Reklama

Spór wyciszony

06/08/2019 13:00

Kolejna ważna rocznica za nami. Siedemdziesiąt pięć lat od wybuchu Powstania Warszawskiego. Obserwując to, co się dzieje w mediach można by dojść do wniosku, że temperatura wokół tego wydarzenia znacznie się obniżyła. Nie było, jak w latach ubiegłych, gwizdów i okrzyków podczas oficjalnych uroczystości ani gorących dyskusji i komentarzy w gazetach czy stacjach telewizyjnych. Dominuje narracja romantyczna, hasło „chwała bohaterom”! W „najbardziej opiniotwórczym dzienniku w kraju” na pierwszej stronie wielkimi czcionkami tytuł sążnistego artykułu: Krucjata anty – LGBT. Powyżej nie rzucający się w oczy, mniej więcej sześć razy krótszy tekst: Godzina W w Warszawie. Bez komentarza…

O czywiście Powstanie, decyzja o jego wywołaniu to „niekończąca się opowieść”. Argumenty za i przeciw, od skrajnie emocjonalnych po równie racjonalne, od czysto wojskowych po polityczne i psychologiczne będą się nadal ścierać. Bez szans na rozstrzygnięcie sporu. Można uciąć dyskusję argumentem o  niewspółmierności strat i zysków. Tyle, że to klasyczne podejście ahistoryczne. My wiem jaki był finał, ci co podejmowali wówczas decyzję nie wiedzieli. Czy mogli i czy powinni byli przewidzieć ogrom katastrofy? Nie jestem przekonany… Walki w mieście w czasie ostatniej wojny nie były niczym nadzwyczajnym. Od obrony Warszawy w trzydziestym dziewiątym przez Leningrad (półtora miliona ofiar), Stalingrad, po Berlin w czterdziestym piątym. Tak, tyle że tam walczyły regularne armie, a Powstanie to wojna partyzancka. W języku sportowym można by mówić o starciu amatorów z profesjonalistami. Z największymi ofiarami wśród cywilów, czyli po sportowemu kibiców!
I tu trzeba postawić problem szerszy. Pytanie o sens walk partyzanckich. Właśnie w kontekście kosztów płaconych przez ludność cywilną. Już od początku wojny. Wiosną czterdziestego roku Niemcy wymordowali dwustu sześćdziesięciu pięciu mężczyzn (kobiety i dzieci wówczas jeszcze oszczędzali) we wsi Skłoby (5 km od miejsca mojego urodzenia), w odwecie za działalność oddziału „Hubala”. Wieś spalili. I ten scenariusz powtarzał się do końca wojny. Pacyfikacje, łapanki, wywózki do obozów, rozstrzeliwania… Ponad sześć milionów ludzi! Oczywiście skoncentrowanie w krótkim czasie na obszarze jednego miasta stu kilkudziesięciu tysięcy ofiar działa na wyobraźnię zdecydowanie mocniej. Na dodatek rozkaz szaleńca, by miasto zrównać z ziemią! Na szczęście po wyprowadzeniu ludzi… Czy ci, co wywołali Powstanie byli w stanie przewidzieć taki scenariusz? Bo to, że nie uda się wyprzeć Niemców z Warszawy, jako woskowi powinni…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości