Reklama

Tęcza obraża [FELIETON]

16/05/2019 16:42

Tęcza obraża czy nie obraża? Ten dylemat stał się ubocznym produktem wojny religijnej, jaka ponoć toczy się od kilku tygodni w naszym kraju pomiędzy postępowymi środowiskami lewicowo-liberalnymi, wspieranymi przez katolików otwartych, a zacofanym, unurzanym w afery pedofilskie Kościołem katolickim, sprzysiężonym z faszystowską, opresyjną władzą. Napięta sytuacja pomiędzy stronami konfliktu utrzymywała się od lat, osiągając niebywałą eskalację napięć w ostatnich tygodniach. O co poszło tym razem? Twierdzą niektórzy, że o „tęczę”, którą domalowała na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej pewna lewicowa prowokatorka (w Internecie krąży też wersja hardkorowa z „bananem”) i porozwieszała po różnych niestosownych miejscach w okolicach kościoła św. Dominika na Górkach w naszym skromnym mieście, które w ten sposób zostało wysunięte na pierwszą linię frontu. W oczywisty sposób była to odpowiedź na „kontrowersyjny” Grób Pański, wokół którego pośród wielu innych słów nazywających grzechy znalazło się słowo „LGBT”.
Osobny ładunek wybuchowy został zdetonowany na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie 3 maja (święto Konstytucji i święto Maryi Królowej Polski) rozochocony tłum lewicowo-liberalnej inteligencji przyjmował z nadzwyczajnym „zadowolnieniem” wykład redaktora pisma „Liberté” („Wolność”), w którym mówca w zastępstwie głównego Gościa wyborczego wiecu dał upust typowym dla środowisk lewicowych „żalów” pod adresem Kościoła, który „obciążony niewyjaśnionymi wciąż skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy stracił moralny mandat do sprawowania funkcji sumienia narodu”, a duchowni, „czarnoksiężnicy” porównani do nurzających się w błocie świń, „cyniczni wrogowie nowoczesności”, głosiciele „opresyjnej ideologii” liczą, że „przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami, zdobędą władzę nad duszami Polaków”.

Władzy tej zdobyć (a właściwie utrzymać) nie mogą, ponieważ naszym przeznaczeniem jest „obyczajowa rewolucja”, polegająca na „radykalnej liberalizacji poglądów Polaków” na „rolę Kościoła, małżeństwa homoseksualne i legalizację aborcji”. A więc znowu chodzi o to samo. To najbardziej uwiera lewicowo-liberalne środowiska, wspierane przez „katolików otwartych” – że „opresyjna ideologia” Kościoła wciąż stawia tamę „małżeństwom homoseksualnym” i „liberalizacji aborcji”, tym największym osiągnięciom naszej chylącej się ku upadkowi cywilizacji. W tym miejscu trzeba wrócić do problemu „tęczy”. Obraża czy nie obraża? Obrońcy prowokatorki, która rozwiesiła bluźniercze plakaty, twierdzą, że „nie obraża”, bo Memling, bo Biblia, bo „Przymierze”. W porządku, tęcza przez wieki była symbolem jednoznacznie pozytywnym i w wymienionych dziełach oraz w wielu innych takim pozostaje. Odkąd jednak została zawłaszczona przez środowiska „lesbijsko-gejowsko-biseksualno-transwestyckie”, przestała być symbolem jednoznacznym. Dla postępowców takim symbolem pozostaje, ale dla wyznawców „opresyjnej ideologii” jest znakiem negatywnym, symbolem czegoś, co nazywa się grzechem, i nic tego zmienić nie może, dopóki Jahwe, Bóg żydów i chrześcijan, nie odwoła swojej opresyjnej nauki na te sprawy, a na to się chyba na razie nie zanosi, choć „Tygodnik Powszechny” ogłosił niedawno że Jezus stałby dziś w szeregach LGBT, a nauczanie katechizmowe, że stosunki homoseksualne stanowią poważne „nieuporządkowanie moralne”, wymaga rewizji. A więc wojna trwa…

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości