Reklama

Plakat musi zawierać tajemnicę. Z Mirosławem Łakomskim rozmawia Lena Szatkowska

13/07/2021 17:07

Ma pan przepis na niebanalny plakat?
Zacytuję naszego wielkiego reżysera Krzysztofa Kieślowskiego, który ideę plakatu objaśniał tak: „Patrzę na zapowiedzi (plakaty): jeżeli są dobre, mam ochotę zapalić papierosa, wyjąć płytę, pójść do kina. Trochę się dowiedziałem, ale tylko trochę. To bardzo ważne: pozostaje tajemnica, coś nieznanego, czego mogę się tylko domyślać. Obiecano mi coś, chcę się dowiedzieć co”. 
Plakat musi zawierać i cząstkę treści, i tajemnicę, symbol graficzny, który przyciągnie widza. Potem dopiero zaczynają się dylematy, jak go interpretować, co znaczą te symbole. To styl artysty jest spoiwem i identyfikatorem dla różnych tematów plakatu. 

Zaprojektował pan ponad 100 plakatów dla filmu i teatru. Czy rzeczywiście teatr pozwala na bardziej artystyczne podejście niż dosłowniejsze kino?
Plakat dla Teatru zaczyna się od spotkania z reżyserem, który albo prezentuje swoją interpretację tekstu, albo trzyma się wiernie oryginału. Reżyser ma duży wpływ na kształt plakatu i często trzeba robić kilka wersji wstępnych. Tak pracuje się z dyrektorem Markiem Mokrowieckim: albo akceptuje od razu, albo szuka, a to szukanie polega na tym, że trzeba przygotować różne warianty. Do „Bambini di Praga” na płockiej scenie w jego reżyserii wykonałem trzy wersje i jeden szkic. Wszystkie się nadawały, z drobnymi zmianami. Problem polegał na tym, co wybrać. Wygrała wersja z panoramą Pragi (wg fotografii własnej).
Z plakatem do filmu jest nieco inaczej. Jeśli reżyser jest na miejscu, to mamy przestrzeń na konsultacje. W przypadku filmu zagranicznego – reżyser nie ma wpływu na to, jak będzie wyglądał plakat reklamujący jego dzieło w Polsce. Poza tym najczęściej płacą producenci i niekoniecznie biorą pod uwagę idee reżysera. Jemu bardziej zależy na projekcie o dużych walorach artystycznych, producentowi na takim, który spowoduje wysyp widzów. A stąd jest już bardzo blisko do komercji i schlebiania tanim gustom. Mnie też zdarzały się sytuacje, gdy dostawałem sugestie, co ma być na plakacie albo jakiego koloru nie używać, bo ktoś go nie lubi. 
Plakaty filmowe zacząłem robić, gdy pracowałem na pół etatu w płockich kinach Przedwiośnie i Sputnik. Powstawały tu pierwsze wielkoformatowe plansze według mojego pomysłu. Utrudnieniem było to, że plakat występuje częściej w pionie, a tu miałem poziom o wymiarach 1,5 x 3 m. 
Współczesny plakat filmowy jest najczęściej kolażem fotograficznym albo zdjęciem przetworzonym na komputerze. Można uzyskać np. efekt akwareli albo rysunku kredką czy węglem. To w miarę prosty proces, który powoduje, że plakatem zaczęli się zajmować informatycy czy jak to się mówi - komputerowcy. A przecież plakat to nie tylko warsztat. To przede wszystkim pomysł i umiejętności, jakie w sposób naturalny albo wyuczony posiada plastyk. Dziś okazuje się, że komputerowiec potrafi zręcznie przetworzyć fotos, dodać napis, wydrukować i jest już plakacistą. Dlaczego? Bo to wszystko zależy od jego szefa, któremu zazwyczaj podoba się wynik, choć sam ma niewielkie pojęcie o tej branży. Znów zbliżamy się do bylejakości i kiczu.

Reklama

Plakaty artystyczne rzadko pojawiają się na ulicach. Zastąpiły je wszechobecne billboardy reklamowe. Czy to oznacza zmierzch sztuki plakatu?
Billboardy wielkoformatowe to znak czasów. Ich celem jest sprzedać przedmiot albo zareklamować twarz przyszłego posła. Mają wybitnie komercyjny charakter, nastawiony na ruch w interesie. Panuje tu bałagan i nie ma miejsca na artyzm. Jedynie teatr robi plakat papierowy o wysokim walorze artystycznym. Kiedyś drukowany metodą offsetową, w tysiącach egzemplarzy, ale na kiepskim papierze, który nie do końca emitował właściwe barwy. Teraz drukuje się kilkadziesiąt sztuk na drukarkach wielkoformatowych. Trzeba przyznać, że jakość druku jest wysoka, bez widocznego rastra. 
Ten kto płaci, decyduje. Niestety zapanowała tendencja na niechlujny warsztat, malowanie rysikiem albo myszką. Jak już ktoś się wysili i zrobi szkic ołówkiem, to potem robi skan i dalej trwa zabawa z dokładaniem kolorów i oglądaniem dzieła na monitorze. Ale co zrobić. XXI wiek przyniósł inne narzędzia do projektowania, takie jak: laptop, komp, skaner, wielkoformatowe drukarki, obróbkę w photoshopie i wyżyłowaną jakość. Trudno teraz znaleźć plakat wykonany manualnie, z udziałem farbki i pędzelka. Ostatni twórcy, którzy byli daleko od komputera, to Waldemar Świerzy czy Franciszek Starowieyski.

Pana plakaty do filmów „Imperium kontratakuje”, „Poszukiwacze zaginionej arki” czy „E.T” też powstały bez komputera i znalazły uznanie. 
 

Reklama


Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości