Zaciętą rybę wyprowadzam ze stada jak najszybciej. Nie tkwię uparcie przy jednym otworze w lodzie, lecz poszukuję płoci, często wiercąc nowe otwory. Obciążenie zestawu podyktowane jest przez charakter łowiska: głębokość, ruch wody w zbiorniku przepływowym, a także szybkie „przebicie” się przynętą przez stadka wszystkożernej drobnicy buszującej w toni. Moje sprawdzone przynęty to larwa ochotki, barwiony biały robaczek, płatki owsiane parzone, serek topiony oraz gotowe ciasta wędkarskie o aromacie wanilii, czosnku czy ochotki. Poprzedniej zimy testowałem sztuczne (silikonowe) kolorowane białe robaki maczane w oleistych dipach o różnych zapachach. To przynęty nie tylko tanie i wygodne w użyciu, lecz także rokujące nadzieję na udane połowy. Zimowe płocie chętnie łowię również na mormyszkę. Co to takiego, to pewnie każdy wędkarz już wie, albo się domyśla – to imitacja naturalnego zimowego pokarmu ryb. Wymyślono i wyprodukowano tak wiele różnych mormyszek, że to podobieństwo w większości przypadków pozostało jedynie umowne. Wejdźcie do jakiegokolwiek dobrze zaopatrzonego sklepu wędkarskiego, a sami się szybko przekonacie, jak wiele udanych modeli mormyszek, wykonanych z ołowiu, wolframu i wanadu, znajduje się na sklepowych półkach. Chciałoby się mieć je wszystkie. Łowienie mormyszką jest aktywną i bardzo zajmującą formą wędkowania. Przed wpuszczeniem mormyszki pod lód na znanym mi łowisku wiercę kilka otworów w lodzie, po czym zasypuję je urobkiem.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze