Kiedy 2 tygodnie temu zapowiadałem kolejną część relacji wędrówki po Ukrainie, nie zdawałem sobie sprawy, że opisać Lwów na jednej stronie gazety to sztuka granicząca z niemożliwością. Zatem tym razem nieco inna forma relacji od tej, za pomocą której przedstawiłem wcześniej Ziemię Lwowską, Wołyń i Podole. Moim zdaniem zdjęcia z poszerzonymi podpisami oddadzą zdecydowanie lepiej klimat Lwowa. A że przy okazji zwiedzania tego miasta chłonąłem różne prawdziwe i trochę koloryzowane historie, zatem w podpisach pod zdjęcia jak zwykle ich nie zabrakło. A na zdjęciach niekoniecznie pokazuję te miejsca, gdzie najpierw prowadzą nas przewodnicy. Proszę zatem wybaczyć brak Katedry Łacińskiej i Kopca Unii Lubelskiej...
Opera Lwowska przed wojną nazywała się Teatrem Wielkim. Zwraca uwagę nie tylko znakomitą architekturą zewnętrzną i wewnętrzną, ale także wspaniałymi elementami rzeźby i malarstwa. Widownia mieści 1200 osób. Usytuowana jest na końcu prospektu (pasażu) Svobody. Kiedy będziecie we Lwowie, zwróćcie uwagę, że wzdłuż prospektu większość ławek jest zajęta przez starszych mężczyzn, których otaczają inni, stojący. Czy ktoś coś sprzedaje? Nie! Siedzący to gracze w szachy, a ci inni z zainteresowaniem im kibicują. Ot taki lwowski (a pewnie i radziecki) zwyczaj.
Jak mniemam, część czytelników „Tygodnika Płockiego” to absolwenci Politechniki. Ja także mam za sobą kilkuletni epizod w płockiej uczelni. Matematyka przysparzała mi nieco trudności, więc do dzisiaj pamiętam słynne „przestrzenie Banacha”, które przyprawiały mnie o ból głowy. Traf chciał, że przy nagrobku tegoż znakomitego polskiego matematyka zatrzymałem się na Cmentarzu Łyczakowskim na dłużej. Bo jego życie to nie tylko wspaniała naukowa kariera matematyczna. To także mniej znany epizod z czasów II wojny światowej. Otóż profesor był karmicielem wszy w Instytucie Bakteriologicznym polskiego uczonego profesora Weigla, gdzie produkowano szczepionkę przeciwko durowi plamistemu. Naturalnie karmiciel też jest zarażony tą chorobą, dlatego legitymacja karmiciela odstraszała Niemców. Łatwo się domyślić, że wszy, które karmił Banach, nie były zarażone durem plamistym. Ta legitymacja i opieka matematyków radzieckich pozwoliły Banachowi przetrwać okupację. 31 sierpnia 1945 roku, zaraz po wyzwoleniu, umarł na raka oskrzeli.
Usytuowana na Rynku we Lwowie Czarna Kamienica jest jedną z najbardziej charakterystycznych budowli, przed którą obowiązkowo zatrzymują się wszystkie wycieczki. Cały Rynek ma kształt prostokątny i wymiary 142 na 129 metrów. Dookoła Rynku wznoszą się 44 kamienice. Te najbardziej znane znajdują się na Pierzei Wschodniej. Są to m.in.: Kamienica Królewska (będąca w swoim czasie w posiadaniu króla Jana III Sobieskiego), pałac Lubomirskich, Kamienica Łukasiewiczów, Kamienica Bernatowiczowska.
Bardzo frapujące malowidło znajdujące się w katedrze ormiańskiej, jest autorstwa Jana Henryka Rosena. Przedstawia ono pogrzeb św. Odilona, który był opatem klasztoru benedyktynów w Cluny w wieku XI, a zasłynął m.in. tym, że ustanowił Święto Zmarłych. Dlaczego frapujące? Bo wykonane jakby w technice trójwymiarowej. Widzimy orszak mnichów, którzy niosą mary ze zmarłym dostojnikiem kościelnym. Kiedy jednak przyjrzymy się bliżej to widzimy jakby drugi obraz nałożony na ten wcześniejszy. Pokazuje on duchy zmarłych. W dłoniach trzymają zapalone świece.
Będąc na Cmentarzu Łyczakowskim nie sposób nie trafić do jednej z jego części, czyli cmentarza Orląt Lwowskich, polskich obrońców Lwowa przed Ukraińcami z roku 1918. Na zdjęciu nazwiska niektórych z nich. Odnowionymi mogiłami (także innymi wojskowymi grobami) opiekuje się Polskie Towarzystwo Opieki nad Grobami Wojskowymi. Prezesem Towarzystwa jest Jan Franczak, którego spotykamy w miejscowej kaplicy. Dziennikarska dociekliwość nie pozwala mi nie zawiązać sympatycznej rozmowy. Pytam o historię, o losy miejscowych Polaków w czasie wojny i tuż po niej. Pytam, dlaczego jego rodzice nie wyjechali w ramach repatriacji do Polski. Okazuje się, że powody mogą być czasami bardzo prozaiczne, dalekie od patriotycznych ideałów, takie normalne, ludzkie. Kiedy w 1945 roku jego matka zbierała się z kilkuletnim dzieckiem do wyjazdu do Polski, nagle ciężko zachorowała i znalazła się w szpitalu. Przeleżała tam kilka tygodni. Po jej powrocie do zdrowia granica była już zamknięta...
Kolejna zagadka. Czyj to pomnik? Paradoksalnie najmniej problemów powinni mieć w tym przypadku mieszkańcy Płocka. Dlaczego?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze