Przed wielu, wielu laty pewien człowiek siedział z wędką w ręku w kanu i nie mógł złowić żadnej ryby. Po pewnym czasie był tak znudzony bezczynnością, że postanowił spróbować czegoś innego. Sięgnął więc po długie, białe kurze pióro, które akurat wpadło mu pod rękę i przymocował do niego haczyk. Wykonał rzut. W pobliżu przepływał akurat ounaniche, zaatakował przynętę i wkrótce znalazł się w kanu. Nie był to wcale przypadek. Przynęta z kurzego pióra okazała się niezwykle łowna i wielu wędkarzy szybko się do niej przekonało. Natomiast białe kury z całej okolicy jeszcze dziś opowiadają sobie o tamtych czasach, kiedy to ich przodkowie tak bardzo musieli obawiać się o swoje pióra i życie. Prawda, że jest to całkiem ładna bajeczka? Wspomniany człowiek żył jednak naprawdę. Nazywał się Alonzo Bacon, kanu pływało po Great Lake Stream w Maine a ounaniche, jak się już domyślacie, nie był żadnym duchem wodnym, lecz łososiem sockey (Onchorhynchus nerka). Uważam, że ta historia wynalezienia streamerów, którą opowiadają sobie amerykańscy wędkarze, jest na tyle prawdopodobna, że możemy w nią uwierzyć. Z pewnością Indianie, Eskimosi, Polinezyjczycy i inne ludy łowiły na przynętę z pióra o wiele wcześniej, ale my uznajemy narodziny „cywilizowanego” streamera dopiero od momentu, kiedy trwale zawitał w wędkarstwie muchowym, czyli od końca dziewiętnastego wieku. Duża mucha z włosia Bucktail znana była już kilkadziesiąt lat wcześniej, ale w tej historii nie będziemy już chyba wdawać się we wszystkie szczegóły, ani tak daleko cofać się w czasie. Streamery są odpowiedzią wędkarzy na bardzo specyficzne upodobania niektórych dużych ryb, a mianowicie odpowiedzią na upodobanie pstrągów potokowych do zjadania głowaczy lub pstrągów tęczowych do zjadania różanek.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze