Jeszcze przed chwilą mój spławik był wyraźnie widoczny, jednak niebawem przede mną nie było już nic widać poza ciemną taflą wody. Jest to dla wędkarza łowiącego metodą spławikową krytyczny moment związany z zapadającym zmrokiem. Łowienie ze spławikiem przestaje być możliwe. A przecież właśnie teraz, kiedy „widzimy” już tylko ciemność, często biorą największe ryby. Chcąc łowić w ciemnościach trzeba zamienić fluorescencyjną antenkę spławika na silniejsze źródło światła. Kilka razy próbowałem łowić w rzecznym nurcie ze świetlikiem umieszczonym na długim spławiku. Muszę przyznać, że było trudno. Mówiąc prawdę, nocny połów ze spławikiem w wodzie płynącej nie jest wart zachodu. Natomiast w wodach stojących sprawa ma się zupełnie inaczej. Małe światełko na czubku spławika przynosi nieocenione korzyści. Niektóre gatunki ryb, np. leszcze, wykazują dużą aktywność właśnie nocą. Bardzo chętnie żerują w ciemnościach i przeważnie dają się wówczas dużo łatwiej złowić. Szczególnie dotyczy to tych wód, w których ryby za dnia poddawane są dużej wędkarskiej presji. Prawie wszystkie ryby, zwłaszcza duże, są w takich miejscach za dnia bardzo ostrożne i niemal nie do przechytrzenia. Natomiast po zmroku stanowią względnie łatwą zdobycz. Zestaw spławikowy do nocnego połowu musi być prosty i odporny na splątanie. Nadaje się do tego każdy spławik typu waggler ze stosunkowo dużą wypornością, minimum 2 gramy. Nawet jeśli łowimy stosunkowo blisko brzegu, polecałbym użycie raczej długiego wagglera o sporej wyporności.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze