Po długiej męczarni prezes PZPN wreszcie urodził! Mamy selekcjonera reprezentacji Polski. Wśród wielu komentarzy można wyczytać taki: Niesłychanie dobry człowiek. A trener? To tytuł felietonu z „najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju”. A w treści takie zdanie: Szef PZPN Cezary Kulesza… słowa nie powiedział na temat kariery trenerskiej nowego selekcjonera, bo też nie za bardzo jest się czym pochwalić. Zazwyczaj powołując się na tekst z tego źródła, wykorzystuję go jako materiał do polemiki, ale tym razem trudno się z autorem nie zgodzić. Polskim Carlo Ancelottim trudno nowego sternika reprezentacji nazwać…
Zatem szef futbolowej centrali popełnił błąd? Najprościej byłoby napisać, że czas pokaże, ale… Przewrotnie zadam Szanownym Czytelnikom – kibicom (dla niezainteresowanych futbolem nie ma to znaczenia), by sprawdzili w Wikipedii jakie sukcesy przed objęciem reprezentacji naszego pięknego kraju miał na koncie „trener tysiąclecia” Kazimierz Górski. I dla kontrastu ostatni zagraniczny selekcjoner Fernando Santos. Wniosek? Przebieg dotychczasowej kariery oczywiście jest ważnym argumentem przy zatrudnianiu pracownika w dowolnym zawodzie. Jednak zarządzanie byłoby dziecinnie proste, gdyby był argumentem jedynym. Nie muszę uzasadniać, że tak nie jest i dlatego bycie decydentem to zajęcie z pogranicza wiedzy i sztuki. Ze wskazaniem na tę drugą!
Czy zatem kibice mogą żyć nadzieją, że nowy selekcjoner właśnie wkracza na ścieżkę do największych sukcesów w swojej trenerskiej karierze? To zależy, co bylibyśmy skłonni uznać za sukces naszej narodowej reprezentacji. I tu trzeba zejść na ziemię. Nikt nie oczekuje od ekipy trenera Urbana osiągnięć na miarę „orłów Górskiego”. Jak powiada mądrość ludowa, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. Z tym „materiałem ludzkim”, który ma do dyspozycji nowy selekcjoner, nawet przywołany wyżej Carlo Ancelotti nie ugrałby więcej niż awans do finałów imprezy typu mistrzostw świata czy Europy (z ewentualnym bonusem w postaci „wyjścia z grupy”, co się zdarza raz na kilkanaście lat).
Czy to znaczy, że przyjmuję decyzję prezesa z aprobatą? Nie do końca… Bo skoro i tak oczekiwania wobec nowego selekcjonera są więcej niż skromne, to nie lepiej byłoby powierzyć tę funkcję jednemu z „młodych zdolnych”, którzy póki co osiągają sukcesy w naszej „ekstraklasie”? Niech podejmują ambitne wyzwania, które zaprocentują w przyszłości. Nazwiska? Wystarczy spojrzeć na końcowe tabele ekstraklasy z ostatnich trzech lat…
Jerzy Ogonowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze