Reklama

Urodziny za kratami

11/04/2012 08:34
Za dwa tygodnie skończy 18 lat. Swoje wejście w dorosłość będzie świętował za kratami aresztu. A jeśli Sąd Okręgowy w Płocku uzna, że jest winny zabójstwa, nie będą to jego ostatnie urodziny w więzieniu.
Adam B. nie przypomina umięśnionego gladiatora. Szczupły, niewysoki chłopak nie rzucał się w oczy w asyście dwóch policjantów, pilnujących go na ławie oskarżonych płockiego sądu. A jednak to jemu Prokuratura Rejonowa w Gostyninie zarzuca zabójstwo 49-letniego Jerzego S. Do zdarzenia doszło 9 lipca ubiegłego roku w lesie na obrzeżu Gąbina. Podczas procesu, który właśnie się rozpoczął przed Sądem Okręgowym, w akcie oskarżenia prokuratura Adamowi B. zarzuca, że „działając wspólnie i w porozumieniu z nieustalonymi sprawcami”, kopiąc i bijąc Jerzego S., spowodował rozległe obrażenia ciała. W efekcie Jerzy S. zmarł na miejscu.
Oskarżony Adam B. nie przyznał się do zabójstwa. Przyznał się natomiast do bójki z Jerzym S. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem. Odpowiadał tylko na pytania swojego obrońcy. Przed sądem zaznaczył, że swoje wyjaśnienia z 10 lipca złożone na policji potwierdza tylko w takiej części, która jest zbieżna z zeznaniami z 12 lipca złożonymi w prokuraturze.
Z wyjaśnień Adama B. w postępowaniu przygotowawczym wynika, że 9 lipca był jego ostatnim dniem w pracy. Następnego dnia miał ze swoją dziewczyną, która była w siódmym miesiącu ciąży, wyjechać do Belgii, bo tam ona mieszkała. Mieli razem czekać na narodziny dziecka. 9 lipca Adam B. najpierw z rodzicami i dziewczyną pojechali na obiad do Koszelówki, gdzie mieszkał oskarżony. Później rodzice odwieźli ich do Gąbina, do babci dziewczyny. Zatrzymywała się tam, gdy przyjeżdżała do Polski. Pod blokiem spotkali się ze znajomymi. Adam B. wypił z nimi po dwa piwa. Później pojawili się kolejni koledzy. Dziewczyna wróciła do mieszkania babci, a Adam z kolegami przeniósł się do parku. Tam dołączył do nich znajomy Bartosz C. Po pewnym czasie Adam i Bartosz zostali sami. Zdecydowali się przejść w stronę cmentarza. Po drodze spotkali Sławomira W. i Leszka S. W pobliskim sklepie kupili alkohol. Cała czwórka wsiadła do auta i ruszyła w trasę. Najpierw zatrzymali się na placyku przy cmentarzu żydowskim. Potem pojechali na stację benzynową, gdzie Adam B. miał spotkać się z ojcem, który przekazał mu papierosy.
Później z ul. Rogatki Żychlińskie skręcili do lasu. Po kilkuset metrach samochód, czyli fiat seicento, zakopał się na leśnej drodze. Pasażerowie próbowali go wyciągnąć, ale bez powodzenia. Gdy robiło się coraz później Adam B. zdecydował, że wraca do miasta. Reszta towarzystwa została w lesie. Wszyscy wcześniej pili alkohol.
W drodze powrotnej oskarżonego miał zaczepić Jerzy S., który wyszedł z krzaków i chciał papierosa. Gdy odmówił i ruszył w dalszą drogę, Jerzy S. miał go uderzyć w głowę. Wywiązała się między nimi bójka. Adam B. w zeznaniach w prokuraturze stwierdził, że nie pamięta jej przebiegu. Obaj mężczyźni byli pod wpływem alkoholu. Podczas sekcji stwierdzono u Jerzego S. trzy promile alkoholu.
Po całym zdarzeniu do Adama B. miała zadzwonić jego dziewczyna. Później B. zdecydował, że wróci do auta po papierosy. I wtedy na drodze natknął się na gąbińskiego policjanta Piotra R. Skąd się tam wziął? Piotr R. wyjaśniał, że tego dnia pracował na swojej posesji. Ok. godz. 21–22 zobaczył mężczyznę wychodzącego z lasu. Jak twierdzi, na jego widok cofnął się on do lasu. Policjant chciał sprawdzić, co się dzieje. Najpierw przez kilka minut obserwował skraj lasu z ganku domu. Później postanowił zajść intruza od tyłu. Na leśnej drodze spotkał Adama B. Zapytał go, co tutaj robi i usłyszał, że idzie do dziewczyny. Postanowił mu się przyjrzeć i pójść w bardziej oświetlone miejsce. Po dwóch–trzech metrach Piotr R. zobaczył na poboczu drogi leżącego mężczyznę. Myślał, że jest pijany. Jak się później okazało, był to Jerzy S. – Pytałem oskarżonego, czy zna tego mężczyznę, ale stwierdził, że nie. Wydało mi się dziwne, że nie widział leżącego, chociaż, jak mówił, przechodził drogą – stwierdził Piotr R. Dodał, że nie jest w stanie stwierdzić czy mężczyzna, którego widział wychodzącego z lasu, to na pewno Adam B.
Wezwana na miejsce policja i pogotowie pojawiły się po ok. 15–20 minutach. Lekarz pogotowia stwierdził, że Jerzy S. nie żyje. B. nie został wtedy zatrzymany. Następnego dnia rano wrócił do zakopanego auta po papierosy, a później stawił się na komisariacie w Gąbinie, żeby złożyć wyjaśnienia. Wtedy został zatrzymany.
Z opinii biegłego lekarza sądowego Jerzego Kosałki wynika, że Jerzy S. miał m.in. dwukrotnie złamaną żuchwę i nos, złamany mostek i żebra, pękniętą wątrobę i śledzionę. Zdaniem biegłego nie można określić liczby ciosów, ale było ich orientacyjnie kilkanaście lub kilkadziesiąt i były zadawane w trakcie kilkunastu minut. W jego opinii rozległość złamań mostka i żeber nie mogła powstać tylko w wyniku bicia pięściami, ale raczej w wyniku kopania, tzw. kolankowania, a nawet skakania. – Ze względu na rozległość i charakter obrażeń szanse na przeżycie ofiary były niewielkie nawet przy udzieleniu specjalistycznej pomocy – stwierdził Jerzy Kosałka.
Jeśli chodzi o alkohol, to biegły stwierdził, że przypuszczalnie Jerzy S. większość alkoholu wypił na pół godziny przed śmiercią. Mogło to być ok. pół litra wódki. Biegły wykluczył możliwość powstania obrażeń Jerzego S. na skutek np. uderzenia w drzewo. Jego zdaniem jest też mało realne, aby przy tak rozległych obrażeniach mógł się poruszać.
Przed sądem zeznawali także koledzy Adama B., z którymi podróżował samochodem. Sąd chciał wiedzieć m.in. dlaczego nocowali w lesie, chociaż niektórzy wcale nie mieli daleko do domu. Bartosz C. stwierdził, że był zbyt pijany, Leszek S., że nie chciał zostawić samochodu, a poza tym i tak żona nie wpuściłaby go do domu, a Sławomir W., że nie chciał zostawiać Leszka S. samego z autem.
O Jerzym S. mówiła przed sądem m.in. Janina T., najstarsza siostra ofiary, oskarżyciel posiłkowy w procesie. Stwierdziła, że jej brat był typem samotnika, nieśmiały, nie wchodził nikomu w drogę, nie był agresywny. Był kawalerem i utrzymywał się z prac dorywczych. Że znalazł się w tym miejscu, bo pracodawca wysadzał go przy ul. Rogatki Żychlińskie i leśną drogą wracał do domu. Że jak mu zostawały pieniądze, to kupił sobie od czasu do czasu alkohol, ale go nie nadużywał. Jednak nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego w organizmie brata stwierdzono trzy promile alkoholu.
Grzegorz Szkopek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Damian - niezalogowany 2026-04-23 15:56:48

    Dzisiaj Adaś cieszy sie wolnością i spełnia marzenia. Niezbyt dlugo posiedział a informatorzy potwierdzają, że charakter jego sie nie zmienił. Czy usłyszymy o nim ponownie?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości