Reklama

Program „nowej wiary”

18/06/2019 11:35

Wielu rodaków zastanawia się, z jakim programem wystąpi w nadchodzącej kampanii wyborczej opozycja. Chodzi oczywiście o program „dla całego społeczeństwa”, ponieważ na razie partie opozycyjne mają zaledwie program dla środowisk określanych tajemniczym mianem „LGBT”, co się ponoć tłumaczy jako „lesbijki, geje, biseksualiści i transseksualiści”. Widać zatem, że program polityczny opozycji jest w tym roku mocno zabarwiony seksualnie, choć nie wiadomo dlaczego skierowany wyłącznie do mniej popularnych „orientacji” w społeczeństwie. Czyżby opozycja naprawdę nie miała nic w ofercie dla osób heteroseksualnych, których można spotkać jeszcze dość pokaźną ilość? Czy te osoby nie stanowią już przedmiotu zainteresowania dla tych „strażników transformacji”, którzy występują w polityce od samego jej początku, tylko pod coraz nowszymi szyldami (ciekawe dlaczego?) i którzy kilka lat temu dali się tak niefortunnie podejść na niewybrednych pogaduszkach w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, co musiało się skończyć utratą władzy, bo wyborcza „czerń”, gdy się zorientowała, czym odżywiają się jej dobrodzieje, podziękowała im za służbę.
G orzkich żalów i lamentów było po tamtych wydarzeniach bardzo dużo, głównie skierowanych do tej niewydarzonej „czerni”, że tak łatwo uwierzyła w bajki o „ośmiorniczkach”. I tak już pozostało, że do dziś opozycja nie ma żadnego konstruktywnego programu ani siły przekonywania, która wyjaśniłaby dzikiej „czerni”, że „wolność i solidarność”, choć się nimi nie najesz i rodziny nie wyżywisz, są czymś lepszym niż „500+”. Więcej nawet, że „niezawisłe sądy i praworządność, i demokracja, i Trybunał Konstytucyjny, i Krajowa Rada Sądownictwa, i gimnazja, i późniejsza emerytura, i wyłudzany VAT, i… to wszystko jest czymś lepszym niż „500+”. A teraz, kiedy nadzieja na zwycięstwo skurczyła się jeszcze bardziej, przyszła kolej na przekonywanie, że „LGBT” jest czymś lepszym niż tradycyjny seks, a jeśli nawet nie, to zasługuje na równe traktowanie. Temu mają służyć tak szumnie popierane przez postępowych parlamentarzystów i samorządowców opozycji organizowane w całym kraju z takim rozmachem tzw. „marsze równości”.
D obrze, że są organizowane te marsze i towarzyszące im ceremonie religijne; oby jak najczęściej. Dzięki nim „dzika czerń” zdobywa pewność już nie tylko na temat tego, kto każe jej się wyżywić demokracją i solidarnością, ale przede wszystkim, kto jakie wyznaje orientacje i co knuje po wyborach. Pochody z ukoronowaną waginą parodiujące procesję Bożego Ciała, tęczowe nabożeństwa drwiące z katolickiej liturgii, hasła programowe w rodzaju „aborcja jest OK”, „chcę ruchać swojego faceta”, „małżeństwa dla wszystkich z prawem do adopcji”, „sport, zdrowie, homoseksualizm” to program godny luminarzy religii postępu, ale czy przekona przywiązaną do tradycji dziką czerń, która zna jeszcze takie pojęcia jak „Bóg”, „prawda”, „grzech”, „dewiacja”, „demoralizacja”, „Pismo święte”? Niech jedzie opozycja z tym swoim programem religijnym do każdej gminy, jak obiecuje, ale niech przekona do niego, bo to, co widzimy podczas tych tęczowych korowodów może jest i ładne, ale zdaje się być pozbawione rozumu, którego ślady tlą się nawet w „dzikiej czerni”. Stąd ten zawzięty opór przed dogmatami „nowej wiary”, które ich wyznawcy przyjmują bez dowodów. Nawet tolerancja ma swoje granice i jeśli chce się je przekraczać, to wypada to uzasadnić.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości