Niegdyś stolica świata, a dziś… Pozwolę sobie na kilka refleksji z równie krótkiego wypadu do tego miasta. Pierwsze wrażenie to wszechobecne śmieci na ulicach.
Neapol to jeszcze nie jest, ale w porównaniu choćby z naszym pięknym miastem zgroza! Na dodatek po dziewiętnastowiecznej przebudowie miasto zamieniło się w coś na kształt… Miałem tu użyć pewnego porównania, ale na szczęście w porę ugryzłem się w klawiaturę. Niech więc będzie „koszar”. Równe rzędy jednakowych kamienic z jasnego piaskowca, takiej samej wysokości (do piątego piętra), jednakowe dachy… To już na gierkowskich osiedlach bloki miały różnokolorowe wstawki z płyty wiórowej między oknami. A tu nic! Oczywiście ulice proste jak po linijce (tak zresztą zapewne je projektowano). Słynne Pola Elizejskie absolutnie niczym się z tej reguły nie wyróżniają. Ot, jeszcze jedna uliczka łącząca dwa ważne dla tambylców obiekty. Nowy Świat to przy niej Wielki Świat…
T akich rozczarowań jest dużo więcej. Choćby tak ważny dla nas, Polaków cmentarz Pere Lachaise. Po pierwsze, tak naprawdę jedyną wielką gwiazdą, która na nim spoczywa jest „nasz” (Francuzi mają tu inne zdanie) Chopin. No, jeszcze Molier... A poza tym tutejsza norma. Brudno, ponuro… Nikt tu nie sprząta, pełno zeszłorocznych, jesiennych liści. Oczywiście żadnych kwiatów czy zniczy (nie ma takiego zwyczaju). Drugi przypadek to słynny u nas za sprawą serialu o Klossie Plac Pigalle. Zabetonowany skrawek, przy którym Plac Narutowicza to niemal Plac Defilad. I na koniec najsłynniejszy obraz świata. Do Mony Lisy stoi się w koszmarnej kolejce po to, by przez chwilę zerknąć na niewielki obrazek za pancerną szybą z odległości kilku metrów i zrobić selfie (ochrona, sami Afrofrancuzi, co przy takich zajęciach jest normą) popędza bowiem do natychmiastowego opuszczenia sali.
I na koniec nawiążę do tekstu w nawiasie. Imigranci! Na przedmieściach, gdzie kwaterowani są na ogół uczestnicy polskich wycieczek, absolutnie dominują. Państwo umieszcza ich w hotelach, za które płaci. Mieliśmy takich sąsiadów. Oczywiście prawie sami panowie w wieku poborowym, dosłownie i w przenośni… Podobnie w środkach komunikacji publicznej, zmierzających w tym kierunku. Kiedyś z ciekawości policzyłem pasażerów na stacji metra. Trzydziestu czterech, w tym trzydziestu pigmentalnie ubogaconych. Dominują zdecydowanie przybysze z Afryki równikowej… Na szczęście nie było w tym momencie incydentów znanych z przekazów telewizyjnych. Palenie samochodów i tak dalej… Niemniej jednej z pań ściągnięto w metrze bransoletkę z ręki, innego z naszych współtowarzyszy próbowano pozbawić portfela, a w wagonie doszło do bójki między pasażerami o wspomnianym wyżej kolorze skóry. Taki mają klimat…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Paryż to miejsce magiczne. I tylko tak może je postrzegać osoba która nie "wpada" na krótko, a faktycznie zna język, historię i czuje smak Paryża. Widać ze Pan niestety tego nie zna. Więc po co to pisać? Żeby pisać? Proponuję wycieczki do innych miast np. Brukseli i dopiero wtedy pomyśleć co można powiedzieć o Paryżu.
Paryż to miejsce magiczne. I tylko tak może je postrzegać osoba która nie "wpada" na krótko, a faktycznie zna język, historię i czuje smak Paryża. Widać ze Pan niestety tego nie zna. Więc po co to pisać? Żeby pisać? Proponuję wycieczki do innych miast np. Brukseli i dopiero wtedy pomyśleć co można powiedzieć o Paryżu.