Tonący brzytwy się chwyta, a brzytwa jest ostra. Efekt? Paluszki tonący traci i tonie definitywnie. Metodę brzytwy wybrała pani Dulkiewicz, prezydent Gdańska, aby ratować tonącą opozycję.
Nie bierzcie przykładu, panie i panowie prezydenci innych miast. Brzytwą, o którą poraniła sobie rączki, i nie tylko rączki, pani prezydent, i wy sobie je poranicie, jest odkrycie, że lawinowo rośnie ilość prób samobójczych wśród uczniów ósmych klas szkół podstawowych i trzecich klas gimnazjów, a winne temu są oczywiście faszystowskie rządy Prawa i Sprawiedliwości. Pani Dulkiewicz jest osobą sprytną, dała temu wyraz już nie jeden raz, więc nie mówi dużo, nie podaje konkretów, nie ujawnia liczb, nazw szkół, z których pochodzą nieszczęśnicy ani szczegółowych motywów ich desperackich kroków. Pani Dulkiewicz oskarża „tak ogólnie”, aby wywołać „efekt”, a na „efekt” ma się nabrać jakaś część zdesperowanych wyborców, którzy nie mogą przeboleć śmierci „demokracji”, która ożywa u nas zawsze, gdy do władzy dochodzi układ okrągłostołowy, a umiera, kiedy rządy w demokratyczny sposób dostają się w ręce przeciwników tego układu.
J akież to zatem decyzje polityczne wrażych rządów doprowadzają uczniów do tych ostatecznych decyzji, bo chyba nie śmierć demokracji, która większości uczniów, edukowanych w dziedzinie wiedzy obywatelskiej na potęgę, zwisa kalafiorem, o czym świadczy frekwencja przy urnach w najmłodszym pokoleniu? Oczywiście „reforma edukacji” zwana też przez opozycję złośliwie „deformą”. Niestety, pani Dulkiewicz nie zdradza, które aspekty tej reformy, czy deformy, tak desperują uczniów, „kiedy wiemy, jaki jest stan psychiatrii w Polsce”, ale łatwo się domyślić, że chodzi o likwidację gimnazjów i próbę upchnięcia w związku z tym od września w szkołach średnich absolwentów dwóch typów szkół. I to ma tak desperować uczniów, bo nie wszyscy mogą dostać się do „wymarzonych szkół” (czytaj: renomowanych)? Może jednak się źle domyślam, bo pani prezydent zdradza, że „wiadomości o kolejnych próbach samobójczych” odbierała „tej wiosny niemal każdego dnia”. Może więc chodzi o zupełnie inne przyczyny desperackich kroków uczniów, nie odważę się ich nawet nazwać, ale wiedzą Państwo, o co chodzi.
S prawa nadaje się oczywiście do psychiatry, dlatego sugestia pani prezydent, że należało zadbać o poprawę „stanu psychiatrii w Polsce”, zanim zainicjowało się reformy edukacyjne, jest jedyną pozytywną zdobyczą tych pokrętnych wywodów. Rzeczywiście, w tym jest sens, ale problem zaczął się dużo wcześniej, nie przy likwidacji gimnazjów, ale przy ich powoływaniu, któremu towarzyszyła radykalna zmiana strukturalna i merytoryczna polskiej szkoły. Obserwowałem to z poziomu szkoły średniej, a w szczególności z poziomu egzaminu maturalnego, który doprowadzono do takiej postaci, że po nim tylko psychiatra mógł prostować zwichniętą psychikę, nie tylko zresztą uczniów. Pamiętam pracę w komisjach egzaminacyjnych w początkach tamtej reformy. Wielu nauczycieli rezygnowało świadomie po paru podejściach, desperacko broniąc zdrowia psychicznego. Uczniowie nie mieli wyboru. Wszyscy, którzy twierdzą, że wariatkowo zaczęło się za PiS-u, twierdzą tak albo z niewiedzy, albo ze złośliwości. Obydwa motywy powinny stać się powodem głębokich wyrzutów, od których uwolnić może albo ksiądz, albo psychiatra. Kościół się chwieje, ratujmy więc psychiatrię, bo przyszłość polskiej szkoły wciąż pozostaje niepewna.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze