Jedni na zwiedzanie świata wybierają się samolotem, inni statkiem. A płocczanin Jakub Pełkowski (wraz z kolegą Józkiem) postanowił pokonać ponad 10 tysięcy kilometrów na rowerze. O trasie z Portugalii do Tajlandii mówi, że jest podróżą jego życia. Całkowicie spontaniczną, pokazującą, że wszystko w życiu można zrobić, że warto żyć ciekawie. A spanie w otoczeniu natury, gdzieś pod baobabem, bez planowania daje poczucie wolności i swobody. Wraz z kompanem wyruszył w podróż trzy i pół miesiąca temu. Cała wyprawa potrwa pięć lat. I jest dokumentowana na kanałach YT: Jakub włóczęga i Wilczy Rower.
Relacje z podróży można obejrzeć na kanałach:
Wielkie marzenie Jakuba Pełkowskiego właśnie się spełnia. W chwili przygotowywania materiału dwuosobowa ekipa kierowała się do Gwinei. Ale wcześniej było Maroko, Dakar i niezwykle forsujący, ale równie fascynujący przejazd przez Saharę. Potem Senegal, Gambia i kolejny przystanek, do którego kieruje się płocczanin wraz z kolegą – Gwinea. A tu kolejne wyzwania.
– Coraz większymi krokami zbliżamy się do Gwinei. Przed nami bardzo wielkie wyzwanie, bo musimy przejechać całą Gwineę, całe wybrzeże Kości Słoniowej, przed nami dżungla. Myślę, że to większe wyzwanie niż przejazd przez Saharę, ale jestem podekscytowany – mówi Jakub Pełkowski.
Reklama
Skąd pomysł na to, by właśnie tak spędzić najbliższych pięć lat? Bo właśnie tyle potrwa cała wyprawa zaplanowana z Portugalii do Tajlandii.
– Podróże i jazda na rowerze wpisane są w moje życie. Bez względu na to, gdzie akurat byłem, gdzie pracowałem. A od jakichś 8 lat pracowałem w różnych państwach Europy, skąd brały początek kolejne trasy moich wypraw. Podróżowałem i jeździłem rowerem chyba od zawsze. Więc postanowiłem połączyć te dwie pasje. Obecna wyprawa jest jedną z kolejnych. Wcześniej pojechałem rowerem z Niderlandów do Irlandii, była także wyprawa z Niderlandów do Włoch. Teraz podróż życia z Portugalii do Tajlandii – opowiada nam o swojej podróżniczej pasji Jakub Pełkowski.
Reklama
I dodaje ze śmiechem, że aby nie było zbyt łatwo, to wraz z kolegą jadą naokoło, bo prawie całym wybrzeżem Afryki.

Sam pomysł trwającej właśnie podróży zrodził się jakieś pół roku temu. Wtedy płocczanin poznał w Holandii Józka, swojego kompana wyprawy.
[paywall]
– Józek chciał iść pieszo do Tajlandii, ja zawsze chciałem tam pojechać właśnie rowerem. Dogadaliśmy się, rzuciliśmy pracę i polecieliśmy samolotem do Porto w Portugalii. Tam kupiliśmy cały sprzęt na wyprawę i 20 września ubiegłego roku ruszyliśmy w świat. Podróż potrwa mniej więcej 5 lat. Obaj mamy kanały na YouTube, które zaczęliśmy robić od Maroka. Chcemy pokazać ludziom w Polsce, że wszystko jest możliwe, że można ciekawie spędzać czas swojego krótkiego życia. Chcemy też samym sobie coś udowodnić – opowiada nasz bohater.
Reklama
O trwającej wyprawie mówi, że taki pomysł na 5 najbliższych lat nie był zaplanowany. To zupełny spontan.
– Żyjemy z dnia na dzień, beztrosko, że tak to ujmę. I taki styl życia bardzo nam odpowiada – mówi podróżnik.
I dodaje, że nie mają zbyt wielu pieniędzy na realizację swojego marzenia. Zatem mają nadzieję, że ich kanały na YouTube, gdzie zamieszczają relacje z wyprawy, za jakiś czas pozwolą im w ten sposób zarobić na utrzymanie w podróży. Do tego potrzeba ogromnego wsparcia internautów: like’ów i subskrypcji pod zamieszczanymi filmami. Bo im większe zasięgi, tym większa szansa, że nasi podróżnicy dojadą do celu. I nie chodzi tu o to, by być milionerem, ale dzięki zostawionym like’om i subskrypcjom zarobić grosz na wizy czy jedzenie.

– Dziękujemy za wszystkie dotychczasowe komentarze, oglądanie na kanale naszych filmów – mówi Jakub Pełkowski.
Opowiadając o podróży, nasz bohater mówi, że najważniejsze jest to, aby dojechać do Tajlandii całym i zdrowym. A najważniejszym punktem?
– Tych są setki – odpowiada, śmiejąc się Jakub Pełkowski.
– Ale powiedzmy że przejść (ponieważ przejechać się raczej nie da) legendarne góry Himalaje.
Co jest zaskoczeniem? Z pewnością odmienne od naszych – europejskich kultury, które podróżnicy poznają w każdym nowym państwie na swojej drodze.

W dotychczasowej wyprawie podróżnicy przecięli osiem państw, przejechali kawał drogi, bo ponad 2 tysiące kilometrów. Było zaskakująco, fascynująco, czasami, jak w Mauretanii, ciężko.
– Omal nie umarłem. Prawie wyschłem, taki upał. Ale jakoś przetrwaliśmy, a przed nami kolejne potężne wyzwania w Gwinei: dżungla, lasy tropikalne – słyszymy o kolejnych etapach trwającej wyprawy.
W trzymiesięcznej, jak sam mówi podróżnik Jakub, jakże zwariowanej podróży były też wielkie rozczarowania. Po pierwsze ominęła ich możliwość oglądania największych na świecie fal, jakie w okresie jesienno-zimowym można oglądać w portugalskim miasteczku Nazare. Po drugie nie nacieszyli się widokiem słynnego różowego jeziora Lac Retba w zachodnim Senegalu, które w ubiegłym roku straciło po powodziach kolor.
Ale zdecydowanie więcej jest plusów niż minusów. Bo któż może pochwalić się, że spędził sylwestra pod baobabem? Z pewnością nieliczni. A nasi podróżnicy, którzy spędzili święta Bożego Narodzenia w Gambii, i owszem.
– W Nowym Roku życzę wszystkim dużo zdrowia i jak najwięcej okazji do podróżowania. Zachęcam do podejmowania wyzwań i podróży w tym kierunku. Bo to piękne kraje. Osobiście uważam, że Gambia to zaraz po Tajlandii drugie państwo, w którym mógłbym mieszkać. Są tu ludzie pełni uśmiechu, radości, jest ciepło przez cały rok – opowiada nasz bohater.
Reklama
Oczywiście bywają kryzysy, ale jak czytamy w komentarzach zamieszczanych pod filmami na kanale „Jakub włóczęga”, gdyby ich nie było, to oznaczałoby, że byliby wariatami. Nasz bohater zaznacza, że były momenty, kiedy zatęsknił za pracą w Europie. Tak było tuż po powitaniu Nowego Roku i ponad trzech miesiącach podróży.
– Ale już kolejnego dnia wszystko wróciło do normy i jedziemy dalej.
Co prawda, czasami podczas noclegu w dziczy czy na pustkowiu budzą ich dziwne, nieznane odgłosy i trzeba czuwać przez pół nocy. Ale jak mówi nasz rozmówca, mimo wszystko warto. Tak bliskie sąsiedztwo dzikiej przyrody jest fascynujące.
– Chciałbym, aby każdy mógł swoimi oczami zobaczyć piękne, niezwykłe miejsca, palmy, klimatyczne wioski – podkreśla podróżnik.
Obecnie (w chwili przygotowywania materiału) podróżnicy są w trasie do Gwinei. Jadą z głębokim przekonaniem, że można żyć w świecie, gdzie nie ma prądu, internetu, ale za to można sobie odpocząć.
– Głęboko wierzę, że w Gwinei, dokąd zmierzamy, uda nam się znaleźć prawdziwą afrykańską wioskę w środku dżungli, z szamanem. Poznać kolejne wspaniałe miejsca i niesamowitych ludzi – mówi Jakub Pełkowski.
Reklama

Fot. Archiwum prywatne
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze