„Polska i Stany Zjednoczone potwierdzają swoje zobowiązania wobec Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), w tym zobowiązania wynikające z artykułów 3 i 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, jako podstawy wzajemnych relacji obronnych. Stany Zjednoczone planują zwiększyć swoją aktualną obecność wojskową w Polsce, wynoszącą około 4500 rotujących się członków personelu wojskowego. Obecność ma wzrosnąć w najbliższej przyszłości o około 1000 dodatkowych żołnierzy i będzie skoncentrowana na zapewnieniu w Polsce dodatkowych zdolności obrony i odstraszania. Deklaracja ta zakłada też między innymi utworzenie Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego USA w Polsce, utworzenie i wspólne wykorzystywanie Centrum Szkolenia Bojowego (CSB) w Drawsku Pomorskim, utworzenie w Polsce eskadry bezzałogowych statków i bazy lotniczej załadunkowo-rozładunkowej”.
Z kolei „Polska planuje zapewnić i utrzymywać wspólnie uzgodnioną infrastrukturę przeznaczoną dla wstępnego pakietu dodatkowych projektów wymienionych poniżej, bez kosztów dla Stanów Zjednoczonych i z uwzględnieniem planowanego poziomu jej wykorzystania przez Siły Zbrojne USA. Polska planuje również zapewnić dodatkowe wsparcie Siłom Zbrojnym USA, wykraczające poza obowiązujący w NATO standard wsparcia przez państwo-gospodarza”.
W racając do tytułu, co się stanie „kiedy rzucą przed siebie grom, kiedy runą żelaznym wojskiem”, że pozwolę sobie wpleść akcent lokalny do rozważań o wielkiej polityce światowej? Ano właśnie nic, śpij spokojnie Szanowny Czytelniku! Nasza dzielna armia, wsparta przez pięć i pół tysiąca wojaków naszego najważniejszego sojusznika oraz eskadrę myśliwców najnowszej generacji, która wkrótce wyląduje na naszej ziemi, a nie tylko w supernowoczesnym studiu telewizyjnym, pogoni lekkomyślnego agresora gdzie pieprz rośnie! Takie są skutki jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach naszego pięknego kraju, jak zapewniają nas z telewizyjnego okienka, czyli „deklaracji o współpracy obronnej w zakresie obecności sił zbrojnych USA na terytorium Polski”, podpisanej przez prezydentów obu zaprzyjaźnionych krajów.
N o cóż, czuję się w zasadzie uspokojony! Jedynie te liczby… U naszych zachodnich sąsiadów dziś jeszcze stacjonuje trzydzieści tysięcy amerykańskich żołnierzy. W szczytowym okresie zimnej wojny, w latach sześćdziesiątych w Europie było ich czterysta tysięcy. A tu pięć i pół tysiąca, rozproszonych w kilkunastu ośrodkach…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze