Reklama

Sierpniowe rocznice

05/08/2023 08:00

Dużo się działo w naszej historii w tym miesiącu… Wspomnę o trzech momentach. Pierwszy sierpnia – Powstanie Warszawskie. Piętnasty – Bitwa Warszawska. Trzydziesty pierwszy – Porozumienie Gdańskie. O każdym z tych wydarzeń można by napisać felieton, ale skupię się na ostatnim. Może dlatego, że dwa pierwsze znam z podręczników historii, a ostatnie mogłem obserwować jako człowiek, można powiedzieć, dojrzały. Byłem studentem. Po wakacjach rozpocząłem ostatni rok. A poza tym to był początek…
I tu trzeba postawić pytanie: czego? Najprostsza odpowiedź: drogi do rzeczywistości, w której dziś żyjemy. Prześledźmy ją, z konieczności w telegraficznym skrócie. Początek to komunizm. To znaczy, przyjmijmy na użytek tego tekstu taką definicję, system, w którym władza polityczna oraz gospodarka były w rękach państwa. Wyjątki – prywatne rolnictwo i rzemiosło weźmy w nawias. Rok osiemdziesiąty nic tu nie zmienił, nie licząc powstania niezależnego związku zawodowego, który potraktujmy jak wyrwę w betonie ówczesnej władzy. Na wielkie zmiany trzeba było czekać prawie dziewięć lat. Najpierw w gospodarce pod postacią „Ustawy o działalności gospodarczej” z grudnia 1988 roku, znanej jako ustawa Wilczka, która pozwalała każdemu obywatelowi na prowadzenie prywatnej działalności gospodarczej. I w ten oto sposób w system komunistyczny wkomponowano element ustroju z komunizmem sprzecznego, czyli kapitalizmu. Oczywiście nie oznaczało to końca komunizmu w gospodarce. Istniały sobie w najlepsze, i tak jest do dzisiaj, firmy państwowe. Krok następny to zmiany polityczne. „Okrągły stół”, wybory kontraktowe czwartego czerwca osiemdziesiątego dziewiątego roku, rząd Mazowieckiego, wybory prezydenckie w roku dziewięćdziesiątym i wreszcie wolne wybory i rząd Olszewskiego w roku dziewięćdziesiątym pierwszym. I w ten oto sposób staliśmy się „demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliości społecznej”, jak głosi obowiązująca konstytucja z dziewięćdziesiątego siódmego roku. I tu jest pies pogrzebany, jak mówi ludowe porzekadło. Bo o ile zmiany polityczne doprowadziły do systemu diametralnie różnego od komunizmu, to w innych dziedzinach jak w stwierdzeniu księcia Saliny: czasem trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.  Te najważniejsze: edukacja, usługi zdrowotne, system emerytalny funkcjonują w najlepsze „jak za komuny”. Oczywiście powie ktoś, że mamy przecież prywatne szkoły, przychodnie, szpitale… Owszem, ale to nie one dominują. Sławne „cztery reformy rządu Jerzego Buzka” faktu tego w sposób istotny nie zmieniły. Mamy zatem socjalizm, czyli „ugrzecznioną” mutację komunizmu. Nie udała się próba wprowadzenia ustawą Wilczka, nomen omen, wilczego kapitalizmu przynajmniej w gospodarce…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości