Reklama

Pedagogika patriotyzmu

15/02/2017 15:00

Mamy coraz większy kłopot z rozumieniem patriotyzmu. Wypada być patriotą, ale nie bardzo wiadomo, jak to w praktyce wyrazić. Czy wystarczy wyszumieć się na stadionie, czasami nawet dosyć wulgarnie, obrazić kibiców zagranicznej drużyny, urządzić grilla w długi majowy weekend w ogródku obwieszonym biało-czerwonymi chorągiewkami, obrzucić kamieniami kebab, jeśli zajdzie taka potrzeba, pójść w pochodzie 11 listopada i pogrozić pięścią przeciwnikom politycznym, wywiesić flagę biało-czerwoną przed domem parę razy do roku? No bo i co jeszcze można byłoby zrobić, aby wyrazić przywiązanie do tego dziwnego tworu, jakim jest „ojczyzna”, ojcowizna, ziemia ojców, dziadów, pradziadów? Walczyć już o nią się nie da, bo jest wolna, suwerenna, niepodległa, demokratyczna, liberalna, wolnorynkowa. Pracować „dla niej” nie jest łatwo, bo nauczono nas pracowania głównie dla siebie, dla pracodawcy, a ten wcale nierzadko jest już obcokrajowcem. Uczyć się „dla niej”? To także brzmi dziwnie. W epoce wyścigu szczurów uczymy nasze dzieci uczyć się znowu głównie dla siebie, dla zdobycia dobrej pozycji na rynku, aby posiąść kompetencje, które pozwolą wyjechać i pracować „na siebie”. To mamy w końcu jakieś zobowiązania wobec wspólnoty narodowej, językowej, w której się ukształtowaliśmy, czy nie?

Pomaga nam zrozumieć ten problem mała książeczka wielkiego polskiego XX-wiecznego filozofa i duchownego Józefa Marii Bocheńskiego – „O patriotyzmie”. Kapelan spod Monte Cassino patriotyzm traktuje bardzo poważnie jako ważną powinność moralną. Według duchownego mamy obowiązki względem ojczyzny (uczony obejmuje tym pojęciem i terytorium, i wspólnotę ludzką, narodową, i państwo, i najważniejszy składnik – jego kulturę), ponieważ zawdzięczamy jej „niemal wszystko, czym jesteśmy: ideały, cnoty, kulturę estetyczną, wychowanie, wykształcenie, a nawet cechy biologiczne”. „To, czym jesteśmy”, Polakami, stajemy się nie tylko przez urodzenie, ale przede wszystkim przez wrośnięcie w „kulturę polską”, a w tym pomaga rodzina i szkoła. Ten fakt rodzi zobowiązanie, które ma się wyrazić pewnego rodzaju wdzięcznością, która powinna się przejawić nawet nie przede wszystkim w sferze uczuć (na czym dzisiaj patriotyzm w zasadzie się kończy), ale nade wszystko w sferze woli, rozumu i czynu.

Jeśli jesteśmy Polakami, czujemy się Polakami, to coś z tego musi wynikać. Ojciec Bocheński podpowiada, że ma z tego wynikać przede wszystkim obowiązek „pielęgnowania w sobie ojczystej kultury”, czyli, mówiąc innymi słowy, obowiązek „rozwijania w sobie polskości”. W jaki sposób? Głównie poprzez poznawanie wszystkiego, co polskie – geografii, historii i kultury – „najwartościowszych składników kultury ojczystej i ojczyzny jako całości”, w tym „wielkich tworów jej ducha”, obyczajów, myśli, jej osiągnięć w sferze nauki i sztuki – poznanie to „musi być poznaniem wielkich i pięknych stron jej dziejów i kultury”. Rozwijanie w sobie cnoty patriotyzmu ma się dokonywać głównie poprzez staranne i rzetelne wychowanie, także, a może przede wszystkim, przez szkołę, bo jej możliwości w tej dziedzinie są ogromne. A więc patriotyzm to coś zdecydowanie więcej niż kibolskie rozrabianie na stadionie i wywieszanie flagi z okazji 3 Maja, czy wygrażanie pięścią przeciwnikom politycznym w dniu 11 listopada. Szkoda, że już właściwie nikt nie uczy takiego rozumienia patriotyzmu, o jakim mówi o. Bocheński.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości