Co zapamiętujemy ze szkoły o wielkim podróżniku – Krzysztofie Kolumbie? Że Ameryki to on w ogóle nie szukał. W grę, jak zawsze, wchodziły pieniądze. Potrzebna była szybsza i tym samym tańsza droga do Indii, żeby móc sprowadzać stamtąd bardzo drogie i poszukiwane przyprawy korzenne. Radość Kolumba nie miała zatem w roku 1492 końca. Dopłynął do stałego lądu. Będąc początkowo przekonany, że to Indie, tubylców nazwał Indianami. Właściwej eksploracji tego nowego kontynentu dokonał dopiero Amerigo Vespucci – włoski kupiec, morski podróżnik i kartograf. I to od jego nazwiska powstały ostatecznie nazwy obu kontynentów. Zaś amerykańskim śladem w nazewnictwie nowych lądów została ostatecznie Kolumbia... Tyle szkoła! A że – jak wiadomo – człowiek uczy się przez całe życie, tegoroczny wrześniowy urlop – spędzony tym razem w hiszpańskiej Andaluzji zaowocował w moim przypadku nabyciem dodatkowej wiedzy o Kolumbie – takiej, której nikt w szkole mnie nie uczył...
Tę relację z Andaluzji poświęcimy wyłącznie stolicy tego regionu autonomicznego Hiszpanii (region to w tym kraju swego rodzaju odpowiednik naszego dużego województwa), bo na to oczywiście zasługuje. Samej choćby katedrze sewilskiej poświęcić można cały artykuł. A tradycja hiszpańskiej corridy? Tak czy siak o Maladze, Granadzie czy innych ciekawych miejscach napiszemy w najbliższym czasie. Teraz wyłącznie o Sevilli.
Kim w ogóle był Krzysztof Kolumb? Tu znów wracamy do notatek szkolnych. Że to włoski żeglarz, podróżnik, że urodził się w Genui, że umarł w hiszpańskim Valladoid. Oficjalne źródła podają, że był synem liguryjskiego tkacza o nazwisku Colombo. Czy tak było naprawdę? Jego testament – jedyny zachowany dokument mogący świadczyć o pochodzeniu – jest w zasadzie kopią, nie oryginałem. Brak jest podpisu świadków, które mogłyby uwierzytelnić tę kopię...
Funkcjonuje zatem w przestrzeni medialnej chyba najbardziej znana ze wszystkich teorii spiskowych wersja, że Kolumb był Grekiem pochodzącym z wyspy Chios. Miał być spokrewniony z Paleologami – dynastią ostatniego cesarza Bizancjum Konstantyna XI. Ukrywał swoją prawdziwą tożsamość z obawy o własne życie. Turcy bowiem, którzy zajęli niedawno Konstantynopol, tropili wszystkich członków rodziny ostatniego cesarza Bizancjum – Konstantyna XI, z obawy o to, by krewnym cesarza nie zamarzył się powrót do władzy. Grecy bardzo wierzą w tę wersję. Zatem Kolombos (grecka wersja nazwiska) mieszkał w Pyrgi. Miejscowi bardzo chętnie pokazują jego rodzinny dom...
Wśród innych teorii (w sumie jest ich około 25) są też takie, że mógł być Węgrem, Skandynawem, szlachcicem z Majorki, szlachcicem-piratem z Portugalii o nazwisku Pedro de Ataíde, a nawet Polakiem. Przyznam, że ta wersja przypada mi do gustu najbardziej. A zasugerował ją Silva Rosa, portugalski historyk amator. Według niego Kolumb to syn króla Polski Władysława Warneńczyka. Dlaczego tak? Władysław III Warneńczyk przecież poległ w bitwie z Turkami pod Warną w roku 1444. Sęk w tym, że jego ciała nigdy nie odnaleziono. Według Rosy Warneńczyk przeżył i udał się na portugalską wyspę Maderę. Tam, znany jako „Henryk Niemiecki”, poślubił portugalską szlachciankę. W niedługim czasie na świat przyszedł Krzysztof Kolumb. A skąd przypuszczenie, że to Polak? Bo, jak pisze Rosa, Kolumb był rudawy, o jasnej karnacji, niebieskooki – to cechy w Polsce szeroko rozpowszechnione...
Niemniej, jeśli uwierzyć w ogóle w te różne spiskowe teorie dotyczące pochodzenia Kolumba, powstaje zasadnicze pytanie: dlaczego podróżnik to pochodzenie ukrywał? I to tak skutecznie, że nie wiedzieli o nim nawet jego synowie. Jeden z nich – Fernando – pojechał nawet do Ligurii, ale na próżno szukał śladów wielkiego ojca... Ostatnio w Andaluzji bardzo głośno jest o ustaleniach przeprowadzonych przez profesora José Antonio Lorente z Uniwersytetu w Granadzie. Wnioski z badań są takie, że Kolumb urodził się w hiszpańskiej Valencii, a nie w liguryjskiej Genui. I że był z pochodzenia Żydem! Co w tym złego, zapytacie. Nic – na pierwszy rzut oka! Ale pamiętajmy, że w ramach hiszpańskiej inkwizycji w czasie pierwszej wyprawy Kolumba do Ameryki miały miejsce w Hiszpanii prześladowania nie tylko Maurów, ale także Żydów. W tym czasie wydano m.in. słynny dekret Alhambry, który nakazywał Żydom albo przejście na katolicyzm, czyli tak zwaną konwersję, albo opuszczenie kraju. Czy Kolumb, mając żydowskie korzenie, wymyślił włoskie pochodzenie, by chronić swoją rodzinę przed reperkusjami? Ta teza może być najbardziej wiarygodna, bo potwierdzona testami DNA, o czym doniosła, kilka dni temu, hiszpańska telewizja.
Pytanie na pierwszy rzut oka pozbawione jest większego sensu, ale... Proszę pamiętać, że Kolumb miał w sumie 5 pogrzebów (o szczegółach w kolejnym podrozdziale)! I to nie tylko w Europie, ale także na kontynencie amerykańskim. I nie były to czasy zakładów pogrzebowych ze ścisłą rejestracją pochówków. Potem miały miejsce wojny o wyzwolenie kontynentu amerykańskiego, kolejne przenosiny zwłok...
Wróćmy do postawionego na początku rozdziału pytania. Skąd wiadomo, że resztki zwłok, ukrytych w przepięknym sarkofagu w katedrze sewilskiej, to doczesne szczątki wielkiego podróżnika? Przecież od czasów jego śmierci minęło kilkaset lat, a zwłoki były kilkukrotnie przewożone i chowane. Na szczęście w tym przypadku nauka miała potężne podstawy wydania wyroku. Badania DNA! Tak się bowiem szczęśliwie złożyło, że dla katedry w Sevilli szczególnie zasłużył się syn Krzysztofa Kolumba (i jego kochanki, Beatriz Enríquez de Arana) Fernando – znany hiszpański bibliofil, który kościołowi ofiarował sporą część swojej biblioteki, za co został uhonorowany w kościele swoją tablicą nagrobną, pod którą ukryte są jego zwłoki. Po prostu w tym przypadku nie było problemu z materiałem porównawczym do analizy DNA. Zatem znamy odpowiedź: Kolumb to... Kolumb!
I tu przechodzimy do kwestii 5 pogrzebów słynnego podróżnika. Pierwszy miał miejsce w roku 1506 w Valladoid – mieście, którego Kolumb podobno bardzo nie cierpiał. W tamtejszym klasztorze franciszkanów. Dlatego rodzina zdecydowała o przeniesieniu jego doczesnych szczątków do Sevilli, do klasztoru kartuzów. Tu miał miejsce drugi, bardzo uroczysty pogrzeb. Pamiętajmy jednak, że w pamiętnikach Genuańczyka (?) widnieje, iż chce być on pochowany na jednej z odkrytych przez siebie wysp na kontynencie amerykańskim. Zatem zwłoki trafiły do hiszpańskiej wówczas Dominikany. Tam znalazły swoje miejsce w przygotowanym przez władze grobie w Santo Domingo. Tym samym mamy już trzeci pogrzeb. Kiedy kończą się hiszpańskie wpływy w Dominikanie – kraj za chwilę ogłosi niepodległość – zwłoki trzeba przewieźć na kolejną, hiszpańską jeszcze wyspę. Padło na Kubę! W tamtejszej hawańskiej katedrze pogrzeb odbył się w roku 1795. Kiedy Hiszpanie tracili Kubę, zwłoki podróżnika wróciły do Hiszpanii. Tym razem już na stałe. I nie do klasztoru kartuzów, ale do największej katedry gotyckiej na świecie, do Sevilli. Ostatni, piąty pogrzeb odbył się w roku 1902.
I jeszcze jedno. Nie jest tak, że jedyny w tamtych czasach sposób na przewiezienie zwłok z kontynentu na kontynent to ich mumifikacja. Był na to prostszy sposób. Gdy wysilimy nieco wyobraźnię, to przypomina to nieco horror... Bo mające kilkadziesiąt lat resztki zwłok spoczywających, dajmy na to, w podziemiach kościoła, trzeba było jakoś przygotować do długiej morskiej podróży. Jak? Po prostu je gotowano!!! Po ugotowaniu pozostałe po tym procesie tkanki miękkie palono, a kości nadawały się wówczas do transportu... Jak opowiadają oprowadzający po katedrze sewilskiej przewodnicy andaluzyjscy, tak właśnie postąpiono z Kolumbem...
Dziś jego wykonany z brązu grobowiec jest jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów miejsc w Sewilli. Kiedy przyjrzeć się dobrze detalom tego sarkofagu, odnajdziemy herb szlachecki Kolumbów. Trzeba się dobrze przyglądać, żeby w lewej górnej części herbu odnaleźć tajemniczą dziurkę. To dziurka od klucza. Podobno w Hiszpanii (konkretnie w Sevilli) są dokładnie 3 klucze, które otwierają tę trumnę.
Podczas przeprowadzania ostatnich badań DNA zważono resztki doczesnych szczątków Kolumba. Jest ich dokładnie 150 gramów. Dlaczego tylko tyle? Upływający czas, 5 pogrzebów, sposób przygotowania i transportu zwłok oraz... Dominikana. W roku 1877 za ołtarzem w katedrze w Santo Domingo znaleziono ołowianą trumnę, zawierająca doczesne szczątki kogoś...? Władze tego kraju ogłosiły (i do dzisiaj tak twierdzą), że są to szczątki Kolumba. Hiszpanie nie podważają tej tezy. Twierdzą, że podczas przewożenia zwłok na Kubę ich część mogła pozostać w Dominikanie.
Jeśli to prawda, to tym samym spełnione jest pośmiertne życzenie Kolumba, który nie życzył sobie być pochowanym w hiszpańskiej ziemi. A w Hiszpanii zyczenie spełniono trochę przewrotnie. Bowiem sarkofag ze zwłokami podróżnika zawieszony jest praktycznie w powietrzu. Na swoich ramionach trzymają go symboliczni czterej królowie hiszpańscy, nie konkretni, ale symbolizujący podzieloną przed zjednoczeniem Hiszpanię.
Katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli, gdzie pochowano ostatecznie Krzysztofa Kolumba, jest największą pod względem powierzchni katedrą gotycką na świecie. Budowano ją przez 80 lat. To stosunkowo krótko, naprawdę. W stosunku do innych kościołów gotyckich, takich jak chociażby katedra Notre Dame we Francji. Może dlatego, że architektonicznie odzwierciedla tak zwany późny gotyk, zatem jej twórcy byli już bardzo dokładnie zaznajomieni z technikami budowy tego typu obiektów. Do użytku oddano ja około roku 1508. Warto wspomnieć, że pobudowano ja na fundamentach największego meczetu z czasów 8-wiekowego panowania wyznawców islamu, czyli Maurów. Meczet rozebrano, materiału z rozbiórki użyto do umacniania dróg. Ale po Maurach coś jednak zostało. Obok katedry usytuowana jest bowiem wieża dzwonnicza, którą dobudowano do byłego minaretu, z którego muezin wzywał wiernych do modlitwy. Uwaga, nie wchodził pieszo, wjeżdżał po specjalnym systemie platform ma osiołku. Warto zwrócić uwagę, że minaret był w przekroju kwadratem a nie kołem jak w większości krajów muzułmańskich. Niemniej na przykład w położonym obok Maroku kwadratowych minaretów nie brakuje... Tak czy siak kiedy stoimy przed dzwonnicą to dokładnie widzimy, że większa jej część (patrząc od dołu) to były minaret, z kolei nadbudowana góra jest gotycką dzwonnicą.
Jeśli chodzi o ślady Maurów, a raczej ich dziedzictwo, to widoczne jest ono praktycznie na każdej ulicy Sevilli. Sprowadzili oni bowiem z Chin do tego miasta sadzonki gorzkiej pomarańczy. Te świetnie się przyjęły, dają chłód. Dziś drzew gorzkiej pomarańczy jest w Sevilli około 40 tysięcy.
W swoim czasie, w XVI i XVII wieku, Sevilla była najprawdopodobniej najbogatszym miastem w Europie, czyli wówczas na świecie (teraz odwrotnie, faktyczne bezrobocie sięga tutaj aż 17 procent). Do portu w Sevilli poprzez rzekę Gwadalkiwir docierały wszystkie statki z tzw. Nowego Świata, nie tylko ze złotem i srebrem, ale przede wszystkim z pachnącymi przyprawami, które były wówczas bardzo drogocenne, można się było na nich dorobić prawdziwego majątku. Dla Sevilli wydano specjalne, przynoszące olbrzymie zyski przywileje składowania tych towarów (dopiero stąd mogły być redystrybuowane do innych części Hiszpanii i sprzedawane w innych krajach Europy). Jak wiadomo, zawsze w historii świata chodziło o pieniądze. Bo, jak wspominaliśmy wcześniej, czy Kolumbowi chodziło o odkrycie Ameryki, a Magellanowi o zapisanie się w historii poprzez odbycie podróży dookoła świata...? Do dzisiaj w Sevilli podziwiać i zwiedzać możemy usytuowaną nad rzeką Gwadalkiwir tak zwaną Złotą Wieżę, gdzie w XVI i XVII wieku składano i przechowywano najbardziej wartościowe towary pochodzące z Nowego Świata.
Zanim o samym zwiedzaniu miasta, przedstawmy trochę statystyki. 4 miasto w Hiszpanii pod względem wielkości, stolica Andaluzji, 670 tys. mieszkańców. Miasto to jest miejscem akcji wielu niezwykle ważnych dla kultury światowej dzieł: Carmen, Figaro, Don Juan...
Co zobaczyć? Wspomnianą największa katedrę gotycką na świecie. Bezwzględnie corridę i jednocześnie muzeum La Real Maestranza (o czym poniżej), także Park Hiszpański. Sevilla szczyci się 3 budowlami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Katedra, Alkazar, czyli pałac królewski oraz Główne Archiwum Indii. Nazwa trochę myląca, ale jest to najważniejszy zbiór dokumentów dotyczący administracji Hiszpańskiej w Nowym Świecie i na Filipinach.
Plac Hiszpański – jedna z wizytówek tego andaluzyjskiego miasta, z cudownymi mozaikami, położona obok słynnego Parku Marii Luizy. Lepiej tam być rano, później upał staje się nie do wytrzymania. Miejsce piękne, ale przewodnicy ostrzegają przed grasującymi kieszonkowcami. Zatem nie reagujemy na: kupi pani kapelusz, zrobić pani zdjęcie itp. Niewidoczne oczy patrzą, skąd wyjmujemy portfel. A potem? A potem może być problem...
Ogólne wrażenia są po prostu nie do opisania. A pewnie byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie incydent pod koniec wycieczki, którego byliśmy świadkami. Więcej takich zdarza się w Maladze, ale w Sevilli też mają miejsce. Niektórzy protestują przeciwko turystom, choć połowa populacji z nich żyje. Zatem między turystami przechodził sobie młody człowiek i wykrzykiwał, tu tłumaczenie polskie, pierd.. turyści wracajcie do domu... Można i tak. W demokracji podobno można wszystko!
Corrida w Sevilli. Jednocześnie muzeum La Real Maestranza. Czynna!!! W Hiszpanii jest około 1200 hodowców byków, które uczestniczą w corridzie. Bilety na to przedstawienie kosztują od 30 do aż 400 euro, w zależności od tego, który z toreadorów jest głównym bohaterem. W kraju tym nasilają się protesty w tej kwestii, szczególnie z innych części kraju, głównie z lewicowej Katalonii i jej stolicy – Barcelony. Andaluzyjczycy są jednak w tej kwestii konserwatywni i bardzo wierni swojej tradycji. Przedstawienia z udziałem byków, matadorów i toreadorów to ich święto. I wara innym od tego! Corrida w Sevilli mieści 12 tys. widzów.
Fot. Tomasz Szatkowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze