Kolejna ważna rocznica za nami. Siedemdziesiąt pięć lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. Obserwując to, co się dzieje w mediach można by dojść do wniosku, że temperatura wokół tego wydarzenia znacznie się obniżyła. Nie było, jak w latach ubiegłych, gwizdów i okrzyków podczas oficjalnych uroczystości ani gorących dyskusji i komentarzy w gazetach czy stacjach telewizyjnych. Dominuje narracja romantyczna, hasło „chwała bohaterom”! W „najbardziej opiniotwórczym dzienniku w kraju” na pierwszej stronie wielkimi czcionkami tytuł sążnistego artykułu: Krucjata anty – LGBT. Powyżej nie rzucający się w oczy, mniej więcej sześć razy krótszy tekst: Godzina W w Warszawie. Bez komentarza…
O czywiście Powstanie, decyzja o jego wywołaniu to „niekończąca się opowieść”. Argumenty za i przeciw, od skrajnie emocjonalnych po równie racjonalne, od czysto wojskowych po polityczne i psychologiczne będą się nadal ścierać. Bez szans na rozstrzygnięcie sporu. Można uciąć dyskusję argumentem o niewspółmierności strat i zysków. Tyle, że to klasyczne podejście ahistoryczne. My wiem jaki był finał, ci co podejmowali wówczas decyzję nie wiedzieli. Czy mogli i czy powinni byli przewidzieć ogrom katastrofy? Nie jestem przekonany… Walki w mieście w czasie ostatniej wojny nie były niczym nadzwyczajnym. Od obrony Warszawy w trzydziestym dziewiątym przez Leningrad (półtora miliona ofiar), Stalingrad, po Berlin w czterdziestym piątym. Tak, tyle że tam walczyły regularne armie, a Powstanie to wojna partyzancka. W języku sportowym można by mówić o starciu amatorów z profesjonalistami. Z największymi ofiarami wśród cywilów, czyli po sportowemu kibiców!
I tu trzeba postawić problem szerszy. Pytanie o sens walk partyzanckich. Właśnie w kontekście kosztów płaconych przez ludność cywilną. Już od początku wojny. Wiosną czterdziestego roku Niemcy wymordowali dwustu sześćdziesięciu pięciu mężczyzn (kobiety i dzieci wówczas jeszcze oszczędzali) we wsi Skłoby (5 km od miejsca mojego urodzenia), w odwecie za działalność oddziału „Hubala”. Wieś spalili. I ten scenariusz powtarzał się do końca wojny. Pacyfikacje, łapanki, wywózki do obozów, rozstrzeliwania… Ponad sześć milionów ludzi! Oczywiście skoncentrowanie w krótkim czasie na obszarze jednego miasta stu kilkudziesięciu tysięcy ofiar działa na wyobraźnię zdecydowanie mocniej. Na dodatek rozkaz szaleńca, by miasto zrównać z ziemią! Na szczęście po wyprowadzeniu ludzi… Czy ci, co wywołali Powstanie byli w stanie przewidzieć taki scenariusz? Bo to, że nie uda się wyprzeć Niemców z Warszawy, jako woskowi powinni…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze