Reklama

Sukces demokracji, klęska nauki

24/09/2019 14:10

Opisana tu przed tygodniem sprawa prof. Nalaskowskiego zadziwiająco szybko znalazła rozwiązanie. Pod ciśnieniem „opinii publicznej”, głównie tej internetowej, rektor UMK przywrócił do pracy wykładowcę zawieszonego w czynnościach dydaktycznych za wypowiedzi niezgodne z „nowoczesnym myśleniem” środowisk postępowych na temat LGBT (co prawda poza miejscem pracy, aczkolwiek wypowiedzi przekraczające granice przyzwoitości, której należy oczekiwać zarówno od prawicowego, jak i lewicowego pracownika naukowego czy publicysty). Pochopność decyzji rektora o zawieszeniu pracownika, brak rozwagi w tym działaniu, uległość wobec ciśnienia „nowoczesnego myślenia” zainfekowanego fałszywą ideologią musiały znaleźć ujście w konieczności poddania się ciśnieniu z drugiej strony – medialnej napastliwości publicystów i rozwydrzonej dziczy hejterów niehamowanej żadnymi względami natury moralnej. Niby sukces demokracji, w której potwierdziła się doniosła rola mediów jako instytucji kontrolującej poczynania władzy. Ale nie o władzę polityczną w tym przypadku chodzi, dlatego precedens budzi niepokój. Podważony został autorytet uczonego, profesora, rektora. Groza sytuacji polega na tym, że ten autorytet zanim został podważony przez tzw. „opinię”, najpierw podważył siebie sam.
Nie od dziś wiadomo, że w środowiskach akademickich i nauczycielskich dominuje nastawienie lewicowe, liberalne, postępowe, genderowe, „tolerancyjne”. Niesie te środowiska świat modnych, postępowych idei, które czasem niewiele mają wspólnego z wynikami badań naukowych, o tzw. zdrowym rozsądku nie wspominając. Tymczasem powinna te środowiska cechować nie lewicowość, nie prawicowość, tylko rzeczowy obiektywizm, czyli po prostu zwykły ludzki szacunek dla prawdy. Nie ma nauki, nie ma szkoły bez prawdy, bez tej fundamentalnej świadomości, że celem badań i celem nauczania jest poszukiwanie prawdy o świecie i dzielenie się prawdą, a nie opiniami czy poglądami. Dlatego przed „tolerancją”, tak opacznie, prostolinijnie, jeśli nie prostacko pojmowanej w naszych czasach, powinna stać prawda. A jeśli nie przed, to na pewno tuż obok. Tymczasem zepchnięcie prawdy na dalszy plan skutkuje triumfem ideologii, czyli fałszywej, choć za sprawą mody sprawiającej złudzenie prawdziwej, świadomości.
Dlatego oczekuję sytuacji, że zamiast takich decyzji, jaką podjął rektor, zawieszając pracownika, zamiast hałaśliwych „marszów równości”, zamiast agresywnego żądania „równości”, która nie mieści się nawet w kanonach zdrowego rozsądku, rozpocznie się jednak debata naukowa, która przyniesie odpowiedzi na podstawowe pytania, które w związku z postulatami środowisk LGBT tak natarczywie wciskają się do naszej bezbronnej świadomości. Brak nauczania logiki i filozofii na niższych etapach kształcenia skutkuje tym, że zamiast uczonych mamy doktrynerów. Zamiast myślenia logicznego, mamy presję ideologii, ciśnienie różnorakich poglądów i przekonanie, że zgoda na ich różnorodność ma nam zastąpić obowiązek szukania prawdy. Gdyby tak się stało, będzie to oznaczać całkowity zanik autorytetu nauki, powagi uczonego. Debata na ulicy wyprzedzi, a nawet zastąpi debatę naukową. Dyktatura „tolerancji” dla najróżniejszych głupstw zastąpi, już zastępuje, respekt dla prawdy. Jeśli tak się stanie, jeśli się przed tym nie obronimy, będzie to oznaczać koniec naszej cywilizacji, przynajmniej w kształcie, w jakim zaczęli ją Grecy, a zaczęli naprawdę pięknie.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości