W ostatnich latach coraz głośniej mówi się o tzw. „sankcji kredytu darmowego” (SKD). To potężne narzędzie, które w przypadku błędów po stronie banku pozwala konsumentowi spłacić kredyt bez żadnych odsetek i kosztów. Jednym z najczęstszych błędów, który otwiera drogę do darmowego kredytu, jest nieprawidłowe określenie w umowie „całkowitej kwoty kredytu”.
Ustawa o kredycie konsumenckim nakłada na banki i firmy pożyczkowe szereg obowiązków informacyjnych. Ustawodawca uznał, że konsument musi dokładnie wiedzieć, na co się zgadza. Art. 45 ustawy stanowi, że jeśli kredytodawca naruszy określone obowiązki (w tym te dotyczące treści umowy), konsument może złożyć pisemne oświadczenie i od tego momentu zwraca kredyt „bez odsetek i innych kosztów kredytu należnych kredytodawcy”. Mówiąc wprost: oddajemy tylko tyle, ile faktycznie pożyczyliśmy. Dla banku oznacza to utratę całego zarobku.
Jednym z fundamentalnych wymogów, określonych w art. 30 ust. 1 pkt 4 ustawy, jest precyzyjne wskazanie w umowie „całkowitej kwoty kredytu”. Zgodnie z definicją ustawową jest to „maksymalna kwota wszystkich środków pieniężnych, które kredytodawca udostępnia konsumentowi na podstawie umowy o kredyt”. „Udostępnienie” oznacza postawienie środków do dyspozycji konsumenta – tak, aby mógł z nich swobodnie skorzystać, np. poprzez przelew na jego konto, konto osoby trzeciej (np. sprzedawcy samochodu) lub wypłatę gotówki.
Wątpliwości pojawiają się, gdy bank udziela kredytu, ale jednocześnie potrąca z niego (lub dolicza do salda zadłużenia) swoje prowizje, opłaty przygotowawcze czy składki ubezpieczeniowe. Są to tzw. „kredytowane koszty kredytu”.
Wyobraźmy sobie sytuację: Pan Jan potrzebuje 20 000 zł na remont. Bank zgadza się udzielić pożyczki, ale nalicza 5 000 zł prowizji, którą „kredytuje”, czyli dolicza do kwoty zadłużenia. Na konto Pana Jana trafia 20 000 zł. W takich sytuacjach banki często wpisują w umowie, że „całkowita kwota kredytu” wynosi 25 000 zł. Taki zapis jest sprzeczny z prawem. Ponieważ owe 5 000 zł prowizji nigdy nie zostało Panu Janowi *udostępnione*. Te środki nigdy nie trafiły do jego dyspozycji; zostały wirtualnie naliczone i natychmiastowo „zabrane” przez bank na pokrycie kosztów.
Zgodnie z prawem w tym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) całkowita kwota kredytu to suma, którą konsument rzeczywiście otrzymuje „do ręki” lub na rachunek, aby nią swobodnie dysponować. W przypadku Pana Jana, całkowita kwota kredytu wynosi 20 000 zł.
Sytuację gmatwa fakt, że ustawa o kredycie konsumenckim rozróżnia trzy różne pojęcia:
Naruszenie, które prowadzi do sankcji kredytu darmowego, polega najczęściej na tym, że bank jako „całkowitą kwotę kredytu” (pkt 1) podaje w umowie „kwotę wypłaconego kredytu” (pkt 2), zawyżając ją o skredytowane prowizje i opłaty.
Brak podania prawidłowej całkowitej kwoty kredytu jest naruszeniem art. 30 ust. 1 pkt 4 ustawy, co z kolei aktywuje art. 45. Zatem jeśli w Państwa umowie kredytu konsumenckiego (dotyczy to kredytów do kwoty 255 550 zł lub jej równowartości w innej walucie, zaciągniętych po 18 grudnia 2011 r.) całkowita kwota kredytu została określona nieprawidłowo – czyli wliczono do niej prowizje lub składki ubezpieczeniowe, których Państwo fizycznie nie otrzymali – otwiera to drogę do skorzystania z sankcji kredytu darmowego.
Co należy zrobić? Przede wszystkim dokładnie przeanalizować swoją umowę. Sprawdzić, jaka kwota widnieje jako „całkowita kwota kredytu” i porównać ją z sumą, którą faktycznie otrzymali Państwo do dyspozycji. Jeśli liczby się różnią, a różnica wynika z doliczonych kosztów, należy rozważyć złożenie do banku pisemnego oświadczenia o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego.
radca prawny Karol Olkuski
pl. Stary Rynek 2 lok 1B, Płock
www.olkuski.legal
kancelaria@olkuski.legal
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze