Czasem diabeł zamienia się w anioła. Zawsze widać go z daleka, jak kroczy „siedmiomilowym”, lekko chwiejnym krokiem ulicami Płocka. Jako diabeł przyciąga dzieci do zabawy w podskoki przez linę. Jako anioł, idzie pod kościoły. Trzepocze skrzydłami i obsypuje nowożeńców płatkami róż albo ryżem na szczęście. Wszyscy bez wyjątku dziwią się, że jest tak wielki. I tylko ciekawskie dzieci dotykają jego patykowatych nóg ze szczudeł. Taka zabawa może być dosyć niebezpieczna... przede wszystkim dla szczudlarza.
– Na dłuższą metę jest to jednak fascynujące hobby – przekonuje Radosław Łabarzewski, na co dzień dziennikarz i członek stowarzyszenia „Oto ja”. Ze szczudłami zetknął się w 2005 roku na warsztatach MORF organizowanych przez Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki. Z kilku osób chętnych do nauki został w końcu tylko on. Ktoś wyjechał, ktoś zbyt boleśnie upadł. W końcu udało się znaleźć jeszcze jedną bratnią duszę. Dziś wraz z kolegą Andrzejem Kwasiborskim można ich spotkać, jak spacerują na szczudłach nad Zalewem Sobótka. Prowadzą też w Płocku naukę tej sztuki.
Sandra Wilczyńska nauczyła się chodzić na szczudłach w ciągu 20 minut. Zaprzyjaźnionemu pięćdziesięciolatkowi zajęło to 40 minut. Widać, że robić to może każdy. – Pod warunkiem, że ukończył 18 lat i bierze odpowiedzialność za swoje czyny – dodaje Radek.
Szczudlarz w dziurawych butach chodzi
W Polsce nie można się wyszkolić na zawodowego instruktora chodzenia na szczudłach. Panowie więc z własnej nieprzymuszonej woli uczą tych, którzy chcieliby podobnie jak oni, patrzeć na wszystko z góry. Aby przejść pierwszy krok, trzeba najpierw poświęcić jedną parę butów. Dziurawimy podeszwę i przyczepiamy do wypustek na szczudłach. Stabilność dają też rzepy, które łączą nogi ze szczudłami na wysokości kolana. Potem trzeba jakoś stanąć na nogi na metrowych bądź 80-centymetrowych tyczkach. Do tego jednak potrzebna jest nie brawura, a rozsądek.
– Zaczynamy naukę od chodzenia przy drabinkach na sali w Miejskim Zespole Obiektów Sportowych. Dopiero, jak człowiek zrozumie, że na szczudłach inaczej rozkłada się środek ciężkości ciała, może spróbować własnych sił bez asekuracji – zaznaczają płoccy szczudlarze.
O chodzeniu z pięty trzeba zapomnieć. Stopy są przecież metr nad ziemią. Z podłożem łączy je drewniany drąg zakończony gumowym kopytem. Drewno jest ciężkie. Człowiek odruchowo się spina, a musi się rozluźnić. I co dalej? To trochę przewrotne stwierdzenie, ale nauka chodzenia na szczudłach polega na nauce upadania i to umiejętnego, żeby się nie połamać. Najłatwiej wyczuć asfalt, ale trzeba też umieć pokonać krzywe połamane płytki chodnikowe, żwir, trawę. Chyba najbardziej zdradliwy jest piasek, na którym Radek zaliczył dość bolesną nauczkę, choć jak twierdzi, po mokrym piasku chodzi się całkiem przyjemnie.
Mimo tych niebezpieczeństw chętnych do chodzenia na szczudłach nie brakuje. Tworzy się 10-osobowa grupa. Ilość osób na zajęciach ogranicza jedynie ilość szczudeł dostępnych w Płocku. Sprzęt wypożycza POKiS. – Problem z uformowaniem na stałe grupy związany jest z tym, że młodzi ludzie najczęściej wyjeżdżają z Płocka. Mimo tego chcemy stworzyć zespół 5 osób chodzących na szczudłach i 2-3 osób „naziemnych” do pomocy i obsługi. Wtedy moglibyśmy pomyśleć o artystycznych występach – marzą płocczanie.
Na razie trafiają się im za to typowo komercyjne zajęcia. Szczudlarze jako trzymetrowe postacie rzucają się w oczy. Nie sposób ich nie zauważyć kroczących ulicą. Posypały się więc propozycje od firm zainteresowanych roznoszeniem na mieście ulotek. POKiS wynajmuje Radka i Andrzeja, by uatrakcyjniali plenerowe imprezy.
Deficyt aniołów w mieście
Każdy z tych występów wymaga innego stroju. Trzeba trochę się natrudzić, by stworzyć fajny kostium. Na szczęście w Płocku nie brakuje sklepów z używaną odzieżą, gdzie znaleźć można nietypowe kreacje. Pomaga też zaprzyjaźniona ze szczudlarzami krawcowa. Dzięki niej panowie wcielają się w pingwiny, clowny, śmierć, czy diabły. Czasem Młodzieżowy Dom Kultury udostępnia fraki i cylindry i powstaje zespół rodem z programu „Starsi panowie dwaj”. Jednak najlepiej przyjmowane są w Płocku anioły. Anioły na szczudłach wykorzystał proboszcz Fary w Marszu Świętości. Świetnie też pasują jako oprawa ślubów, gdy sypią ryżem, płatkami kwiatów, czy też puszczają przed kościołem bańki mydlane.
– Ludzie są zachwyceni i składają nam kolejne oferty. Może byśmy skorzystali ze wszystkich, gdybyśmy mieli tyle wolnego czasu. Potrzebne jest nam wsparcie. Najlepiej płocczan, zdecydowanie pełnoletnich, którzy są dyspozycyjni wieczorami i w weekendy – mówią szczudlarze. Kto wie, być może dzięki temu apelowi w krótkim czasie przybędzie w Płocku pierzastych istot prosto z nieba.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze