Reklama

Płockie Kaprysy Goi

10/12/2003 12:54
Rzadko mamy okazję obejrzeć dzieła o sławie światowej. Są one zazwyczaj “zarezerwowane” dla wielkich galerii i muzeów. Dlatego każde odstępstwo od reguły, jest wydarzeniem, na które czekają miłośnicy sztuki.
W Muzeum Mazowieckim odbył się 4 grudnia niecodzienny wernisaż, z udziałem gości z ambasady hiszpańskiej i licznie zgromadzonego płockiego środowiska nauki, kultury i przemysłu (mecenasa wystawy).
Pokazano, będący w posiadaniu Biblioteki im. Zielińskich Towarzystwa Naukowego Płockiego, cykl osiemdziesięciu grafik Fransisco Goi Los Caprichos z roku 1799. Ryciny tej edycji, pochodzące z pierwszego wydania, utrzymane w brązowej, niekiedy szarej tonacji, odbite zostały na papierze żeberkowym, o rozmiarach 295 x 195.Ten unikatowy, wydany za życia autora komplet, trafił do Płocka jako dar rodziny Zielińskich ze Skępego. W 1837 roku zakupione w Hiszpanii grafiki, przywiózł do Polski Józef Feliks Zieliński, uczestnik Powstania listopadowego, kuzyn założyciela płockiej biblioteki naukowej. Wystawa zorganizowana przez Towarzystwo Naukowe Płockie ma na celu upamiętnienie 175 rocznicy śmierci Goi. Z tej okazji wydano również album, zawierający reprodukcje grafik z Kaprysów.
Franciscio de Goya y Lucientes, żyjący w latach 1746-1828, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli przełomu XVIII i XIX wieku. Tworzył w Hiszpanii. W 1799 roku został mianowany pierwszym nadwornym malarzem. Dotknięty ciężką chorobą, która spowodowała trwałą głuchotę, w 1824 roku osiadł w Bordeaux. Jest znany przede wszystkim jako twórca kompozycji o tematyce rodzajowej, portretów, “czarnych malowideł”- cyklu czternastu malowideł ściennych w jego domu w Madrycie ze słynnym “Saturnem pożerającym swe dzieci” (1820-1822), a także obrazów inspirowanych wydarzeniami historycznymi: 3 maja 1808 - Rozstrzelanie powstańców madryckich, Okrucieństwa wojny (1810-1815).
Cykl Los Caprichos ukończony został w roku 1797. Drukiem wydano go dwa lata później. Miał on być na początku, jak mówił Goya (...) jedynie cyklem obrazów gabinetowych, w których mógłbym przedstawić sceny, jakich nie można zawrzeć w pracach zamawianych, gdzie niewielką tylko rolę odegrać może kaprys i wyobraźnia. Przez krytykę został uznany za portret ówczesnego społeczeństwa hiszpańskiego, w którym krytyka wad i niedoskonałości ludzkich przedstawiona jest z dużą dozą humoru i ironii. Pierwszy tytuł dla zbioru grafik, zaproponowany przez Goyę to Sny. W rezultacie jednak cykl otrzymał nazwę Caprichos. Ideę powstania tak niezwykłego i zarazem odważnego cyklu autor wyjaśnił tymi słowami: Autor śni. Jego jedynym zamiarem jest wygnać szkodliwe przesądy powszechnie utrzymywane i uwiecznić tym dziełem “kaprysów” mocne świadectwo prawdy.
Kaprysy przysporzyły autorowi bardzo szybko zarówno wrogów, jak i zwolenników. W rysunkach dopatrywano się karykatur znanych osobistości ówczesnej Hiszpanii, choć autor bronił się przed takimi skojarzeniami. Cykl dzieli się na dwie części. Osiemdziesiąt akwafort przedstawia, oprócz dwóch autoportretów artysty, sytuacje wzięte z codziennego życia osiemnastowiecznej Hiszpanii oraz obrazki fantastyczne, oniryczne wraz z odpowiednim komentarzem Goi. Komentarze, bardzo ironiczne, pokazują prawdę zarówno o elitach społeczeństwa jak i jego nizinach. Obłuda i fałsz, skąpstwo, zabobony, obżarstwo, absurdalny system edukacji zostają wyśmiane. Na akwafortach widzimy pijaków, kobiety i mężczyzn pozbawionych wszelkiej moralności, złoczyńców, dzieci, tłum – typowych, ukazanych w jaskrawym świetle przedstawicieli rozmaitych stanów społecznych.
Oprócz postaci ludzkich na grafikach można znaleźć stwory fantastyczne: czarownice, ludzi z głowami zwierząt, chochliki, wyjęte jak gdyby ze snów autora. Komentarze do niektórych grafik zawierają sentencje wręcz filozoficzne, będące wciąż aktualne. Choćby ten, do akwaforty 77: Taki jest świat: Ludzie kpią z siebie i walczą ze sobą, ten, kto wczoraj grał rolę byka, dziś jest jeźdźcem na arenie. Fortuna kieruje widowiskiem i rozdziela role stosownie do niestałości swych kaprysów, lub: Świat jest maskaradą. Twarz, ubiór i głos, wszystko jest fałszywe. Wszyscy chcą się wydawać takimi, jakimi nie są: wszyscy oszukują i nie znają nawet samych siebie (6).
Grafiki Goi mają w swoich zbiorach muzea w Warszawie i Krakowie. Obecna na wernisażu Renata Bartnik z Muzeum Lubelskiego, autorka wstępu do płockiego albumu grafik Goi uważa, że płocka kolekcja jest najciekawsza artystycznie.
Wernisaż połączono z koncertem muzyki hiszpańskiej w wykonaniu Płockiej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Jacka Bonieckiego, z udziałem solistów: Joanny Kortes (śpiew) i Waldemara Gromolaka (gitara).
(masz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości