Reklama

Ratownicy zaostrzyli protest. Dyrektor pogotowia: łatamy, jak możemy, ale nie wiem jak długo...

04/10/2021 13:57

Coraz trudniejsza jest sytuacja w płockim pogotowiu. Zgodnie z zapowiedzią ratownicy od 1 października zaostrzyli protest i dołączyli do ogólnopolskiej akcji. Z dzisiejszych informacji wynika, że w płockim pogotowiu na tę chwilę pracy nie podjęło 50% załogi, czyli 77 osób.

Sytuacja niepokoi. I to zarówno naszych czytelników, którzy piszą z pytaniami, co się dzieje. Cytujemy jedno z nadesłanych zapytań: Czy mogą się Państwo zainteresować tematem, że od 3 dni w Płocku i okolicach nie ma obstawy karetek, a ratownicy są ściągani z Glinojecka i Płońska? Czas oczekiwania na karetkę to nawet kilka godzin.
O trudnej sytuacji mówi także dyrektor Płockiej Stacji Pogotowia ratunkowego i Transportu sanitarnego Lucyna Kęsicka. - Dziś jeszcze jeździ Gostynin, Sierpc, bo przenieśliśmy jedną karetkę z Sierpca na Strzelecką. Łatamy, jak możemy, ale nie wiem jak długo, bo masowo spływają kolejne zwolnienia mówi dyrektor Lucyna Kęsicka. I dodaje, że w sytuacji zaostrzenia protestu, nie ma żadnych możliwości. Po prostu nie będzie ludzi do pracy. Mieliśmy spotkania negocjacyjne dotyczące zarobków. Ale nie mam środków na spełnienie oczekiwań finansowych ratowników, które jest w granicach 60  - 70 zł brutto na godzinę. Jeśli nie będzie porozumienia na szczeblu ministerialnym, a ratownicy nie przyjmą pieniędzy, które możemy jako firma zaoferować, sytuacja będzie dramatyczna. Już jest bardzo trudno mówi dyrektor Kęsicka.  - Na razie nie musieliśmy nikomu powiedzieć, że karetka nie dojedzie. Ale w codziennych raportach wysyłanych do wojewody, urzędu marszałkowskiego piszę, że jest zagrożenie, jeśli chodzi o moje karetki. Jeśli teraz zachorują ratownicy w Sierpcu albo w Gostyninie, to nie będzie skąd przestawiać karetek. Bo w tej chwili pomaga nam nawet i Płońsk w rejonie Wyszogrodu. Wczoraj z Raciąża karetka była przeniesiona do Płocka na Narodowych Sił Zbrojnych. W Wyszogrodzie stacjonowała karetka z Glinojecka  przedstawia sytuację dyrektor Kęsicka.
Obecnie w płockim pogotowiu jest 169 etatów, w tym na umowę o pracę, umowę zlecenie i  kontrakty. To oznacza, że zatrudnionych jest w granicach 140 osób.  Z tego 77 nie podjęło pracy.
Problemy pojawiły się już przed podpisaniem podpisaniem porozumienia z ministrem. W odpowiedzi  na brak realizacji postulatów płacowych i dotyczących warunków pracy ratownicy zapowiadali od 1 października  zaostrzenie protestu i tak się stało. W Płocku pracownicy kontraktowi nie podjęli pracy, a pracownicy na umowę zlecenie biorą nagminnie zwolnienia lekarskie.
 

rad

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości