Zapoczątkowana przez Redakcję „Tygodnika Płockiego” dyskusja o „Bratniej Mogile” to doskonała okazja, aby porozmawiać o szerszym problemie, czyli polityce pamięci w wydaniu lokalnym.
Płock i płocczanie znajdują się w tej chwili w środku okresu pomiędzy dwoma rocznicami upamiętniającymi wydarzenia z najnowszej historii Polski, które należy traktować jako istotne nie tylko dla Płocka, ale także dla całego państwa. Mowa tu oczywiście o strajkach z czerwca 1976 roku oraz Obronie Płocka z sierpnia 1920 r. Oba te historyczne wydarzenia to kamienie, na których można budować nowoczesną politykę pamięci, której – śmiem twierdzić – w Płocku nie ma. Sam fakt, że asumptem do niniejszej dyskusji jest problem z dostępnością miejsca upamiętniającego jedno z kluczowych wydarzeń w najnowszej historii miasta, to dowód na to, że w tej materii nie dzieje się dobrze.
Tablice, pomniki, kolumny, uroczystości organizowane w rocznice – wszystkie tego typu wspaniałe i doniosłe „narzędzia” wykorzystywane do kształtowania historycznej pamięci wypełniają swoje tradycyjne zadania podkreślenia społeczno-kulturowego znaczenia konkretnej postaci czy też wydarzenia. Należy sobie zadać jednak pytanie czy współczesne, nowoczesne miasto nie powinno w tej sferze robić czegoś więcej i czy nie warto zaprząc przeszłych wydarzeń do pracy na rzecz przyszłości?
Nowoczesna polityka pamięci to coś więcej niż kształtowanie pamięci o przeszłości i historycznie istotnych postaciach i wydarzeniach, to także coś więcej niż budowanie materialnych, statycznych śladów w przestrzeni miasta. Współczesna polityka pamięci, czy też szerzej polityka historyczna, realizowana, nieistotne czy na poziomie państwa, czy na poziomie samorządu, to ważny element budowania zarówno tożsamości lokalnej wspólnoty, ale też narzędzie z obszaru soft power, które służy podnoszeniu rangi miasta/państwa oraz budowaniu chociażby jego walorów turystycznych. Do tego potrzebne są jednak nowoczesne rozwiązania, jak np. interaktywne muzea, w których przy zastosowaniu najnowszych technologii (swoją drogą wykorzystywanych przez nas na co dzień) można ciekawie, a jednocześnie z szacunkiem opowiadać historię.
Heroiczna Obrona Płocka wydaje się idealnie pasować do roli aktu założycielskiego dla miejskiej „nowej” polityki pamięci. Wydarzenie bez precedensu w skali kraju, z którego płocczanie są dumni, nosi w sobie przecież potencjał ogólnopolski. Bohaterstwo, poświęcenie i wreszcie zwycięstwo (opisane i udokumentowane przez m.in. dra Grzegorza Gołębiewskiego) – to wszystko aż prosi się, aby zostać wykorzystanym do budowania oraz wzmacniania tak lokalnej tożsamości, jak i np. turystycznej atrakcyjności miasta. Wagę i znaczenie w wymiarze społeczno-kulturowym Obrony Płocka wyczuwają doskonale mieszkańcy miasta, z celebrującymi kolejne rocznice płockimi kibicami na czele.
Tymczasem podejmowane przez płocki samorząd na przestrzeni ostatnich lat działania upamiętniające Obronę Płocka (m.in. kampania billboardowa na okoliczność setnej rocznicy, graffiti na osiedlu Międzytorze itp.) nadal osadzone są na archaicznym już modelu polityki pamięci skupionej na… upamiętnianiu tego wydarzenia wśród płocczan.
Wydaje się, że ten model nie jest adekwatny do historyczno-kulturowego potencjału, który wydarzenia z sierpnia 1920 posiadają, i na którego realizację zasługują. Płock potrzebuje bowiem polityki pamięci nowoczesnej, nie spod znaku pomnika i podręcznika, ale takiej, która będzie atrakcyjna zarówno dla płocczan, jak i turystów. Takiej która będzie wzmacniać wspólnotę lokalną, ale też promować miasto na zewnątrz. Dziś potrzebne są nie kolejne książki, tablice itp. (swoją drogą, jak wynika z ustaleń Piotra Gryszpanowicza, na terenie miasta miejsc upamiętniających Obronę Płocka jest już relatywnie dużo), ale miejsce, które stanie się atrakcją dla mieszkańców i turystów, miejsce, które w sposób nowatorski, przemyślany i przystępny opowie tę wielką historię. Miejsce, dzięki któremu Obrońcy Płocka otrzymają godne miejsce w panteonie polskich bohaterów, a Płock będzie mógł pochwalić się swoją historią (przecież tego typu muzeum nie musi ograniczać się li tylko do Obrony Płocka) przed rzeszami gości i turystów odwiedzających miasto z okazji festiwali, jarmarków, itp. Potrzeba nam nowych narzędzi, aby opowiedzieć na nowo stare historie, w sposób, który będzie budować relacje międzypokoleniowe, dumę z rodzinnego miasta i jego prestiż na zewnątrz.
Filip Springer napisał, że Płock to miasto dla kochanków. Inni powiedzą, że miasto nad Tumskim Wzgórzem to miasto festiwali, które ożywa latem. Dla jednych i drugich Płock może być także Miastem-Bohaterem. Czemu bowiem z hasła o bohaterskości płocczan nie zrobić swoistego całorocznego zaproszenia? Czemu nie opowiedzieć historii heroicznej płockiej obrony gościom odwiedzającym Płock? Jeżeli płocczanie, a przede wszystkim władze miasta nie zadbają o promocję tej historii na zewnątrz, to nikt za nich tego nie zrobi. A przecież jest się czym pochwalić…
dr Arkadiusz Lewandowski
Katedra Teorii Polityki i Zarządzania Sferą Publiczną
Wydział Nauk o Polityce i Administracji
Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze