Nikt nie mówi o pokoju, wszyscy mówią o wojnie i do wojny zachęcają. Nikt nie debatuje, jak się porozumieć, jak zakończyć konflikt, wszyscy spekulują, jak podsycić spór. To postępowanie jest sprzeczne z ustaleniami psychologii, a psychologia ponoć jest nauką. Daliśmy się zaszczepić, bo „nauka” takie rozwiązanie podpowiadała jako roztropne, ale wojny zakończyć nie chcemy, choć „nauka” takie rozwiązanie podpowiada jako roztropne. Niestety, więcej mówi się o wojnie, a prawie nic o pokoju. Nawet łaskawie sugeruje się, że już można budować schrony bez pozwolenia budowlanego. A więc jest aż tak źle? Rynek zasypują książki o tym, jak się przygotować do wojny i jak przetrwać kilka pierwszych dni. Kto tę wojnę tak szybko do nas przyciąga i kto jej tak bardzo pragnie, bo chyba nie zwykli ludzie? Nikt inny, tylko przez zwykłych ludzi wybrani wirtuozi polityki miłujący ponad wszystko praworządność i praworządne sposoby rozwiązywania konfliktów, których tak ponoć wszystkim dotąd brakowało. Zdaje się więc, że za chwilę wszyscy dostaną to, czego tak bardzo pragnęli, mimo że to rozwiązanie „nienaukowe” i skazane na porażkę.
No cóż, nasze nieszczęście polega na tym, że wirtuozów porażek kreujemy sobie sami. Wykreował ją sobie sąsiad, wybierając w demokratyczny sposób młodego prezydenta (filuta podobnego do naszego Zenona Ziembiewicza), który w kampanii wyborczej naobiecywał ludziom, że zakończy tlącą się od kilku lat wojnę i przyniesienie wszystkim upragniony pokój. Dlatego właśnie został wybrany. Po wyborze jednak młody artysta, wspierany w kampanii przez potężnego radcę Czechlińskiego, zgodnie z jego życzeniem, wojny nie tylko nie zakończył, ale do tego stopnia podsycił atmosferę, że konflikt z lokalnej wojenki zamienił się w pełnoskalową wojnę, która po obu stronach, jak przebąkują nieśmiało „eksperci”, pochłonęła w dwa lata co najmniej po pół miliona ofiar, nie licząc tych, którzy uciekli albo odnieśli rany. I teraz, kiedy brakuje rekruta, zaczyna się wielkie szukanie chętnych, którzy wprowadzą do sąsiada swoje siły zbrojne i wesprą wojnę, która ponoć toczy się także i w naszym imieniu, choć zwykli ludzie niezarażeni propagandą politycznej poprawności wcale w to nie wierzą.
Z tygodnia na tydzień więc, a ostatnio z dnia na dzień, rośnie ilość spekulacji, w których padają sugestie o bliskim włączeniu sił zbrojnych państw zachodnich, w pierwszej kolejności naszego kraju, do tej dziwnej wojny. Debatowali o tym parę dni temu w Paryżu premierzy państw europejskich oraz NATO i wiemy, bo wygadali się na szczęście przywódcy Słowacji i Grecji, że już znaleźli się chętni do wypowiedzenia wojny, a wśród nich także i nasi tak miłujący pokój luminarze praworządności. Na razie jednak przed kamerami robią bardzo polskie miny i udają, że nic takiego nie miało miejsca. No cóż, mało znajdzie się ludzi, którzy w to uwierzą. Od dawna czujemy, że jesteśmy rozgrywani przez „nasze władze”, które bardziej troszczą się o obcych niż o nas. Dlatego nasi rolnicy nie otrzymają od „naszych władz” należytego rozwiązania swoich problemów, bo „nasze władze” mają do rozwiązania cudze problemy (jak pomóc „rolnikom” z kraju objętego wojną, którzy wcale nie mówią w języku tego kraju, a których „plony” wystarczą ponoć, aby wyżywić pół świata). Naprawdę zgodzą się, Państwo, aby „nasze władze” posłały w naszym imieniu (a jakże!) nasze polskie dzieci na śmierć za taki geszeft? Oczywiście wysłanie na wojnę naszych dzieci będzie okraszone bardziej patriotycznym sosem, nie taką prostacką i pragmatyczną kalkulacją, że może nawet niewiele osób się zorientuje w „pragmatyczności” tego szalonego rozwiązania. Wystarczy jakaś przekonująca prowokacja. Czyż nie? Póki co wołajmy, że nie chcemy tej wojny. My Polacy chcemy pokoju i do zabiegania o pokój zobowiązujemy nasze władze. Niech pan marszałek Hołownia wgniata kogo chce w ziemię, ale na własny rachunek ze swoimi zwolennikami, którzy bili mu brawo. My zwykli ludzie chcemy pokoju, nie chcemy wojny!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze