopnięć, gwiazdy i przewroty. Naprzeciwko siebie w grze stawali kilkuletni chłopcy, dorośli mężczyźni i dziewczyny.
– Każdy robi to, co potrafi, ale gracz z wyższym stopniem wtajemniczenia nie może wykorzystać swoich umiejętności przeciwko słabszemu – tłumaczy płocczanin Michał Okrągły, który od kilku lat z zacięciem trenuje capoeirę.
Uczestnicy warsztatów ćwiczyli kopnięcia, które jednak nie dochodziły do przeciwnika. Mestre Bimba uczy, że jeśli cios trafi gracza, to jest to wina obydwu osób. Jednej, że nie zamarkowała ciosu i drugiej, że go nie uniknęła. Taka sztuka wymaga dużo czasu, aby nabrać wprawy i nie kopnąć kogoś naprawdę i bardzo skutecznie.
Rad udzielali goście z Brazylii – Professor Secao i Professor Tamarindo. Przyjechali prowadzić sekcje capoeiry w Polsce. Pracy im nie brakuje, bo capoeira jest obecnie na topie. Uczestniczą w treningach i warsztatach w całym kraju. Ich brazylijski temperament dawał się wyczuwać w Płocku na każdym kroku. Wprowadzali sporo luzu w zajęcia, gdzie uczestnicy podchodzili bardzo ambitnie do kolejnych układów. – Podoba nam się integracja klubów w Płocku. Wytworzyła się przyjazna atmosfera i pozytywna energia, a oto chodzi w capoeira. Cieszymy się, że w Polsce capoeira jest tak lubiana – tłumaczyli instruktorzy.
U nich, w Brazylii capoeirę spontanicznie grają na ulicy. Po jakimś czasie przeradza się w taniec. – Jest słońce, jest zabawa. Ludzie w Brazylii są otwarci i weseli. Może spróbujemy tego przy następnych warsztatach w Płocku – dodają.
Capoeirę trenują od kilkunastu lat. Trenowali też ich rodzice. Professor Secao przeniósł się do Polski niedawno, ale świetnie się u nas zaaklimatyzował. Za pół roku znów odwiedzi Płock. Został zaproszony na Płocki Festiwal Judo. Do tego warsztaty capoeiry na pewno jeszcze się w Płocku odbędą.
Professor Trinidao niestety nabawił się przez tę sztukę walki kontuzji kolana. Na wielkie wyczyny raczej się nie porywa, ale instruktorem jest świetnym. Pokaz kroków przydatnych w capoeirze przypominał lekcje gorącej samby, albo układy z aerobicu.
Dorota Chodakiewicz studentka Akademii Medycznej w Białymstoku nie opuściła ani jednych warsztatów w Płocku. – Tu jest najwyższy poziom, jeśli chodzi o imprezy warsztatowe w Polsce. Przyjeżdżam, żeby nauczyć się czegoś nowego. Są tu ludzie, którzy ćwiczą po 10 i po 15 lat, więc jest z kogo brać przykład – tłumaczy dziewczyna. Na nodze bieleje bandaż. – To efekt przypominania sobie z koleżanką sekwencji przed wyjazdem do Płocka. Nie wiem czy to złamanie, czy zbicie, ważne że udaje się jakoś ćwiczyć – śmieje się Dorota.
Zaczęła trenować 3 lata temu. Kolega zakładał sekcję, więc do niego dołączyła. Warto było, bo nauczyła się samodyscypliny, wyrobiła sobie także poczucie rytmu. Trenuje trzy razy w tygodniu i twierdzi, że to świetna metoda na oderwanie się od codziennych problemów i bardzo dobry sposób dla studentów na poradzenie sobie z sesją. Czy się przydała kiedyś w życiu jakaś sekwencja? – Przypadkiem znajomy podjudzał i przypadkiem upadł – żartuje dziewczyna i wraca do tłumu, podgrzewanego przez dźwięk birimbau. Białe stroje, białe stabilizatory i podobno świetna zabawa. Gdybym tego nie widziała na własne oczy, pewnie bym nie uwierzyła.
Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze