Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
To jest felieton świąteczny, a w tytule chcę zadać pytanie, co my świętujemy? Dla praktykujących chrześcijan sprawa jest oczywista i nie wymaga dalszych rozważań. A dla tych co nie praktykują, czyli na dzień dzisiejszy znacznej już większości obywateli naszego pięknego kraju? Cóż, w sytuacji gdy projekt ustawy wprowadzający wigilię jako dzień wolny od pracy wnosi klub Lewicy, rzecz jest warta poważnej refleksji. Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy to pytanie, czy aby nie mamy do czynienia z cudownym nawróceniem, za które „odpowiedzialność” ponoszą notowania tej opcji politycznej w sondażach? Zbliżają się wielkimi krokami wybory prezydenckie i nic nie zapowiada oszałamiającego sukcesu nieznanego dziś jeszcze kandydata (kandydatki?) lewicowego obozu… Ten tok myślenia umacnia fakt, że takie zjawisko miało już miejsce w przeszłości. Mam tu oczywiście na myśli ślub kościelny dzisiejszego szefa rządu w przededniu wyborów prezydenckich, w których był jednym z dwóch najważniejszych kandydatów. Wówczas nie pomogło, ale dziś kto wie?
To tylko moje przypuszczenie, bo oficjalnie uzasadnienie tego posunięcia jest absolutnie świeckie. Chodzi o ulżenie doli kobiet w okresie przedświątecznym, bo zdaniem autorów (autorek?) projektu to głownie panie dźwigają na barkach ciężar przedświątecznych przygotowań. Nie wiem, jak to wygląda w domach polityków (i polityczek) lewicy, ale u mnie… Daruję sobie szczegóły, bo pierwszym recenzentem tych tekstów jest żona i po co niepotrzebne wymiany zdań przed świętami?
Dobrze, ale zbaczamy z głównej ścieżki naszych rozważań, czyli pytania, co świętują ludzie, którzy przy wigilijnym stole „dzielą się jajeczkiem”, jak w „Rozmowach kontrolowanych”? Nowa świecka tradycja (bareizm!) rozpycha się coraz bardziej w domach i w przestrzeni publicznej. W tej ostatniej broni się jeszcze choinka, ale już szopki coraz słabiej, bo zbyt jednoznacznie odnoszą się do wydarzeń opisanych w Biblii. Głównym punktem kolacji wigilijnej nie jest już dzielenie się jajeczkiem (przepraszam, opłatkiem), ale wymiana prezentów, które ja w dzieciństwie otrzymywałem na Mikołajki, czyli szóstego grudnia. A główne emocje polegały na próbie odgadnięcia kto w tym roku przebrał się za Mikołaja (bo w „prawdziwego” wierzyły tylko przedszkolaki). I coraz częściej zamiast w szerokim gronie rodzinnym święta spędza się poza domem, w towarzystwie mocno zredukowanym…
Zdrowych, pogodnych Świąt Bożego Narodzenia!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze