Sąd Okręgowy w Płocku skazał na 15 lat więzienia 16-letniego Damiana Ch. za to, że próbował zabić policjantkę na służbie. Tym samym sąd okazał się dla nastolatka łaskawszy niż prokurator, który żądał dla niego kary 25 lat pozbawienia wolności.
Zarówno na początku procesu, jak i na ogłoszeniu wyroku sądowa sala wypełniła się dziennikarzami. Ale wyroku i ustnego uzasadnienia nie usłyszał Damian Ch., ponieważ nie było go na ławie oskarżonych.
Damian Ch. był oskarżony o podwójne usiłowanie zabójstwa. Bo oprócz policjantki, także jej partnera na służbie. W obu przypadkach sąd uznał go winnym. Wymierzył mu karę łączną 15 lat więzienia oraz 100 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonej policjantki. – Jeśli chodzi o kwestię winy oskarżonego, to nie budzi ona żadnych wątpliwości. Trzeba przyjąć, że działał z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia. To było uderzenie zaplanowane, wykonane z premedytacją. To, że nie doszło do tragedii, nie wynikało z dobrej woli oskarżonego czy zaniechania przez niego działań, tylko z interwencji policjanta Grzegorza Z. – mówi w uzasadnieniu sędzia Mariusz Królikowski.
Sędzia przyznał, że sąd rozważał karę zaproponowaną przez prokuratora. – 15 lat pozbawienia wolności jest karą odpowiednią. Zdaniem sądu wyrok 25 lat byłby zbyt surowy. Wymierzona kara jest wystarczająca, biorąc pod uwagę fakt, że oskarżony jest jednak osobą niepełnoletnią i jest mu przypisywane usiłowanie zabójstwa, a nie zabójstwo – stwierdził przewodniczący składu sędziowskiego.
Wyroku i uzasadnienia wysłuchała matka Damiana Ch., która stwierdziła, że jej syn powinien dostać szansę. Obrońca Maciej Ciesielski powiedział, że dopiero po rozmowie ze swoim klientem podejmie decyzję, czy będzie składał apelację od wyroku.
Przypomnijmy, że wszystko wydarzyło się w ubiegłym roku w walentynki w niewielkiej wsi w powiecie mławskim. To była sobota. Najpierw Damian Ch. spotkał się z kilkoma kolegami w sąsiedniej wsi. Młodzieńcy raczyli się alkoholem. Wieczorem Damian Ch. z jednym z kolegów wrócił do domu. Była w nim jego matka i siostra. Kolega Damiana Ch. dość szybko poszedł spać. Samemu Damianowi podobne rozwiązanie zaproponowała matka, ale on stwierdził, że będzie oglądał telewizję i stał się agresywny. Matka zabrała więc jego siostrę i wyszły z domu.
Jednak Ch. nie oglądał telewizji. Zadzwonił do kolegi, z którym wcześniej pił i powiedział mu, że wezwie policję, a kiedy patrol przyjedzie, zabierze funkcjonariuszom broń. Kolega początkowo niezbyt poważnie potraktował pomysł Damiana, ale w końcu wysłał mu SMS-a, by tego nie robił.
Nie poskutkowało. Damian Ch. zadzwonił na policję. Było już dobrze po godz. 22.00. Powiedział, że w domu jest awantura, że biją się kuzyni. Oficery dyżurny komendy w Mławie wysłał patrol. Ten miał jednak problem ze znalezieniem domu Damiana Ch. A Ch. jeszcze dwukrotnie dzwonił do dyżurnego domagając się przyspieszenia interwencji.
W oczekiwaniu na policjantów przygotował sobie siekierę, ale gdy zobaczył światła radiowozu, pomyślał, że przecież policjanci jeżdżą po dwóch. Pobiegł więc po drugą siekierę. Pogasił światła, stanął za drzwiami. Jedną siekierę miał w ręku, drugą przy nodze.
Z zeznań policjanta Grzegorza Z. wynika, że to on pierwszy wszedł do domu. Za nim szła wówczas 30-letnia Alicja P. I to ona otrzymała cios w głowę siekierą. Grzegorz Z. słysząc hałas, odwrócił się i zobaczył koleżankę osuwającą się na podłogę oraz Damiana Ch., szykującego się do zadania następnego ciosu. Policjant ruszył do akcji. Doszło do szamotaniny. Ostatecznie Grzegorzowi Z. udało się obezwładnić napastnika. Wezwane pogotowie najpierw udzieliło pierwszej pomocy Alicji P., a później zawiozło ją do szpitala w Mławie. Stamtąd trafiła do szpitala w Olsztynie.
Dlaczego Damian Ch. chciał zdobyć broń? Jak tłumaczył podczas śledztwa, miał nią nastraszyć sąsiada, rodzinę swojego ojca. A to dlatego, że bił on swoją konkubinę i dzieci. Damian Ch. miał podobne doświadczenia ze swojego dzieciństwa.
Ofiara nastolatka cztery miesiące spędziła w szpitalach. Miała otwarte złamanie czaszki, krwiaka śródmózgowego, odmę wewnątrzczaszkową, ubytki kości. Przez pół roku praktycznie nie mówiła, bo cios spowodował uszkodzenie ośrodka mowy. Od momentu całego zdarzenia policjantka jest na zwolnieniu lekarskim. Wszystko wskazuje na to, że nie wróci już do służby. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze