Reklama

Trują i hańbią!

04/10/2016 08:24

Sprawa emisji przez Orlen silnie rakotwórczego benzenu w nocy z 21 na 22 września w dawkach monstrualnie przekraczających dopuszczalne normy stała się źródłem awantury na sesji Rady Miasta, a przecież sprawa powinna raczej połączyć zwaśnione strony zoologicznego konfliktu, jakiego na każdym kroku jesteśmy świadkami w sferze politycznej. Niestety, ludzie, którzy się nienawidzą, wykorzystają każdą okazję, aby sobie dokuczyć jeszcze bardziej i okazać pogardę. A tymczasem niezależnie, czy rządzi PiS czy Platforma, czy jeszcze Bóg wie kto, chcemy wiedzieć, w jakim stopniu lokalizacja koncernu w tak bliskim sąsiedztwie miasta szkodzi zdrowiu jego mieszkańców. Mało się o tym mówi i gdyby nie ten incydent, to pewnie głośno nie mówiłoby się wcale. Dlatego nie należy spuszczać z tonu i walczyć o należytą rekompensatę strat, jakie ponosimy w naszym zdrowiu i w naszych portfelach za sprawą bliskości Orlenu. Tak, także w portfelach. Nie wszyscy bowiem pracujemy w koncernie i nie wszyscy tak zarabiamy jak pracownicy koncernu, a wszyscy tracimy na zdrowiu i wszyscy płacimy za paliwo w tym mieście nielogicznie więcej niż gdzie indziej.
A teraz druga sprawa, która także godzi w nasze zdrowie, w tym psychiczne, a także w nasz honor. Głośna stała się ostatnio kwestia organizacji meczu Legii Warszawa z Realem Madryt bez udziału publiczności za awantury, jakie urządzili chuligani zwani „kibicami” podczas meczu Legii z Borussią Dortmund. Mówi się dużo o tej sprawie, a całkowicie przemilcza się skandaliczne zachowanie naszych rodzimych chuliganów, którzy hasają sobie na stadionie przy ul. Łukasiewicza bezkarnie na każdym ligowym meczu, zdaje się za przyzwoleniem klubu i policji, i przynoszą wstyd całemu miastu. Wiem, o czym mówię, bo byłem na meczu Wisły z Legią parę tygodni temu i sam widziałem, co dzieje się na tzw. „wschodniej trybunie”. Nie oczekiwałem jakiejś nadzwyczajnej kultury, wiem, kto chodzi na mecze piłki nożnej, ale to, co zobaczyłem, przekroczyło wszelkie moje pojęcie o rzekomej „ekstraklasie”. W tzw. „gnieździe”, tak to się chyba nazywa, stoi, a raczej skacze cały czas, jeden „cham” i prowodyr i intonuje pijackie piosenki, pełne najgorszej wulgarności, trybuna to podchwytuje i niesie się taka „pieśń” w eter, śpiewają mężczyźni, kobiety, dzieci. Jak to się nazywa w nowoczesnym języku? Chyba podżeganiem do nienawiści, czy inaczej?
I myślą Państwo, że ktoś interweniował? Może służby porządkowe? A może policja? Spiker nieudolnie coś na ten temat usiłował mówić, ale nagłośnienie jest tak fatalne, że przy ogromnym tumulcie nic nie było słychać. Więcej na mecz nie poszedłem. Dziwię się tylko, że władze klubu nikogo nie przepraszają i przyzwalają na istnienie tego bocianiego gniazda oraz na to, kto się tam pewnie na każdym meczu instaluje. Byłem na wielu stadionach i nie na każdym jest takie dziwadło, a więc komuś jednak w Płocku jest na rękę, żeby tu kwitło takie prymitywne tałatajstwo i zdaje się władze miasta do tego nawet dopłacają. Tak więc jedni nas trochę podtruwają, żeby ubić swoje geszefty, inni usiłują nas i nasze dzieci zarazić prostactwem, i kto temu wszystkiemu postawi tamę?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości