Felieton Jerzy Ogonowski. Tygodnik Płocki
Czy w Polsce naprawdę jest tak źle? To pytanie zaczerpnięte z ubiegłotygodniowego dialogu ze sztuczną inteligencją, jej propozycja tematu na felieton. Od razu odpowiadam. Tak, jest źle! Pojawiły się bowiem zjawiska, które budzą uzasadniony niepokój i wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że zostaną z nami na dłużej.
Po pierwsze to „programy społeczne”, zapoczątkowane i twórczo rozwijane przez poprzednią władzę wprowadzeniem pomysłu na kryzys demograficzny w postaci 500+. Ówczesna opozycja oczywiście była przeciw temu „rozdawnictwu”, ale punkt widzenia… I przed wyborami pojawiły się głosotwórcze pomysły. Aktywny rodzic, renta wdowia… W rezultacie można w ciemno zakładać, że do żelaznych reguł wyborczych dołączyła i ta, że „aby wygrać, musisz wymyśleć nośny program społeczny”. Czyli niezawodny przepis na trwałą tendencję inflacyjną.
Po drugie pożegnaliśmy chyba na stałe zasadę ciągłości państwa, wyrażoną przez znanego konserwatywnego publicystę hasłem „my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych”. Tak było, ale się skończyło i teraz „wasi” to skorumpowana klika, którą w całości, prędzej czy później zajmą się „niezależni” prokuratorzy i „niezawisłe” sądy. Nie istnieje też ciągłość władzy wyrażająca się w kadencyjności jej organów. Stąd obecnie nie ma Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Krajowej Rady Sądownictwa, tylko trybunał pewnej pani, rada pewnego pana, neo – KRS… Nie ma w związku z tym aktów prawnych i zapisów Konstytucji tylko „prawo tak jak my go rozumiemy”…
Po trzecie, wojna w naszej części świata. Nie jakieś tam „zielone ludziki” tylko prawdziwa wojna na całego, z użyciem wszelkich dostępnych narzędzi do mordowanie ludzi i niszczenia tego, co wysiłkiem pokoleń zbudowali. Z wyjątkiem broni masowego rażenia. Na razie… I to oprócz utraty komfortu psychicznego oznacza również konsekwencje ekonomiczne. Musimy na serio zabrać się za budowę armii z prawdziwego zdarzenia. Takiej, która będzie dla każdego agresora twardym orzechem do zgryzienia. A to oznacza stały wzrost wydatków na zbrojenia. I obawiam się, że cztery procent PKB to o wiele za mało! Nie wystarczą też zakupy nowoczesnych broni za granicą. Żołnierz musi mieć czym strzelać. Trzeba więc stworzyć krajowy przemysł wytwarzający amunicje do zakupionych „cacek”. I oczywiście zapewnić ludzi, którzy będą potrafili je obsługiwać. W dwudziestym roku pokonaliśmy bolszewików, ale na froncie walczyło czterysta tysięcy żołnierzy (połowa ówczesnej armii).
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze