W miejscowości Bończa, w gminie Słubice, mieszkańców paraliżuje strach. Biegają tam trzy agresywne psy atakujące ludzi. Miejscowi skarżą się, że problemem nikt się nie interesuje, ani policja, ani urząd gminy.
– Psy zagryzają zwierzęta domowe, a także inne psy, które potem zjadają. Dzieci boją się wychodzić na podwórko i do szkoły. Policja nic nie może zrobić, a wójt umywa ręce – mówi jedna z mieszkanek Bończy.
Policja jest innego zdania i twierdzi, że funkcjonariusze z Posterunku Policji w Słubicach w tej sprawie interweniowali. – Sporządzili i złożyli w sądzie wniosek o ukaranie właścicielki psów. Problem jednak polega na tym, że właścicielka psów przebywa w zakładzie karnym, gdzie odbywa karę za inne czyny. Na chwilę obecną psy są bezdomne, przebywają na ogrodzonym terenie, jednak mogą z niego się wydostawać. Z uwagi na fakt, że są to bezdomne psy, o fakcie policjanci powiadomili Urząd Gminy, który ma obowiązek zająć się tą sprawą – komentuje Krzysztof Piasek z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Płocku.
W tym miejscu można się zastanawiać, co zamknięte na posesji zwierzęta mają jeść, jeżeli ich właścicielka przebywa w więzieniu? Jeśli nie wydostawałyby się za ogrodzenie, najpewniej już by zdechły z głodu. Krzysztof Dylicki z zarządzania kryzysowego Urzędu Gminy Słubice wyjaśnia, że psy są dokarmiane, ale bardzo rzadko. – Czasami pojawia się tam mąż właścicielki i przywozi im coś do jedzenia, dokarmiają je również sąsiedzi. Jednak gdy psy zgłodnieją, przechodzą przez dziury w ogrodzeniu i same próbują zdobyć pożywienie, wtedy stają się agresywne. Właścicielki nie można ukarać, bo przebywa w zakładzie karnym. Sytuacja jest skomplikowana. Pracownik urzędu wyjaśnia, że psy były dużo groźniejsze do czasu, kiedy przebywały z matką. – Teraz na posesji zostały już tylko dwa młode psy, ponieważ ich matka gdzieś zaginęła, i teraz są spokojniejsze – dodaje Krzysztof Dylicki.
W Urzędzie Gminy w Słubicach dowiedzieliśmy się także, że jeśli psy mają właściciela i wychodzą za ogrodzenie posesji jedynie incydentalnie oraz nie atakują ludzi, to nie można ich w takiej sytuacji odłowić i przewieźć do schroniska. Poza tym pracownicy gminy podkreślają, że schwytanie takiego zwierzęcia wiąże się z dużymi kosztami – około 2 tys. zł. mś
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze