Reklama

Sąd zdecydował o zabraniu rodzicom piątki dzieci: Chcemy być razem!

07/03/2021 18:28

Po czterech latach znajomości, z wielkiej miłości Kinga i Jacek zawarli w 2003 roku związek małżeński. Najstarsza córka, dziś już pełnoletnia i jej o rok młodsza siostra uczą się w szkołach zawodowych, średnia, 14-letnia w szkole podstawowej specjalnej. 13-letni syn jest chory, ma zdiagnozowane ADHD, leczy się psychiatrycznie. Jest teraz w placówce terapeutycznej. Najmłodsza córeczka ma dopiero dwa latka i jest w rodzinie zastępczej o charakterze pogotowia rodzinnego.

Kinga mieszkała wcześniej w barakach na ul. Żyznej. Razem z nią mieszkała tam jej mama, borykająca się z problemem alkoholowym oraz rodzeństwo, siostra i dwóch braci. Nie trzeba dodawać, że nie była to sielanka, żyli z zasiłków, nikt nie pracował. W domu, o ile ten lokal można było nazwać domem, stale były awantury, a kiedy brakowało pieniędzy – a tych nigdy nie było wystarczająco – wyrzucanie z domu, bicie. Słowem dzieciństwo i młodość nie były najlepszym okresem w życiu Kingi.
Jak dziś wspomina, była bita, poniżana, wyzywana, gnębiona i traktowana jak bajkowy Kopciuszek. – Zamiast mnie wspierać w moich staraniach o normalne życie, byłam zawsze wyśmiewana – zdradza.
Na jej szczęście poznała Jacka, chłopaka, który podbił jej serce i wtedy uwierzyła, że może mieć normalną rodzinę. Bardzo chciała mieć najlepiej dużą rodzinę i pod tym względem jej marzenia szybko się spełniły. Jak twierdzi, wszystkie z pięciorga dzieci były planowane, wyczekiwane, kochane.
Żeby jednak rodzina była prawdziwa, szczęśliwa i mogła spełniać podstawowe cele, potrzebny jest dach nad głową i pieniądze. Tych drugich zwykle brakowało. – Zawsze chciałam, choć dobrze wiedziałam, że nie uda mi się zapewnić moim dzieciom normalnego życia, ale teraz serce mnie mocno boli, kiedy nie ma ich przy mnie – tłumaczy Kinga.
Jak to się stało, że dzieci zostały zabrane? Może trudno w to uwierzyć, ale zdaniem Kingi, powodem nie jest ich brak zaradności życiowej, tylko jej najbliższa rodzina. - Kiedy tylko układaliśmy sobie z Jackiem życie, kiedy udawało się znaleźć pracę, kiedy już widzieliśmy światełko do normalności w tunelu, wkraczała moja siostra lub matka i wszystkie nasze wspólne, z trudem osiągnięte „sukcesy” były obracane w pył – zaczyna wyjaśnienia.

Więcej w kolejnym wydaniu Tygodnika Płockiego.

Reklama

Jol.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Marian - niezalogowany 2021-03-08 08:18:38

    Nie do konca jest to taka sielanka jak opisuje pani Kinga.Pan Jacek po odbyciu kary w zakladzie karnym,alkoholu rowniez nie wylewal za kolnierz.Pani Kinga ma spore zdolnosci do konfabulacji,ktore wykorzystuje by zwrocic na siebie uwage.Bez powodu rodzina nie bylaby otoczona opieka mopsu i innych instytucji.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Magda - niezalogowany 2021-03-08 12:27:44

    Jak by Pani Kinga mieszkała na Słonecznej to by dzieci nie zabrali bo tu nikt nic nie widzi . Można utrzymywać się z pieniędzy dzieci pić , ćpać a MOPS zamyka oczy i inne urzędy Mamuśka zyskała tylko sławę w TV i nic się nie stało

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Iza z słonecznej - niezalogowany 2021-03-08 13:50:41

    No właśnie za Sloneczna niech się też wezmą bo dzieci są bite poniewierane wegetuja tam jest dopiero sielanka jak dwie mamusie zawladnely i co chwilę tylko zmieniają facetów A instytucje nic nie robią.Jak dzieci mogą patrzeć na to co się dzieje w ten sposób są demoralizowane.widzac co chwilę innego Pana w łóżku od małego mają pranie mózgu.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości