Coraz trudniejsza jest sytuacja w płockim pogotowiu. Zgodnie z zapowiedzią ratownicy od 1 października zaostrzyli protest i dołączyli do ogólnopolskiej akcji. Z dzisiejszych informacji wynika, że w płockim pogotowiu na tę chwilę pracy nie podjęło 50% załogi, czyli 77 osób.
Sytuacja niepokoi. I to zarówno naszych czytelników, którzy piszą z pytaniami, co się dzieje. Cytujemy jedno z nadesłanych zapytań: – Czy mogą się Państwo zainteresować tematem, że od 3 dni w Płocku i okolicach nie ma obstawy karetek, a ratownicy są ściągani z Glinojecka i Płońska? Czas oczekiwania na karetkę to nawet kilka godzin.
O trudnej sytuacji mówi także dyrektor Płockiej Stacji Pogotowia ratunkowego i Transportu sanitarnego Lucyna Kęsicka. - Dziś jeszcze jeździ Gostynin, Sierpc, bo przenieśliśmy jedną karetkę z Sierpca na Strzelecką. Łatamy, jak możemy, ale nie wiem jak długo, bo masowo spływają kolejne zwolnienia – mówi dyrektor Lucyna Kęsicka. I dodaje, że w sytuacji zaostrzenia protestu, nie ma żadnych możliwości. – Po prostu nie będzie ludzi do pracy. Mieliśmy spotkania negocjacyjne dotyczące zarobków. Ale nie mam środków na spełnienie oczekiwań finansowych ratowników, które jest w granicach 60 - 70 zł brutto na godzinę. Jeśli nie będzie porozumienia na szczeblu ministerialnym, a ratownicy nie przyjmą pieniędzy, które możemy jako firma zaoferować, sytuacja będzie dramatyczna. Już jest bardzo trudno – mówi dyrektor Kęsicka. - Na razie nie musieliśmy nikomu powiedzieć, że karetka nie dojedzie. Ale w codziennych raportach wysyłanych do wojewody, urzędu marszałkowskiego piszę, że jest zagrożenie, jeśli chodzi o moje karetki. Jeśli teraz zachorują ratownicy w Sierpcu albo w Gostyninie, to nie będzie skąd przestawiać karetek. Bo w tej chwili pomaga nam nawet i Płońsk w rejonie Wyszogrodu. Wczoraj z Raciąża karetka była przeniesiona do Płocka na Narodowych Sił Zbrojnych. W Wyszogrodzie stacjonowała karetka z Glinojecka – przedstawia sytuację dyrektor Kęsicka.
Obecnie w płockim pogotowiu jest 169 etatów, w tym na umowę o pracę, umowę zlecenie i kontrakty. To oznacza, że zatrudnionych jest w granicach 140 osób. Z tego 77 nie podjęło pracy.
Problemy pojawiły się już przed podpisaniem podpisaniem porozumienia z ministrem. W odpowiedzi na brak realizacji postulatów płacowych i dotyczących warunków pracy ratownicy zapowiadali od 1 października zaostrzenie protestu i tak się stało. W Płocku pracownicy kontraktowi nie podjęli pracy, a pracownicy na umowę zlecenie biorą nagminnie zwolnienia lekarskie.
rad
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze