Reklama

Rozdrapane rany

20/10/2016 07:51

Trzeba rozrywać rany polskie – pisał Żeromski – żeby się nie zabliźniły błoną podłości”. Taką rozdrapaną raną jest „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego. Ten film boli, uwiera, szarpie, wciska w fotel i zapiera dech w piersiach, jak napisał Paweł Lisicki. 60 a może nawet 100 tysięcy ofiar ludobójstwa i 70 lat milczenia zasługują na dobry film. Dobrze zatem, że ten film jest rzetelnie zrobiony, z dobrym aktorstwem, sprawną reżyserią, poruszającą ścieżką dźwiękową, świetnymi zdjęciami. Nic w nim nie brzmi fałszywie. Nawet ci, którzy do kina zazwyczaj przychodzą wygłodniali, po niedługim czasie zastygli w bezruchu i nie utrudniali już dalej odbioru filmu najedzonym. „Wołyń” nie jest zwykłym filmem. Jest swoistym fenomenem społecznym, pomnikiem wystawionym ofiarom straszliwej rzezi z czasów II wojny światowej. Filmowi towarzyszą coraz częściej pojawiające się cenne publikacje odsłaniające arkana tamtych wydarzeń i polityki, która doprowadziła do zbrodni, na czele z ważną książką płocczanina, profesora Grzegorza Motyki („Wołyń 43”), są też publikacje zawierające wspomnienia ofiar ludobójstwa. I film, i książki wypełniają sporą lukę w naszej świadomości i w naszej edukacji.
A jeśli już o edukacji mowa, to wypada odnieść się także do wywołującej coraz większy opór sprawy reform planowanych przez obecną ekipę rządzącą. Całkiem niedawno gościła w Płocku jedna z najbardziej niewydarzonych szefowych resortu oświaty poprzedniej ekipy – pani Kluzik-Rostkowska. Jakie to przykre, że część naszego lokalnego środowiska nauczycielskiego szuka wsparcia w kimś tak nieodpowiednim jak ta pani, która bez najmniejszych kompetencji do kierowania tak ważnym urzędem, bez pojęcia o sprawach edukacji, sama wzbiła się na wyżyny swoich możliwości, reformując zaledwie sklepiki szkolne, teraz staje się rzeczniczką oporu wobec przedsięwzięć dalece wykraczających poza drożdżówki z tych sklepików. Polska oświata, odkąd zaczęła przy niej majstrować ekipa wywodząca się z „Solidarności” po roku 1997, miała się przez ostatnie 20 lat coraz gorzej. Trzeba ją naprawdę zmienić i na pewno nie zrobią tego ani pani Kluzik, ani pan Broniarz. Kurczowe bronienie stanowisk zamiast otwarcia na rzetelną naprawę, która jest potrzebna, jest bolesnym wyrazem naszej nieodpowiedzialności.
Pojawienie się gimnazjów obniżyło poziom nauczania w liceach do tego stopnia, że aby do końca nie skompromitować idei tamtych zmian, obniżono pułap zaliczania matury do śmiesznych 30%. Rozbicie 12-letniego cyklu kształcenia na trzy krótkie etapy nie służy ani kształceniu, ani wychowaniu, ani rzetelnemu uspołecznieniu uczniów. Tamte szkodliwe zmiany znalazły teraz gorliwych obrońców pod tak karykaturalnym przewodnictwem byłej „minister oświaty”. Szkoda, że PiS nie rozpoczął tych słusznych reform od zbudowania solidnych podstaw w postaci pozyskania szerokiego społecznego poparcia i zaufania. Niepotrzebna awantura oTrybunał podkopała to zaufanie i osłabiła poparcie dla koniecznych zmian. Boję się, że reformatorom w warunkach coraz bardziej narastającego oporu ze strony nauczycieli i związków zawodowych za chwilę zabraknie determinacji i zawrócą z obranej słusznej drogi, a rozdrapana rana polskiej oświaty zabliźni się błoną podłej koniunkturalności pod przewodnictwem „pani od drożdżówek”. Mam nadzieję, że nie przestraszy się jej obecna ekipa.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości