Reklama

Po debacie…

08/10/2019 11:14

Obejrzałem debatę kandydatów na posłów z naszego okręgu wyborczego i podzielę się z Szanownymi Czytelnikami krótką refleksją. Dwa wątki, zapewne nie najbardziej istotne. Część „teleturniejową”, czyli odpowiedzi na pytania dziennikarzy i odbiorców mediów organizujących „iwent” pominę (z całym szacunkiem dla autorów tych pytań). Skupię się na czasie przeznaczonym na swobodne wypowiedzi kandydatów.
Jeden z nich wystąpił z postulatem, a raczej marzeniem, o powołaniu w nowej kadencji „klubu parlamentarnego płocczan”. Cudzysłów zamierzony, bo regulamin Sejmu ani Senatu takiego rozwiązania nie przewiduje. Ale mniejsza o regulaminy. Panie Kandydacie! To nie te wybory! Parlament ma ściśle określoną misję – stanowić prawo obowiązujące w całym kraju. I to jest perspektywa dla posła. Widzieć sprawy oczyma wszystkich obywateli! Owszem, przysłowie powiada, że bliższa ciału koszula… A poseł idzie do parlamentu z bagażem własnych doświadczeń życiowych i problemów, z którymi musi się zmagać na co dzień. W tym wyrastających z miejsca, w którym przyszło mu zamieszkiwać. Jeśli zatem można w procesie legislacyjnym wspierać rozwiązania korzystne dla jego „małej ojczyzny”, ale bez szkody dla innych regionów w kraju, grzechem byłoby, gdyby o nie nie zabiegał. Na przykład regulacje ustawowe dotyczące szkodliwego wpływu przemysłu na zdrowie obywateli jak najbardziej! Środki w budżecie na jej realizację również. Ale z zachowaniem wspomnianej perspektywy – interes kraju przede wszystkim. A tak na marginesie, głosy mieszkańców Ciechanowa, Sochaczewa czy Mławy oddaje Pan walkowerem? To też nasz okręg wyborczy…
Przyzwyczajenie jest drugą naturą, powiada mądrość ludowa. Jak się przez cztery lata uprawia (czynnie bądź „duchem”) politykę pod hasłem „ulica i coś tam…”, to pewne zachowania wchodzą człowiekowi w krew. I potem w najmniej stosownych momentach się z niego wylewają (nie w postaci krwi oczywiście). I trudno się dostosować do konwencji, która zachowania „uliczne” raczej wyklucza. Do czego piję? W debacie uczestniczyły grupy zwolenników poszczególnych komitetów wyborczych, przez nie same zaproszonych. I widownia reagowała na wypowiedzi debatujących w sposób, nie boję się użyć tego słowa, elegancki. Z jednym wyjątkiem. Goście zaproszeni przez jeden z komitetów (Szanowni Czytelnicy bez trudu domyślą się który) reagowali na wystąpienia swoich najpoważniejszych konkurentów w sposób dalece odbiegający od opisanych wyżej standardów. Cóż, głowa psuje się od góry, jak mawiał klasyk. Jeśli moi liderzy na scenie ignorują ograniczenia czasowe i treść pytań (bo są niedostatecznie ważne), to ja na widowni…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości