Reklama

Ten region Włoch to doskonały pomysł na urlop, ale – naszym zdaniem – głównie dla tych, którzy cenią sobie aktywność. Miasta i miasteczka Toskanii

Niech zapomną o Toskanii ci, których interesuje opalanie się na pięknych, białych, piaszczystych plażach bądź kąpiel w przezroczystej morskiej wodzie, podobnej do tej z wysp chorwackich. Da się oczywiście takie znaleźć, ale nie jest to wcale proste. Ta część Włoch odpowiednia jest raczej, moim zdaniem, dla tych zakręconych turystycznie, którzy chcą chłonąć widoki i zwiedzać miasta i zabytki, jakich z powodu II wojny światowej brakuje w naszym kraju. No i oczywiście raczyć się niezłym winem i znakomitymi serami. 

Jaki środek komunikacji wybrać? Oczywiście są różne możliwości. Najczęstszym sposobem dotarcia właśnie do tej części Włoch jest własny samochód! 4 osoby, nie więcej w aucie! Zatem albo cała 4-osobowa rodzina, albo łączymy się z kimś zaprzyjaźnionym o podobnych zainteresowaniach, kiedy dzieci są już dorosłe i nie chcą z nami nigdzie jeździć. 
Samą podróż trzeba dokładnie zaplanować. Z tankowaniem i noclegami pod drodze. Cały czas mówię o ekonomicznym aspekcie wyprawy, gdyż jest to dla mnie naturalne. Kto ma nieograniczony zasób pieniędzy, tymi radami przejmować się nie musi...! 

Apartament, hotel, agroturystka?

Zdecydowanie najtańsza jest agroturystyka, bardzo rozwinięta w tej części Włoch. Mnóstwo tego typu propozycji znajdziemy na booking.com. Toskania ma to do siebie, że możemy wybrać agroturystykę w skrajnie różnych cenach. Z jednej strony nowoczesne wiejskie posiadłości, z obowiązkowym basenem i przywilejem (zazwyczaj dodatkowo płatnym) wypicia wina z gospodarzem, ze śniadaniami przygotowywanymi przez właścicieli. Z drugiej normalne wiejskie posiadłości, najczęściej wśród gajów oliwnych, gdzie na mieszkania dla turystów przerobiono wszystko: od domu mieszkalnego, po dawne stajnie dla koni. Prawdziwa sielskość, w dobrym tego słowa znaczeniu. Szczerze, nie warto przepłacać! W tej drugiej opcji jest wszystko, co potrzeba do spania, przygotowywania śniadań i wieczornych rozmów z przyjaciółmi.
I jeszcze jedno. Coraz więcej w Toskanii jest fattorii (farm), których właścicielami są Polacy. Ktoś mnie ostatnio zapytał, czy wybierać właśnie takie. Oczywiście, można, szczególnie wtedy, kiedy się nie zna ani języka angielskiego w stopniu komunikatywnym, ani podstaw włoskiego. Łatwiej będzie wówczas funkcjonować. Niemniej jakaś dziwna maniera wśród polskich właścicieli w Toskanii. Polacy za pobyt płacą tam z reguły więcej niż u Włochów. Pewnie polscy gospodarze liczą sobie za możliwość dogadania się po polsku...

Reklama

[paywall]

 

Siena to klasyczna piękność...

Miasto liczy około 53 tysiące mieszkańców. Wielu twierdzi, że jest najpiękniejsze w Toskanii. Cóż z tego, że słynna Florencja ma Galerię Uffizi, cóż z tego, że w Pizie zobaczymy Krzywą Wieżę. To Siena ma urok, którego tamte miasta mogą pozazdrościć... 
Po zostawieniu auta na parkingu wjeżdża się po kilku rzędach schodów ruchomych do usadowionego dużego centrum Sieny. Ciekawe przeżycie. Dalej jest w miarę łatwo, bo wszystkie kierunki zwiedzania są w tym mieście bardzo dokładnie oznaczone.
Nasza płocko-sierpecko-rypińsko-bydgoska grupa postawiła przede wszystkim na katedrę, słynną Cattedrale di Santa Maria Assunta. To romańsko-gotycki kościół budowany przez prawie 200 lat: od XII do XIV wieku. Pierwotnie, z założenia miał być największy na świecie! Te zapędy przerwała epidemia dżumy.
Bezwzględnie warto poczekać w sporej kolejce do kasy i zapłacić za wstęp. W samej katedrze mnie zachwyciła przede wszystkim posadzka, będąca jedną wielką mozaiką ze scenami z Biblii i historii kościoła. Zwracają także uwagę usytuowane w miejscu, gdzie zaczyna się kopuła, pe lewej i prawej stronie katedry, wykute głowy wszystkich papieży.

Reklama


Warto zajrzeć do biblioteki katedralnej. Pisane (dzisiaj powiedzielibyśmy raczej – malowane) księgi to prawdziwe dzieła sztuki o kilkusetletnim pochodzeniu.
A po zwiedzeniu samej katedry wejdźmy na punkt widokowy. Doskonale widać dachówki domów Sieny i przede wszystkim najsłynniejszy plac – Piazza del Campo.
Plac podzielony jest charakterystycznymi liniami na 9 części. Symbolizują one rządy Rady Dziewięciu, które miały miejsce w XIII i XIV wieku, czyli w okresie największego rozkwitu Sieny. To właśnie Rada Dziewięciu podjęła decyzję o budowie placu, który z założenia miał być centrum życia miejskiego.
A do parkingu wrócić można bardzo piękną ulicą, ze świetnymi widokami, prowadzącą non-stop w dół. Dobre miejsce na zdjęcia.

Reklama

W mieście Cippoliniego

Lukka to rodzinne miasto znanego kolarza Mario Cippoliniego. Miasto założyli Rzymianie – około 186 roku pne. Do dziś o palmę pierwszeństwa w Toskanii rywalizują ponoć 3 najpiękniejsze miasta: Florencja, Lukka i Siena. I niech każdy określi swoją właściwą kolejność....
Lukka – jej uliczki, rynek – ma swój urok. Zupełnie inny niż chociażby Florencja. Na dodatek jej znakiem charakterystycznym są długie na około 4 km renesansowe mury, okalające najstarszą część miasta. Wokół murów wytyczono ścieżki rowerowe i piesze; jest to też doskonały sposób na podziwianie miasta. Ale można też inaczej. Całe mury da się obejrzeć z okien samochodu, jadąc naokoło miasta.
Jeśli chodzi o komunikację wewnątrz starego miasta, to zwracają uwagę bardzo wąskie uliczki i jeżdżące nimi samochody miejscowych. Mijają się z tłumem turystów, z rowerzystami. Niecodzienny widok. Żadnych świateł na skrzyżowaniach tych wąziutkich ulic, a jakoś ten ruch komunikacyjny przebiega bez problemów. Fenomen!
Bardzo lubię zaglądać do kościołów w Toskanii. Mają swój wielki urok, a często znajdziemy w nich prawdziwe dzieła sztuki. W kościele San Frediano z XII wieku zaskoczyło nas jednak coś zupełnie innego. W ołtarz wbudowana jest szklana, szczelnie zamknięta trumna (doskonale widoczna dla wiernych), w niej widzimy zmumifikowane zwłoki świętej Zyty, patronki miasta. Dlaczego święta? Kradła chleb swoim pracodawcom i rozdawała go biednym.

Snobistyczna Florencja z rewelacyjnym muzeum

Dla wielu najważniejsze miasto w Toskani. Stolica Włoch w latach 1865-1871. Florencja liczy około 366 tys. mieszkańców. Położona jest nad rzeką Arno, co jest i błogosławieństwem, i przekleństwem, bo miasto miało problem z powodziami. Ostatnia wielka powódź miała miejsce w roku, bodajże, 1966. Poziom wody był tak wysoki, że woda zalała chyba najsłynniejszy most we Florencji Ponte Vecchio (w tłumaczeniu most stary, ale bardziej znany jest pod nazwą most Złotników). Dlaczego Złotników? Bo znajdujemy na nim warsztaty rzemieślników. Ale tylko tych, którzy zajmują się wyrobem biżuterii. Wcześniej byli też inni, ale po ostatniej powodzi zrezygnowali. Złotnicy pozostali. Sam most, o ile jest bardzo znany na wszelkich widokówkach, to tak naprawdę jest bardzo brzydki, pstrokaty. Chodzą słuchy, że w najbliższym czasie będzie odnawiany...
Florencję można zwiedzać przez kilka dni. Przeciskając się przez tysiące, setki tysięcy turystów. Podziwiając piękną katedrę Santa Maria del Fiore. Obserwując piękne pałace (mnóstwo ich) starych rodów florenckich. Przechadzając się choćby ulicą Via de’ Tornabuoni, snobistyczną do kwadratu, gdzie sklep Gucci jest obok sklepu Armani, a Armani obok Ferragamo itd. Wszystkie te sklepy mają kilka wspólnych mianowników: są potwornie drogie i nie narzekają na brak klientów. I nie każdy może do nich wejść; trzeba mieć odpowiednią kartę płatniczą... W jakiś sposób kolor tej karty wyczuwają pilnujący tych sklepów wielkoludzi w eleganckich garniturach, białych koszulach i pod krawatem... Najczęściej z kontynentu afrykańskiego.

Reklama

Z wizytą w Uffizi

Florencja wielu kojarzy się przede wszystkim z Galerią sztuki Uffizi. I słusznie, bo oczy wychodzą z orbit, gdy w jednym miejscu mamy zgromadzone obrazy najwybitniejszych światowych malarzy z epok minionych. Jakie obrazy? Głównie szkół włoskich i flamandzkich. Zatem: Botticelli („Narodziny Wenus”, „Wiosna”), Leonardo da Vinci („Zwiastowanie”). Michał Anioł („Święta Rodzina”), Tycjan („Wenus z Urbino”) i wiele innych. Także Rembrandt, Caravaggio, van Dyck, Durer, Rubens.
Wśród wielu arcydzieł jest obraz, gdzie pan z takim bardzo złamanym nosem patrzy na panią... To portret księcia Frederica da Montefeltro i Battisty Sforzy. Co ciekawe, artysta pokazał tylko ten profil księcia. Drugi jest jeszcze mniej ciekawy, bo książę nie miał oka....

Reklama


W niezliczonych holach galerii (nie w poszczególnych komnatach poświęconych poszczególnym malarzom) odnajdziemy także wysoko nad głowami wzdłuż tych korytarzy portrety bądź miniatury wielkich tego świata. Nie zdziwcie się, zobaczywszy tam polskich królów z dynastii Wazów, także Stefana Batorego czy Sobieskiego. Wszak w pewnych okresach dziejów Polska była europejską potęgą, zatem jej władcy musieli się w tej galerii znaleźć.
Galeria Uffizi nie jest jedynym muzeum we Florencji. Kiedy znajdziecie więcej czasu, zajrzyjcie też do Galerii Akademii. Przede wszystkim po to, by zobaczyć bardzo słynny, mierzący 5,17 metra posąg Dawida dłuta Michała Anioła.
W tym właśnie muzeum znajdziecie oryginał rzeźby. Większość zwiedzających Florencję pstryka fleszami w kierunku Dawida stojącego przed Palazio Vecchio.

Tymczasem jest to tylko wierna kopia...

We Florencji znajdziemy wiele dla ducha, nie zabraknie także czegoś dla ciała. Będąc w tym mieście warto znaleźć budkę z kanapkami. Kanapki to po włosku panini. Ichniejsze panini to przekrojone wzdłuż długie bułki, wypełnione, tu uwaga, rozdrobnionymi żołądkami krowimi (czwartą częścią). Tylko we Florencji znajdziemy te oryginalne. Warto spróbować, choć, zaznaczę, nie każdemu one będą smakować.
Śladami Leonardo
Kto wynalazł czołg? Oczywiście Leonardo da Vinci. Kto wynalazł karabin maszynowy? Leonardo da Vinci. Kto szybowiec, kto łożysko kulkowe? Te retoryczne pytania można by mnożyć w nieskończoność... Genialny człowiek! Przyszedł na świat w roku 1452 jako nieślubny syn notariusza i okolicznej wieśniaczki. Wychowywali go głównie dziadkowie. Ale nie o tym ten post...
Będąc w Toskanii nie sposób ominąć miasta Vinci, rodzinnej miejscowości genialnego konstruktora. Kiedy już uporamy się z problemem znalezienia wolnego miejsca do zaparkowania (ach, te Włochy!), to mamy dużo czasu, żeby odwiedzić muzeum Leonarda da Vinci. Zobaczymy w nim efekty działalności Leonarda. Oczywiście są to współczesne modele wykonane przez rzemieślników. Są tam także kopie jego szkiców. Trochę z dystansem ogląda się jego dzieła dotyczące anatomii człowieka. Taki lekki horror, biorąc pod uwagę, że w tamtych czasach rozbiór ciała człowieka po jego śmierci nie był legalny...
Museo Leonardiano mieści się w Palazzina Uzielli i Castello dei Conti Guidi, odrestaurowanej twierdzy pochodzącej z XI wieku. Przy zakupie biletu dostajemy mapkę. To ważne, bo poszczególne budynki wchodzące w skład muzeum są od siebie trochę oddalone, a najbardziej dom narodzin Leonarda. Hipotetyczny trochę, gdyż naukowcy do dzisiaj spierają się, czy rzeczywiście ten konkretny dom był miejscem jego narodzin. A może po prostu było to w tym miejscu, a dom jest tylko kolejną budowlą na kolejnych fundamentach... Tak czy siak bilet upoważnia do zwiedzenia tego domu w pobliskim Anchiano. W budynku można posłuchać bardzo ciekawej prezentacji multimedialnej o jego historii i życiu. 

Reklama

14 wież San Gimignano

Miasto jest charakterystyczne i wyjątkowe nie tylko w skali Toskanii, ale także całych Włoch. Jakby żywcem wyjęte ze średniowiecza. Dlaczego? Rozwijało się bardzo dynamicznie tak gdzieś do połowy XIV wieku. Potem przyszła epidemia dżumy, zdziesiątkowała miejscową ludność, miasto stało się biedne i straciło na znaczeniu na długie stulecia. Właśnie z powodu biedy średniowieczna zabudowa miasta pozostała praktycznie nienaruszona. Bo nie było pieniędzy, żeby przebudowywać je chociażby w stylu renesansowym. W konsekwencji okazało się to zbawienne dla grodu, bowiem dzięki temu w XIX wieku stało się ponownie bardzo popularne.
San Gimignano nazywane jest w świecie średniowiecznym Manhattanem. Dlaczego? A to z powodu górujących nad nim 14 czworokątnych wież. Dodajmy, że pierwotnie było ich nawet 72. Budowali je średniowieczni bogaci mieszczanie głównie w celach obronnych. Ale nie tylko. Posiadanie swojej, dodajmy – jak najwyższej wieży było symbolem odpowiedniego statutu i zamożności.
Z tych zachowanych do dzisiaj 14 wież, 13 pozostaje w rękach prywatnych; są niedostępne do zwiedzania. Jedna jest publiczna, gminna i można na nią wejść. Łatwo nie jest, jej wysokość (nazywa się torre grossa) to 52 metry.
W San Gimignano, na najsłynniejszym rynku tego miasta (Piazza della Cisterna) zwróćmy uwagę na wielką kolejkę przed Gelaterią Dondoli. Jej właściciel w oficjalnej kampanii reklamowej używa sformułowania, że jest to najlepsza gelateria (lodziarnia) na świecie!
Za lodami nie przepadam, ale za zwiedzaniem zabytków i owszem. Z San Gimignano najbardziej utkwił mi w pamięci kościół kolegiacki. Santa Maria Assunta. Wejście do niego kosztuje 5 euro, ale zalecam dla odwiedzających to miasto nie wahać się ani chwili przed kupnem biletu do tej świątyni. Kościół pochodzi z XII wieku, ale największe, wprost niebagatelne wrażenie sprawiają freski, którymi pokryte jest wnętrze kościoła. Freski z jednej strony przedstawiają sceny ze Starego Testamentu, z drugiej – życie Chrystusa. Uwierzcie, aż nie chciało się przestać tych fresków podziwiać...

Volterra i saga „Zmierzch”

Planując wojaże po Toskanii, bardzo często łączy się w jeden wyjazd San Gimignano i Volterrę. Położone są niedaleko siebie, zatem to rozsądne podejście. Zdecydowanie więcej turystów trafia jednak do San Gimignano, tymczasem Volterra nie przez wszystkich jest doceniana. A szkoda... Nie odbieram uroku wieżom San Gimignano, ale Volterra jest dla mnie taka zdecydowanie bardziej autentyczna. A przede wszystkim ma bogatszą historię!
Na całym świecie z Volterrą kojarzony jest alabaster! Jego wydobyciem i przerobem trudnili się już starożytni Etruskowie, jeszcze przed erą Cesarstwa Rzymskiego na Półwyspie Apenińskim. Wytwarzali m.in. bardzo bogato zdobione sarkofagi i urny. W kolejnych wiekach o alabastrze na świecie zapomniano. Do tego materiału wrócono w wieku XVII, a w XIX nastała prawdziwa moda na alabaster. 
Historia tego miasta i historia Etrusków w tym miejscu sięga VIII wieku p.n.e. Założono wówczas osadę o nazwie Velathri. Miłośnicy etruskiej historii znajdą zatem w tym mieście wiele elementów, które zaspokoją ich pasję. Przede wszystkim łukową bramę etruską. Porta dell'Arco pochodzi z IV wieku przed nasza erą.
Z Etruskami związane jest miejscowe muzeum o nazwie Museo Etrusco Guarnacci. Znajdziemy tam świetnie zachowaną kolekcję urn pogrzebowych i sarkofagów alabastrowych. Najbardziej jednak znanym eksponatem jest licząca sobie ponad 2 tysiące lat statuetka z brązu o nazwie Cień Wieczoru (L'Ombra della Sera). To tajemnicza, pociągła figura, przypominająca cień młodego chłopca.
Volterra jest też znana miłośnikom powieści Stephanie Meyer "Księżyc w nowiu", czyli II części sagi "Zmierzch". Znajdziemy w niej nawet rozdział "Volterra". Władze miasta, chcąc niejako wykorzystać sławę tego miejsca, utworzyły książkowe szlaki turystyczne. 

Reklama

Borgo a Mozzano

Miejscowość Borgo a Mozzano, rzeka Serchio, około 20 km od Lukki, Ponte del diavolo (most diabła). Takiego mostu, z tak dziwnymi przęsłami próżno szukać gdzie indziej. Kiedy zobaczyłem go pierwszy raz, dojeżdżając samochodem od strony Lukki, zaraz przypomniał mi się film, który w czasach mojej podstawówki wyświetlało objazdowe kino. Nosił bodajże tytuł, jeśli się nie mylę, "Wielka, większa i największa"... Prawda, że pasuje do zdjęcia? 
Dlaczego pobudowano tak dziwny most? Miejscowe legendy przybliżają rozwiązanie. Otóż zlecono bodajże w XIV wieku budowę mostu kamiennego lokalnemu architektowi za odpowiednim wynagrodzeniem. Ten ochoczo wziął się do pracy, ale - jak się okazało - nie potrafił skończyć przed założonym terminem. Smucił się, nie spał, dzisiaj byśmy powiedzieli, że popadł w depresję... Aż którejś nocy, kiedy chodził wzdłuż rzeki i patrzył na swój niedokończony most, spotkał diabła. Diabeł jak to zwykle bywa, zaoferował swoją pomoc. Powiedział, że zbuduje taki most, jakiego nikt jeszcze nie widział w świecie, a cała chwała przypadnie architektowi... Kto nie jest łasy na społeczne uznanie. Architekt skwapliwie się zgodził. Niemniej diabeł postawił warunek, pewnie domyślacie się, jaki. Pierwsza istota (a w zasadzie jej dusza), która przejdzie po nowym moście, należeć będzie do diabła....
No i mamy dzień oddania mostu. Architekt się budzi, widzi przepiękne dzieło, zewsząd schodzą się wszyscy, żeby dokonać uroczystego otwarcia, a jego zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia. Kogo pierwszego puścić przez most... Zasięgnął rady miejscowego proboszcza. Uradzili, że mostem pierwszą przepędzą świnię! Diabeł się wściekł, trzasnął ogonem, ale budowli nie zdołał już zburzyć.

Co przywieźć z Toskanii

Znakomitym prezentem dla znajomych w Polsce jest na przykład butelka toskańskiego wina. Wino jest uprawiane praktycznie w całej Toskanii, jednak takie najbardziej znane winnice usytuowane są w okolicach Bolgheri i Montepulciano. Niestety, wina tam produkowane do najtańszych nie należą. W Casale Marittimo (przepiękna, cudownie na wzgórzu położona miejscowość – urzekła mnie najbardziej ze wszystkich w Toskanii) znaleźliśmy lokalny sklepik z winami z rejonu Bolgheri. Najniższa cena za butelkę to 15 euro. Sporo było takich po 50 euro, zauważyliśmy też butelkę za 250 euro. Całe szczęście, że trochę z boku od głównego szlaku winnego w Bolgheri, cyprysowej tak zwanej „vine road” znaleźliśmy małego lokalnego producenta. Doskonałe wino oferował po 12 euro. Równie doskonałą miał też domową oliwę, która sprzedawał w litrowych bądź trzylitrowych puszkach.
Ażeby była całkowita jasność co do miejsca zakupu czy to wina, czy oliwy... Kupimy te produkty także w miejscowych marketach typu Coop, Conad czy Penny. I to w bardzo dobrych cenach. Za butelkę toskańskiego białego wina w Penny zapłacimy 2 euro. Z kolei oliwę w Conadzie możemy kupić w cenie 7 zł za litr. Warto w tych sklepach zwrócić uwagę na paczkowaną próżniowo (czyli nadającą się do przewiezienia), w kawałkach, wędzoną szynkę parmeńską.
Nam bardzo posmakowały toskańskie sery. Można je oczywiście kupić w sklepach, jednak te najlepsze znajdziecie na bazarach i kiermaszach. Taki kiermasz jest na przykład co wtorek organizowany w Cecinie. Butelka wina i dobry ser w chłodniejsze październikowe wieczory szybciej pozwolą wrócić wspomnieniom wakacyjnych wojaży...

Reklama

Tekst i fot. Tomasz Szatkowski

Miejsce zdarzenia mapa Płock
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości