Reklama

Płock. Felieton - Jerzy Ogonowski. Kłopoty z płcią

Taki tytuł autorstwa zatwardziałego konserwatysty może wzbudzić niemałe zdziwienie u Szanownych Czytelników. Jednak ostatnio usłyszałem zdanie, które skłoniło mnie do refleksji i teraz się nią podzielę. Otóż w jednym z materiałów wyborczych znalazło się stwierdzenie, iż Europa jest kobietą! Na pierwszy rzut oka wygląda to na „oczywistą oczywistość”, jak mówił klasyk. Mówimy wszak „ta Europa”, rodzaj żeński ponad wszelką wątpliwość! Zaraz, ale Europa to kontynent, a przecież „kontynent” to bez wątpienia chłop! Wygląda więc na to, że Europa to zarazem kobieta i mężczyzna. Albo czasem kobieta, a innym razem facet. Jak komu wygodnie…

Takich anomalii jest w naszym pięknym języku dużo więcej. Weźmy chociażby poczciwy rosół. Na pytanie o „płeć rosołu”, albo w nomenklaturze gramatycznej „rodzaj”, nawet średnio „kumaty” uczeń bez wahania odpowie „męski”. Ale rosół to wszak zupa!  A „zupa” przecież jest kobietą, nieprawdaż? To pytanie kieruję do autorów (autorek?) wspomnianego wyżej spotu wyborczego, którego cel nietrudno odgadnąć. Miał być wezwaniem do głosowania w eurowyborach na kobiety. Bo kobieta z kobietą łatwiej znajdą wspólny język… Czy skutecznym? To zależy… Wyrobionym politycznie przedstawicielom „elektoratu” płci obojga może stanąć przed oczyma inicjatywa pod nazwą „Partia Kobiet”…

Reklama

Ale wróćmy do wątku zasadniczego. Relacje między językiem a rzeczywistością są bardziej skomplikowane niż się może na pozór wydawać. Głoska „a” na końcu jakiejś nazwy nie oznacza, że jej desygnat jest rodzaju żeńskiego. Przykłady można mnożyć. Choćby nazwiska… Pozostańmy w obszarze polityki. Pierwsze przykłady z brzegu: Budka i Szczerba. Dla niezorientowanych w realiach politycznych naszego pięknego kraju na pierwszy rzut oka wyglądają na kobiece, a przecież obaj panowie posłowie to chłopy na schwał! 

Tak więc szukanie konsekwencji i logiki w języku łatwo może sprowadzić na manowce. Nie wszystkim to przeszkadza. Na przykład tym, którzy, czy też które hołdują modzie na feminatywy i używają terminu „ministra” na określenie szefa resortu płci żeńskiej. Panie „ministry” jakoś nie mają problemu z udziałem w posiedzeniach rządu, czyli wedle nomenklatury konstytucyjnej Rady Ministrów. Czyż nie powinny konsekwentnie walczyć jak lwice o zmianę zapisu w ustawie zasadniczej na Radę Ministrów i Minister?

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości