Kampania wyborcza skończona, ale jej echa ciągle są słyszalne. Również na naszym lokalnym podwórku. Kandydat na posła z naszego okręgu, radny ze stolicy, a dziś już poseł, złożył doniesienie do prokuratury na prezydenta naszego pięknego miasta. Podejrzewał popełnienie przestępstwa przy wynajmowaniu lokalu pewnemu stowarzyszeniu. Szanowni Czytelnicy bez trudu znajdą nazwę w Internecie. A jest to szczegół istotny dla sprawy… Nie jestem prokuratorem, zatem nie do mnie należy rozstrzyganie o słuszności zarzutu. Niemniej uważam, że pan poseł się po prostu czepia. Lokal stowarzyszeniu się bezwzględnie należy. Nawet na preferencyjnych warunkach. Właśnie ze względu na nazwę, nawiązującą do nazwy pewnego miasta nad Bałtykiem. Z okresu międzywojennego, ale i dziś chętnie przez władze tegoż miasta przywoływaną! To kontekst historyczny. A współczesny? Jest oczywisty. W sytuacji braku państwowości polskiej na terytorium między Odrą i Bugiem, okupowanym przez „państwo PiS” wszelkie nawiązania do tamtych ponurych czasów są jak najbardziej pożądane. Jak choćby tworzenie struktur państwa alternatywnego, typu Społeczny Trybunał Konstytucyjny. Zatem, niezależnie od treści, jakie się pod nią kryją, preferencje należą się rzeczonemu stowarzyszeniu za samą nazwę. I nie muszą się ograniczać tylko do lokalu. Warto rozważyć udostępnienie korytarza. Eksterytorialnego… Ale dość żartów. W działalności publicznej nazwy mają znaczenie i wywołują rozmaite skojarzenia. Warto zwracać uwagę na ten szczegół…
Czas na refleksje powyborcze. Zasadniczych zwrotów nie ma, ale… Może się zmienić klimat. Na jaki? Cóż, jak głosi mądrość ludowa, na dwoje babka wróżyła. Opozycja przejmuje Senat (o ile nie dojdzie do jakichś transferów albo układów, których nie można wykluczyć). Jest zatem szansa, że polityka przeniesie się z ulicy do salonów, gdzie jej miejsce, czyli do parlamentu. Opozycja zyskuje pole gry, nad którym ma kontrolę. Może nadać pracom izby wyższej, czyli „izby refleksji i zadumy” tempo prac właściwe dla jej charakteru. Koniec z obradami po nocach, zatwierdzania ustaw w sprinterskim tempie i tym podobnych wyczynów charakterystycznych dla minionej kadencji. No i będzie kontrola nad czasem wystąpień, możliwość wyżycia się na mównicy, zamiast na wiecach. Oczywiście i reglamentowania czasu dla przedstawicieli opcji „trzymającej władzę”. Słowem, opozycja będzie miała okazję pokazać, jak powinna wyglądać wzorcowa praca parlamentu, o którą przez cztery lata bezskutecznie się dopominała. I to byłby stan pożądany.
Ale może być tak, że przyjdzie nam obserwować swoisty mecz, rozgrywany na dwóch boiskach wedle zasady: jak wy nam w Sejmie, to my wam tak w Senacie. Czyli jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczykom (to cytat z pewnego serialu, powtórka jest na pewno do obejrzenia na którymś z kanałów)!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze