Nie spodziewaliśmy się aż tak dużego odzewu społecznego, kiedy reagując na maila od jednego z naszych czytelników, przedstawiliśmy skomplikowaną – w kwestii dostępności – sytuację tak zwanej Bratniej Mogiły, czyli miejsca, gdzie spoczywają doczesne szczątki około 100 obrońców Płocka z roku 1920 (historycy mówią o 99 obrońcach pochowanych za dworcem PKP, ale tak naprawdę ich dokładna liczba nie jest możliwa do ustalenia).
Przypominam, w numerze 24. Tygodnika Płockiego, który w punktach sprzedaży ukazał się 14 marca, zasygnalizowaliśmy, że nie ma żadnego dojazdu do miejsca, które – poza cmentarzem garnizonowym – dla każdego dumnego ze swojego miejsca zamieszkania i jego historii mieszkańca Płocka powinno być na samym szczycie nieoficjalnej listy miejsc, o których zobowiązani jesteśmy pamiętać. Nie ma wielu miejsc pochówku tych, którzy w roku 1920 bronili naszego miasta przed nawałą bolszewicką. Większość poległych pochowano na Cmentarzu Garnizonowym, 99 w zbiorowej mogile przy ul. Targowej, nagrobki Obrońców znajdziemy też m.in. na cmentarzu na Radziwiu oraz w nekropolii przy Łukasiewicza.
Brak stosownej rangi miejsca pochówku przy Targowej wynika po trosze z warunków obiektywnych. Kiedy usypano odpowiedni kurhan, który przykrył doczesne szczątki obrońców, nikt sobie pewnie nie wyobrażał, jak na to miejsce wpłynie rozwój komunikacyjny miasta. Tymczasem wybudowana w roku 1934 linia kolejowa z Płocka do Sierpca niejako wyrzuciła to miejsce poza główny nurt życia społecznego naszego miasta. Okres PRL-u nie sprzyjał też oczywiście działaniom zmierzającym do właściwego zadbania o Bratnią Mogiłę. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy nawet w tych mało ciekawych (w kontekście dbania o historię) czasach nie pozwolili, by miejsce to zarosło trawą. W roku 1966 dwaj z nich: Tadeusz Borkowski i Adam Rakowski umieścili na szczycie kopca harcerski krzyż. Od tej pory Bratnia Mogiła nazywana była trochę błędnie Kopcem Harcerzy. Oczywiście nazwa ta nijak nie pasuje do historii tego miejsca, niemniej chyba dobrze się stało, że tak poczęto w okresie PRL-u mówić o mogile, bo dzięki temu to harcerze wzięli na siebie obowiązek dbania o to miejsce.
Nie zmienię zdania, że kiedy już można było otwarcie mówić, kto i w efekcie jakiej wojny pochowany jest w zbiorowej mogile, to zabrakło chyba woli decydentów, by temu miejscu nadać odpowiednią rangę. A można było o to zadbać chociażby przy okazji przekształceń własnościowych gruntów, na których Bratnia Mogiła i droga dojazdowa do niej się znajduje.
Przez wiele lat można tam było dojechać drogą wyłożoną betonowymi płytami, która stała się własnością firmy Budmat. Przedsiębiorstwo się rozwija, powstają nowe inwestycje, dlatego w swoim czasie zagrodziło dojazd do Mogiły ogrodzeniem z blachy. Paradoksalnie tuż przy ogrodzeniu pozostała oficjalna tablica z drogowskazem, która kieruje w stronę Mogiły. A że dojazdu już nie ma? Cóż, kapitalizm i prawa rynku. Naszym zdaniem przy odrobinie dobrej woli ze strony firmy można było ustanowić na czas trwania budowy jakiś dojazd choćby ze strony już istniejących budynków Budmatu. Tylko czy ktoś o to w ogóle w firmie Budmat zabiegał...?
Oddajmy sprawiedliwość, że chociaż dojazdu do Bratniej Mogiły nie ma, to można do niej dotrzeć z innej strony. Tyle że trzeba pokonać składającą się dużej ilości schodów kładkę nad torami od strony dworca PKP. Młodym pewnie to nie przeszkadza, jednak dla starszych jest to przeszkoda nie do pokonania. Nasz czytelnik próbował przenieść po tej kładce rower na drugą stronę torów. Nie dało się, nie dla każdego jest to wysiłek, na który pozwala stan zdrowia.
Mamy zapewnienia, że droga dojazdowa będzie otwarta na kolejną rocznicę obrony Płocka. Czy będzie to rozwiązanie, które sprawdzi się w dłuższej perspektywie czasu – zobaczymy.
Po opublikowaniu artykułu odezwali się ci czytelnicy, którym na sercu leży właściwa dbałość o płockie miejsca pamięci. Niejako zmusili nas – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – używając wielu rzeczowych argumentów do wywołania medialnej dyskusji w tej kwestii. I nie chodzi już tylko o ten nieszczęsny brak dojazdu, ale o pomysły na przyszłość. Zdaniem wielu marmurowe pomniki, kolumny, tablice spełniały swoją rolę przez wiele lat, ale dla wielu młodych ludzi są teraz po prostu archaiczne. Proponują w to miejsce wykorzystanie różnych technik audiowizualnych.
Ktoś powie, po co to wszystko? A chociażby po to, by poprzez naszą historię wzmocnić promocyjno-turystyczny wizerunek Płocka. Kiedy zapytać przeciętnego płocczanina, dlaczego tylko 2 miasta w Polsce dostały po wojnie z bolszewikami odznaczenia: Lwów i Płock, mało kto udzieli właściwej odpowiedzi. No to skąd taką wiedzę czerpać mają mieszkańcy innych części naszego kraju. A jest się czym chwalić. Cięższe potyczki miały wówczas miejsce w wielu miastach, chociażby w Radzyminie, ale tylko w tych 2 odznaczonych krzyżami grodach do boju stanęli wspólnie żołnierze i cywilni mieszkańcy. Walki uliczne we Lwowie trwały dłużej, dlatego to miasto dostało Krzyż Wirtuti Militari, Płock – Krzyż Walecznych. To powód do dumy i warto zrobić wiele, by przyjeżdżającym do Płocka turystom stworzyć odpowiednie, nowoczesne warunki do poznania tej pięknej płockiej karty.
Zatem, przychylając się do próśb czytelników, rozpoczynamy medialną dyskusję na ten temat. Najciekawsze, przelane na papier pomysły będziemy oczywiście publikować.
Tomasz Szatkowski
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze