Od pewnego czasu witryny sklepów i lokali gastronomicznych, także okna wystawowe salonów piękności zdobią ogłoszenia o poszukiwaniu chętnych do pracy, najczęściej w charakterze kelnerów, modystek, kierowców, sprzedawczyń. Zatrudnienie na jakiejkolwiek budowie znajduje każdy, kto ma tylko na to ochotę. Wysoko wykwalifikowanych specjalistów po zawodówkach, na przykład spawaczy, szukać trzeba ze świecą. Praca czeka na zainteresowanych! Dlaczego zatem oficjalnie zarejestrowane bezrobocie sięga kilkunastu procent? Wszystko wskazuje na to, że wielu potencjalnych bezrobotnych pracuje na czarno, bowiem płaca za legalne zatrudnienie, w związku z różnymi innymi obciążeniami finansowymi pracodawcy, jest po prostu zbyt mała, by potencjalny pracobiorca zainteresował się tego typu ofertą. Reasumując: mamy kilkunastoprocentowe bezrobocie i jednocześnie... w ogóle go nie mamy. Według stanu na koniec kwietnia 2007 roku, liczba bezrobotnych z terenu Płocka i powiatu płockiego wynosiła dokładnie 19899 osób. W stosunku do kwietnia 2006 roku, zmniejszyła się o 3994 osoby. Tylko w kwietniu pracę znalazło 726 osób i o tyle zmniejszyła się liczba pozostających bez zatrudnienia. W Płocku nie ma pracy niemal 10200, a w powiecie 9701 osób. Z całej liczby bezrobotnych aż 11 817 to kobiety, których cały czas jest około 60%. Nie posiada prawa do zasiłku 87% bezrobotnych, a w tej grupie jest 23% osób, które nigdy w życiu nie pracowały. Wśród osób zarejestrowanych 29% jest w wieku 25-34 lata, 19% to młodzież do 24 lat, a tylko 7% to osoby w wieku przedemerytalnym. Najwięcej osób zarejestrowanych, prawie 36%, ma wykształcenie gimnazjalne i niższe, 29% zawodowe, najmniej bezrobotnych ma wykształcenie wyższe – 5,6% oraz średnie ogólnokształcące – 7,3%. W kwietniu 2007 roku zarejestrowanych zostało 1409 osób bez pracy, w tym 177 osób otrzymało status bezrobotnego po raz pierwszy, zaś wyłączono z ewidencji 2135 osób, większość podjęła pracę, ale część to osoby, które nie potwierdziły gotowości do jej podjęcia. Praca czeka na bezrobotnych, ale nie każdy może znaleźć to, czego szuka. Od początku tego roku do końca kwietnia, Powiatowy Urząd Pracy zrealizował 2576 ofert. – Jak na I kwartał roku, to bardzo dużo, bo na koniec kwietnia przed rokiem, mieliśmy zrealizowanych tylko 1175 ofert – tłumaczy Katarzyna Kęsicka, dyrektor PUP. – Każdego roku, między listopadem a kwietniem jest znacznie mniej ofert, potem, z początkiem prac sezonowych, sytuacja się poprawia. Być może więc ten rok, który tak dobrze się rozpoczął, będzie rekordowy. Około 10% wszystkich ofert to propozycje pracy w szeroko pojętym budownictwie. Poszukiwani są także księgowi, ale tu pracodawcy oczekują konkretnych, zwykle wysokich kwalifikacji. Tradycyjnie są oferty pracy dla przedstawicieli handlowych, opiekunów do domów opieki, inżynierów budownictwa, sprzedawców z umiejętnościami obsługi kasy fiskalnej, pracowników ochrony, ogrodników, fryzjerów, kosmetyczek, kucharzy, także kierowców z licznymi uprawnieniami i doświadczeniem w transporcie międzynarodowym. – My mamy świadomość, że nie wszyscy pracodawcy, mimo iż mają obowiązek ustawowy, zgłaszają u nas wolne miejsca pracy lub przygotowania zawodowego – wyjaśnia K. Kęsicka. – Ale obserwujemy, że w związku z brakiem na rynku osób wykwalifikowanych, pracodawcy chętniej zgłaszają takie oferty. Nie da się ukryć, że wielu fachowców wyjechało za granicę, a ci co zostali, mają wysokie kwalifikacje i oczywiście spore wymagania. Bardzo często więc blokadą jest wynagrodzenie. – Jeśli my proponujemy fachowcowi pracę za 400 – 800 zł, to on z niej nie skorzysta – dodaje pani dyrektor. – Sam sobie znajdzie, często lepiej płatną. Może też wyjechać.
Młoda dyspozycyjna ze stażem Pani Maria, lat 45, znakomita sekretarka, z długim stażem, doskonale znająca wszelkie urządzenia biurowe, ale bez znajomości języka obcego, straciła pracę na rzecz młodszej kobiety. Jej następczyni ma skończone wyższe studia, perfekcyjnie zna angielski, a na dodatek, jak mówi rozgoryczona czytelniczka, ma długie nogi i nie jest obarczona rodziną, co oznacza jej dyspozycyjność niemal przez 24 godz. Teraz pani Maria szuka dla siebie pracy, śledzi oferty, przegląda internet, ale sekretarki, przynajmniej takiej jak ona, nikt nie szuka. – Pewnie w rezultacie pójdę do sklepu, albo knajpy, oczywiście jeśli spodobam się właścicielowi, bo wielu nie ukrywa, że szuka studentów lub rencistów, żeby nie płacić składek – mówi. Sytuacja na rynku pracy szybko się zmienia, a tempo podwyższania kwalifikacji jest galopujące. Kiedyś do pracy w niektórych zawodach wystarczało wykształcenie średnie, dziś musi być wyższe, poparte licznymi kursami, znajomością języków obcych. W takiej sytuacji młode kobiety mają zdecydowanie więcej atutów, z których jednym jest wiek i eliminują gorzej wykształcone, starsze, choć doświadczone pracownice. Dziś jest niewiele takich sekretariatów, by za biurkiem siedziała starsza kobieta. Rozgoryczenia nie kryje pani Iwona, którą spotykamy w Urzędzie Pracy. – Odchowałam dzieci i postanowiłam wspomóc domowy budżet – wyjaśnia. – Mam 35 lat i przede wszystkim dobre chęci. Przerwałam studia, by urodzić dziecko, a potem nie było już szans na naukę. Teraz mam maturę, żadnego doświadczenia, ale szybko się uczę. Tylko dla pracodawcy to żadna rekomendacja. Pani Iwona może dostać ofertę pracy, ale osoby w jej przypadku, nie często z niej korzystają. – To taki przykład osoby, która z powodów racjonalnych, choć pracy szuka, ostatecznie rzadko ją podejmuje – tłumaczy dyrektor Kęsicka. – Kiedy policzy koszty dojazdu, zapewnienia opieki nad dziećmi, doda do tego wydatki na ubrania i wiele innych, to okaże się, że taniej siedzieć w domu. A jeśli mąż jest w stanie zabezpieczyć środki na przynajmniej podstawowe potrzeby, to zwykle kobieta rezygnuje z podjęcia pracy. Kobiety mają zdecydowanie gorsze możliwości znalezienia pracy, ale często też nie są zainteresowane jej podjęciem. Choćby taki przykład. Szpitale zaczynają odczuwać braki średniego personelu. W płockim PUP jest zarejestrowanych ponad 100 pielęgniarek. – Podjęliśmy działania, by na nowo dać uprawnienia pielęgniarkom, które z różnych powodów utraciły prawo do wykonywania zawodu – mówi K. Kęsicka. – Wszystkie te zarejestrowane osoby zostały wezwane, zaproponowaliśmy im szkolenia, dając niemal gwarancje miejsca pracy. Proszę sobie wyobrazić, że chętnych jest 5 osób. Inny poszukujący pracy nie może jej znaleźć, ponieważ brakuje mu udokumentowanego stażu. – Do tej pory pracowałem na czarno, jestem murarzem, pracy nie brakowało, nawet nieźle zarabiałem. Ale moja dziewczyna zaszła w ciążę, weźmiemy ślub i doszliśmy do wniosku, że powinienem podjąć pracę na stałe. Oficjalnie nie miałem żadnego świadectwa pracy, ale jestem dobrym fachowcem, nigdy nie narzekałem na brak roboty. Dyrektor Kęsicka tłumaczy, że na pewno, gdy brakuje rąk do pracy, wtedy wymagania się obniża. – Sytuacja, w której w pewnych zawodach coraz bardziej zaczyna brakować rąk do pracy, powoduje, że wymogi stawiane przez pracodawców są niższe. Bo albo ma się pracownika, który od razu podejmie pracę, to go się przyjmuje, nawet bez większego doświadczenia. Zresztą nigdzie nie jest powiedziane, że osoba z mniej udokumentowanym doświadczeniem jest gorszym fachowcem. Opinia o polskich pracownikach na rynkach europejskich zmienia się na lepsze, są poszukiwani i chwaleni. Takich i podobnych rozmów z osobami poszukującymi pracy, można przeprowadzić wiele. Bo do Urzędu Pracy przychodzą przede wszystkim ci, którzy mają nietypowe, mało popularne umiejętności, albo szukają czegoś wyjątkowego. Obok wizyty w Urzędzie, osoby zainteresowane podjęciem pracy, mogą jej szukać w internecie, w gazetach, gdzie stron z ogłoszeniami jest coraz więcej, można także szukać u znajomych. Jedni szukają pracy w kraju, inni za granicą. Jednym z miejsc, gdzie warto się udać poszukując pracy, jest sklep z ofertami przy ul. Miodowej. – Dostajemy oferty z różnych źródeł, a skorzystać z ich może każda osoba, nie tylko bezrobotny – słyszymy. – Mogą sobie wybrać ofertę także osoby, które chcą zmienić pracę. Rzeczywiście, od kilku miesięcy mamy więcej propozycji, ale poszukujących jest jeszcze więcej. Do PUP docierają także oferty zagraniczne, głównie z Irlandii i Anglii. Przede wszystkim poszukiwani są pracownicy w zawodach: kucharz, barman – kelner, operator maszyn, rzeźnik, sprzedawca, animator rozrywki, blacharz, mechanik samochodowy, recepcjonista. Część z nich trafia z Wojewódzkiego Urzędu Pracy, pozostałe z agencji pośrednictwa. Coraz trudniej jest o oferty sezonowej pracy w rolnictwie w Niemczech, do niedawna bardzo popularne. Pracodawcy, którzy mają zezwolenia na zatrudnienie u siebie obcokrajowców, nie korzystają już z Urzędów. Teraz wysyłają oferty bezpośrednio do osób, z którymi wcześniej współpracowali. Można skorzystać z tych ofert, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że jednym z podstawowych kryteriów, którego nie można ominąć, jest znajomość języka kraju, do którego chętny się wybiera. W Urzędzie oferty są sprawdzone, z pełną informacją, czasem nawet zawierają sumę wynagrodzenia, możliwość zakwaterowania oraz dane, gdzie się zgłosić. Czy ilość ofert pracy, dostępnych w PUP w miesiącach, tzw. martwych jest zapowiedzią znacznego zmniejszenia bezrobocia, trudno to ocenić. Można jednak z wielkim prawdopodobieństwem stwierdzić, że praca czeka na każdego chętnego. Może nie zawsze jest ona wymarzona, za oczekiwane pieniądze, ale w porównaniu do lat poprzednich, jest znacznie łatwiej dostępna. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze