Przy podejmowaniu wielu kontrowersyjnych decyzji, jak te dotyczące Trybunału Konstytucyjnego czy „apelu smoleńskiego”, politycy PiS powołują się na przyzwolenie suwerena. To słowo za tej władzy robi niebywałą karierę. Przekonanie o tym, że suweren daje przyzwolenie do pełni władzy powtarzane jest z naiwną wiarą, że tak rzeczywiście jest. Są to bzdury, ponieważ ten cały „suweren” to oczywiście pic na wodę. Legitymację do rządzenia daje w Polsce kilkadziesiąt procent z połowy mniej więcej uprawnionych, co w rezultacie sprawia, że ok. 18% pełnoletnich obywateli odgrywa rolę owego mitycznego „suwerena”. A przecież „suweren”, czyli „naród”, czy „społeczeństwo”, jak kto woli, składa się z elektoratów wszystkich partii i tych, którzy mają wszystko w d... Dlatego każda partia rządząca powinna dla przyzwoitości przy podejmowaniu dalekosiężnych w skutkach decyzji dotyczących wszystkich szukać szerokiego konsensusu i… żadna tego nie robi. To jest nasz polski dramat wynikający z naszej polskiej tępoty. Każdy kmieć czy szlachetka wybrany do parlamentu zaraz udaje wielkie panisko, któremu wolno wszystko w imieniu suwerena, któremu przy różnych okazjach okazuje zwykłą pogardę.
Powoływanie się na wolę suwerena jest bardzo prostym i czytelnym nadużyciem. Wiedzą o tym nie w ciemię bici parlamentarzyści i ministrowie, a mimo to często i chętnie korzystają z tego mechanizmu manipulacji przy absolutnej akceptacji władzy duchownej. To jest źródło wielkiej powszechnej demoralizacji, która się odbywa pod pozorem uprawiania cnoty. Z tych samych powodów rządzący podjęli w ubiegłym tygodniu próbę skoku na państwową kasę, która się pewnie nie powiedzie, bo oburzenie „suwerena” musiało wprowadzić w zakłopotanie. Gdzie tu przyzwoitość, kiedy będący u władzy w „państwie w ruinie” podnoszą sobie pensje o taką kwotę, jaka milionom „suwerenów” musi wystarczyć za całe uposażenie. To łajdactwo ładnie zostało ochrzczone „korytem plus”. Nie dziwmy się jednak, w demokracji jest to zjawisko dosyć powszechne. Pamiętamy wszak, że wieprzki w „Folwarku Zwierzęcym” Orwella też przyznały sobie zaraz po rewolucji lepsze jedzenie i różne przywileje, bo większa odpowiedzialność i wzmożone myślenie wzmagają zapotrzebowanie na proteiny, witaminy i mikroelementy.
W sumie to nawet rozumiem te ambicje. Do rządzenia pcha się niedożywiona hołota, której „ego” puchnie od parlamentarnych czy ministerialnych nominacji, a nic tak nie przeszkadza w realizacji szczytnych celów jak niedokarmione „ego”, szczególnie w tych paskudnych czasach, kiedy o pozycji człowieka decyduje nie to, kim jest, co umie, tylko co posiada. Aby więc zająć konkretne stanowisko w społeczeństwie, trzeba uregulować kwestie posiadania. Nic więc dziwnego, że na czoło problemów, jakimi zajęła się nowa władza, wysunęły się programy służące wzmożeniu konsumpcji i blokadzie Trybunału, aby w tym nie przeszkodził. I co z tego, że przemówi do nas za chwilę papież Franciszek? Czy dostrzeże te problemy, czy jego mowa będzie „trudna”, że się wszyscy rozejdą zakłopotani, czy tak piękna, że wszyscy będą bez końca bić brawo? Ano lada dzień się przekonamy.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze